„Metoda”

TEATR POLONIA, listopad 2018 r.
Wystąpili: Maria Seweryn, Rafał Mohr, Wojciech Chorąży i Karol Wróblewski.
To nie jest Spektakl Klasy Bronze. Nawet nie Silver. To jest Gold w swojej Najczystszej Postaci. 
Kiedy zdecydowałam się iść na tą Historię, choć nie musiałam się w zasadzie nazbyt długo nad tym namyślać, to niewiele o niej wiedziałam, poza ogólnym Zarysem Kontekstu i Obsadą. Fakt, że raczej zwykle właśnie tyle wiadomo, gdy człowiek udaje się na coś, co będzie oglądał po raz pierwszy (nie to, co te Sztuki, na które chodzi się dwu-/trzykrotnie i już się w myślach planuje kolejne „razy”…). Chodzi mi bardziej o to, że nie widziałam w sieci zbyt wielu zeń przekazów, ani też nie słyszałam nic na jej temat z innych ust „widzowskich”, czy też od kogokolwiek z Obsługi Teatru Polonia, a przyznam, że gdy tam wchodzę, to jestem już traktowana z tak Szeroko Otwartymi Ramionami i z taką Serdecznością, jakbym była kimś na kształt Członka Wielkiej Teatralnej Rodziny 😉 
Wracając do „Metody… (co ja mam, u licha, z tymi dygresjami?!) choć sygnały miałam o niej niewielkie, to coś mnie mocno doń ciągnęło. To prawda, że już ten Rys Fabuły zapowiadał coś Szalenie Interesującego i Pogmatwanego, a jak się potem okazało był to Wyborny Koktajl Artystyczny zblendowany z Farsy, Komedii i Dramatu. Natomiast w dużym stopniu Kusił mnie również Czynnik Ludzki w Osobie Rafała Mohra, który jest tak Doskonały we wszystkim, co Zagra i tak go Artystycznie Ubóstwiam, że jak dotąd możliwe sposobności usłyszenia i zobaczenia jego skrajnie różnych Aktorskich Wcieleń „brałam” niemal „w ciemno”. On to bowiem Mistrz Przeobrażeń (uwaga, będzie dygresja!), który oscyluje chociażby pomiędzy zupełnie Niemęskim Wizerunkiem Mężczyzny, grającym Piekielnie Kobiecą Kobietę, okrutnym księdzem – pedofilem, prześmiewczym i przerysowanym (ale nie obraźliwym i nie wulgarnym, na szczęście) obliczem Artysty – Dekoratora Wnętrz o Orientacji Homoseksualnej, aż po (w „Metodzie” właśnie) bezwzględnego, pozbawionego skrupułów Japiszona, który w kolejnych korporacjach dąży ślepo do celu. Z tego, co wiem, grał również w Teatrze Polonia m.in. Drag Queen w Spektaklu „Miss HIV”, który niestety mnie ominął i został zdjęty z Afisza, ale odnalazłam jego wersję w formie Słuchowiska Radiowego i przy Odpowiednim Nastroju będę z całą pewnością sposobić się do jego wysłuchania.
Zaś co do samej „Metody”, bo to przecież ów Spektakl jest przedmiotem mojego dzisiejszego wpisu (ach te dygresje, dygresyjki, dygresyjeczki… sama się w nich kiedyś utopię…), to założenie całej Opowieści wydaje się Oczywiste, choć Nie Takie Proste. 
Do siedziby wielkiej korporacji przychodzi czworo kandydatów (trzech mężczyzn i jedna kobieta) na Wysokie Stanowisko. Zbierają się, jak im polecono, w jednym pomieszczeniu i… już tam zaczynają się rozmowy – przepychanki, Słowny Ping – Pong, zupełnie jakby to było wcześniej zaplanowane, gdzie jedno zacznie drugie prowokować na temat tego gdzie, kto z nich wcześniej pracował, po jakich Szczeblach Kariery zdążył się wspiąć i dlaczego z dotychczasowej pracy chce zrezygnować. Ma się wrażenie, że żadnemu w jakimś sensie do końca nie zależy na danym stanowisku, zaś samo przyjście na to spotkanie może być przezeń traktowane jako Kolejna, coraz bardziej zaawansowana Wprawka w eliminowaniu coraz to nowej Konkurencji – słowem, że są tam w dużej mierze „dla sportu”. To zaś, co na pierwszy rzut oka dziwi, to nieobecność przedstawiciela firmy, który miałby tą rekrutację przeprowadzić. 
Gdy atmosfera gęstnieje, to okazuje się, że cała czwórka zostaje zamknięta w tym jednym pomieszczeniu i… tu rozpoczyna się Psychologiczna Gra. I
stota spektaklu koncentruje się wokół tzw. Metody Grönholma, która jest potwornie restrykcyjną i wyczerpującą psychicznie techniką pozyskiwania pracowników, na drodze tzw. „doboru naturalnego”, tj. selekcjonowania jednostek „silnych” od „słabych”. I tak oto, zgodnie z założeniami Metody Grönholma, Bohaterowie spektaklu otrzymują szereg zadań o podłożu socjologiczno – psychologicznym, których przebieg ma zeń wyłonić właśnie osobę/y najbardziej wytrzymałe i dla osiągnięcia zamierzonego celu najbardziej przebiegłe. Kandydaci, by wypełnić stawiane przed nimi wyzwania, z jednej strony współpracują z pozostałymi, a z drugiej występują przeciwko sobie nawzajem właśnie po to, by wykluczyć tych słabszych, którzy nie będą im zagrażali w drodze na zawodowy szczyt. Zaś zachowanie „Kandydatów” analizowane jest przez pryzmat Cech Osobowości, takich jak Umiejętności Przywódcze, Odporność na Stres, czy Nieschematyczne Sposoby Myślenia. Ma to na celu ścisłe określenie „przydatności” takiej osoby na konkretne stanowisko, o które się ubiega. W ostatnim zdaniu napisałam słowo Kandydat w „-” nie bez powodu, albowiem… zgodnie z Metodą Grönholma tak i w Spektaklu jest, że z czasem wychodzi na jaw, iż trzy spośród czterech osób zamkniętych we wspólnym pomieszczeniu to naprawdę nie Pretendenci do Wysokiego Stołka, a… Psychologowie z Działu Rekrutacji, zaś jedynym, prawdziwym kandydatem jest mężczyzna grany przez Rafała Mohra właśnie. Sytuacja była więc celowo zaaranżowana w taki sposób, aby był on przekonany, że walczy z innymi „szczurami”, by wszelkimi możliwymi trikami psychologicznymi wydobyć z niego jak najwięcej „korporacyjnego potencjału”. Cała Trójka od początku do końca poruszała się w swoich starannie uwitych rolach po to, by Kandydatowi mylić tropy, Prowokować go do Granic jego Wytrzymałości, a na końcu ostatecznie sprawdzić, czy w skrajnej sytuacji zrównania go psychicznie z ziemią zachowa swoją kamienną postawę i nie da się wyprowadzić z równowagi, gdy zostaną wyciągnięte na wierzch jego najgłębiej skrywane tajemnice zarówno o nim samym, jak i o jego rodzinie. I gdy już można odnieść wrażenie, że sprawa wydaje się przesądzona, bo firma chce go zatrudnić „od ręki”, gdyż spełnia wszelkie warunki w imię ich wymogów, to on przechytrza ich na całej linii, wