„Kler”

Kino Muranów w Warszawie, październik 2018 r.

Występują:

Arkadiusz Jakubik (jako ksiądz Andrzej Kukuła) Robert Więckiewicz (jako ksiądz Tadeusz Trybus) Jacek Braciak (jako ksiądz Leszek Lisowski) Joanna Kulig ( jako Hanka Tomala, gospodyni księdza Trybusa) Janusz Gajos (jako arcybiskup Mordowicz) Stanisław Brejdygant (jako ksiądz Teodor) Rafał Mohr (jako ksiądz Stanisław w latach 80-tych) Adrian Jastrzębski (jako Andrzej Kukuła w latach 80-tych) i wielu innych.

Byłam. Obejrzałam. Wyszłam z kina roztrzaskana na kawałki. Film zrobiony minimalnymi środkami wyrazu, ale przekazującymi maksimum treści. Nakręcony tak, jakby był typową niszową produkcją. Film, w którym większość Aktorów do niego zaangażowanych – to ci z najwyższej, polskiej półki, co nasuwa przypuszczenie, że darzą reżysera tego obrazu szacunkiem i zaufaniem, skoro dzierżąc w dłoniach wypracowywaną latami dzisiejszą renomę własnego talentu, zgodzili się zagrać również epizodyczne role u boku równie świetnych kolegów po fachu, którzy z kolei zostali obsadzeni w rolach głównych. „Kler”, to film ostry i bezkompromisowy. Bez wątpienia ważny i potrzebny. Film, który w żadnym razie nie ugólnia, nie wrzuca wszystkich księży katolickich w Polsce do przysłowiowego „jednego worka”. To nie film o wierze jako takiej, w znaczeniu przekonań, to nie film o księżach in general. To dla mnie film o jednostce, o człowieku, po prostu. O tym, że wszyscy jesteśmy równi wobec własnej natury, której słabości są nam tak samo przynależne, jak i z drugiej strony to wszystko, co składa się na naszą siłę. W obliczu natury, biologii, instynktów, pragnienia miłości, whatever – nikt z nas nie jest „nadczłowiekiem”, w każdym z nas drzemie dany pakiet ułomności, ale i potrzeb, przy czym u każdego z nas inne wysuwają się na pierwszy plan. To film o tym, że dramat jednostki rozprzestrzenia się na kolejne właśnie wtedy, gdy system za pośrednictwem doktryn wkracza ze swoją ingerencją w to, co naturalne. A to rodzi wszelkie patologie, krzywdy, przestępstwa. To film o tym, że to czym nasiąknęliśmy w bardzo młodym wieku, może się ciągnąć za nami przez całą resztę naszego życia sprawiając, że teraz my powielamy wobec młodszego pokolenia to, czego sami doświadczyliśmy od naszych oprawców jako dzieci. To film o tym, że od własnego cierpienia, od siebie samego się nie ucieknie – ani wersetami modlitw, ani sztucznie wykreowaną „czystością” (która w tych konkretnych, przedstawionych w filmie przypadkach, funkcjonuje tak czy owak jedynie w teorii). To film o tym, że nie da się w nieskończoność dźwigać na sobie ciężaru przeszłości i egzystować w mentalno – emocjonalnym szpagacie: z jednej strony grzmiąc do innych o tym, jak powinni żyć, z drugiej strony wiedząc, że samemu żyje się dokładnie na odwrót. Nie da się być prawdziwym w tym, co się głosi, dopóki sami sprawiamy innym ból taki sam, jaki ktoś wcześniej nam sprawił. To film o tym, że ksiądz, jak każdy człowiek, może nie być wolny od nałogów, czy w końcu – ma prawo kochać i być kochanym, nie krzywdząc nikogo i nie udając tego, kim w istocie nie jest. To wreszcie film o tym, że ksiądz także jest zwykłym człowiekiem, który ma swoją cielesność, który czuje i kocha, który się boi, który ma własny umysł do samodzielnego myślenia i nie powinien być ani postrzegany, ani traktowany przez pryzmat podwójnych standardów wobec pozostałych przedstawicieli ludzkiego gatunku i że nie można zakładać, iż pewne sprawy przynależne człowiekowi nigdy księży dotyczyć nie będą, ani udawać, że nic się nie dzieje – gdy już się wydarzyło. To film o trojgu mężczyzn – księży, którzy w latach dziecięcych poznali system kościelny właśnie od jego brutalnej, mroczniejszej strony, co skrzywdziło ich pośrednio bądź osobiście, ale z pewnością naznaczyło ich późniejsze bytowanie. Poznajemy bohaterów, z których dwaj, przed wieloma laty, w momencie życia, w którym każdy z nas jest całkowicie bezbronny – byli z jednej strony świadkami bezwzględnego krzywdzenia swoich rówieśników przez konkretnych przedstawicieli kościoła katolickiego, bądź za jawnym przyzwoleniem tychże, z drugiej sami z ich strony krzywdy zaznali. To film o systemie, który jak wszystko, co uwite w ludzkich rękach i ludzkimi rękami zarządzane – jest niedoskonałe, co ma swoje mocne i słabe strony. To film o kościele jako instytucji, która jak każda potężna, rozbudowana machina rządzi się własnymi, nie zawsze przejrzystymi prawami. Film, o układach, które są faktem w każdej profesji – na mniejszą, bądź większą skalę. Film „Kler” nie usiłuje choćby przez moment przekonać widza, że cały system katolicki w Polsce jest do szpiku kości zepsuty, ani też, że każdy, kto do niego przynależy postępuje w jeden określony sposób. To również nie jest film, który jakkolwiek próbowałby usprawiedliwiać konkretnych księży, którzy jako dzieci zostali skrzywdzeni pod dachem kościoła i sami teraz stali się oprawcami.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s