„Maria Callas. Master Class.”

 OCH-TEATR w Warszawie, 21.01.2019 r.
Występują:
Krystyna Janda (jako Maria Callas)
Mateusz Dębski (Gra na Fortepianie)
Agnieszka Adamczak / Marta Wągrocka
Anna Patrys / Jolanta Wagner
Rafał Bartmiński / Tadeusz Szlenkier / Mateusz Zajdel Michał Zieliński

Jest to dla mnie Spektakl ABSOLUTNIE NIEZWYKŁY. Spektakl, którego Siła i Artystyczna Widowiskowość tkwi w Urokliwej Prostocie, w Zwykłości i Naturalności opowiadania o Emocjach szalenie Zawikłanych. To Kolejny tekst Terrence’a McNally’ego, który w polskiej Adaptacji Teatralnej, dokonanej Aktorsko – Reżyserskim Wyczuciem p. Krystyny Jandy mnie Oszołomił, Zachwycił, Odurzył. Tak, jak w „Matkach i synach”, tak i tutaj Autor tekstu doskonale Uchwycił to, że im Prościej, tym Wyższe Rejestry Przeżyć można osiągnąć, że im Skromniej – tym niesie to ze sobą większe Bogactwo Przekazu, że im Czulej się o czymś Szepcze, tym Głośniej to na Deskach Teatru może Zagrzmieć i Zaboleć. 
Słuchając jakiś czas temu Wywiadu (z 2012 r.!) z Aktorem Pawłem Ciołkoszem zwróciłam uwagę na piękne zdanie, że „teatr jest takim miejscem, w którym można pozwolić sobie na wszystko”. Ja do tego dodam jeszcze, że dla mnie, jako widza, wyjątkowe są takie momenty ze Spektaklem, kiedy nawet jeśli Autor / Reżyser / Scenarzysta / Aktor sięgnął po Minimalistyczne Środki Wyrazu, to dzięki takiemu zabiegowi paradoksalnie osiągnął Maksimum Treści. I taka Umiejętność jest właśnie tym, co m.in. pociąga mnie w Teatrze najbardziej. 
„Maria Callas. Master Class.” to Historia Ikony, której już od najmłodszych lat życie nie oszczędzało. To Historia Kobiety, którą, począwszy od jej ojca, odrzucali Mężczyźni dla niej Najważniejsi. A ona tak pragnęła BYĆ dla kogoś, że w dorosłym życiu podejmowała histeryczne wręcz decyzje (jak choćby ta o aborcji, gdy jej mąż nie chciał dziecka), byleby tylko zatrzymać mężczyznę przy sobie. Czy tylko ja tu dostrzegam pewną Analogię wobec tego, jak była traktowana – bo pozwalała się tak traktować, inna Wielka Artystka i zarazem Piekielnie Nieszczęśliwa Kobieta, czyli Edith Piaf ? (co w Potwornie Rozdzierający Sposób pokazuje Spektakl „Piękny Nieczuły” w Teatrze Polonia). I jedna, i druga na swój sposób Sprzeniewierzała się własnej Godności w imię desperackiego Łaknienia bycia Kochaną. Obie były także w pewnym sensie Ofiarami własnego Talentu, który z czasem je kawałek po kawałku Unicestwiał. 
Uderzyło mnie to spostrzeżenie, gdy zdałam sobie sprawę, jak poświęcenie się bez reszty właśnie swojemu Talentowi może się koniec końców sprzysiąc przeciwko takim Kobietom jak choćby one dwie, których Życie poza Sceną nie przypominało tego Blasku Chwały, w jakim kąpały się przez chwilę, stojąc w Świetle Reflektorów i ofiarowując Publiczności to, co mogły mieć najcenniejszego – Głos, niosący Szeroką Gamę Uczuć. 
Krystyna Janda w swojej Interpretacji tej Roli pokazała Marię Callas jako trochę Manieryczną Artystkę, która może sprawiać wrażenie (a przynajmniej ja tak ją odebrałam), że te momenty, gdy chełpiła się własną Sławą i Wrażliwością były w gruncie rzeczy sposobem na ogłuszenie Kompleksów. Callas Jandy to rozgoryczona kobieta, która zaczęła się staczać i tracić głos, wydający się wcześniej jej Najsilniejszą Bronią w walce z Samą Sobą. 
Pasja w niej jednak pozostała, Emanująca poprzez to, jak się Poruszała, w Mimice, w Gestach, w Tembrze Głosu, w tym jak Mówiła o Muzyce i towarzyszących jej Uczuciach. Dla Marii Callas muzyka Wypływała z Trzewi, Muzyki się wg. niej nie wykonuje, zaś Muzyką SIĘ JEST, Muzyką SIĘ ŻYJE, Muzykę SIĘ CZUJE, MuzykąSIĘ ODDYCHA, KARMI, POI. 
Podczas swoich ”master classes”, składających się na fabułę Spektaklu, robiła wszystko, by w miarę technicznie wprawionemu Młodemu Pokoleniu wpoić coś dla niej Szalenie Cennego, czego oni już na starcie w sobie nie mieli, a co dla niej było Punktem Wyjścia do tego, by w ogóle kiedykolwiek móc pretendować do bycia Wielkim Artystą: Oddanie i (Z)Rozumienie. Znamienne dla pojęcia tego, co chciała przekazać swoim uczniom Maria Callas wydaje się być zdanie jednej z kobiet przybyłych na jej lekcje: „Ja jestem tylko śpiewaczką.”. A dla Callas, Opera to nie tylko Śpiew, nie tylko Dźwięki, nie sam Oddech, nie Emisja Głosu, zaś Wygórowana Technika jest jak Puste Opakowanie, gdy nie rozumie się, O CZYM się śpiewa. Dla Callas w tej Opowieści, Opera to również Aktorstwo. Cały czas w Spektaklu zadawała młodym ludziom te same, najważniejsze dla niej pytania: „Czy ty wiesz o czym śpiewasz? Pokaż To. Ty w ogóle nie rozumiesz o czym opowiada ta historia.” oraz „Kim jesteś? Opowiedz mi, śpiewając, KIM JESTEŚ.”. 
Dla Marii Callas w tym Spektaklu „śpiewać” znaczyło „interpretować, przeżywać, opowiadać”. W ocenie Bohaterki, Opera jest Niczym dopóty, dopóki Artysta z Krwi i Kości nie wypełni techniki Prawdą. Bo muzyka i śpiew to dla niej Autentyczność i Naturalność – bez tego opera byłaby nadmuchany balon, z uwięzionym weń powietrzem. Młodzi Ludzie zaś, przybywając na Mistrzowski Kurs Wielkiej Diwy Operowej powtarzali, że „chcą być tacy, jak ona”, sądząc zapewne, że takim stwierdzeniem ją „kupią” już na starcie. Oni bowiem oczekiwali od niej wskazówek, jak być „jeszcze lepszymi śpiewa(cz)kami”, przy czym w ich pojmowaniu „bycie lepszym” oznaczało jeszcze sprawniejsze wydobywanie z siebie dźwięków. Artystka jednak szybko wyprowadzała ich z błędu. Ona im wpajała, że muszą dać scenie Całych Siebie, jakby chcieli ją Wchłonąć, Pożreć, Stopić Się z nią w jedną Symbiotyczną Całość. Młodzi zaś tej Iskry w sobie nie mieli i nie pojmowali jej Przekazu, bo byli aż nadto odtwórczy, „naumiani” i nie potrafili powiedzieć nawet, czym i dlaczego jest dla nich muzyka. Można też z drugiej strony wyczuć, że Maria Callas, wytykając innym początkującym Śpiewaczkom każdą Fałszywą Nutę, mściła się na kobietach niegdyś jak ona młodych, stojących u Progu Kariery za to, że ona to gdzieś po drodze utraciła i już nie odzyska. 
„Maria Callas. Master Class.” to także Spektakl o tym, że aby Muzyka rozkwitła w pełni swojego Znaczenia, to przekaz Artystycznych Impulsów musi być czymś na kształt Dialogu między ich Nadawcą, który się nimi Dzieli, a Odbiorcą, który je albo Przytula do Serca, albo Odpycha. To Spektakl o czymś, co jest bardzo pokrewne mojemu pojmowaniu Sztuki Wszelakiej.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s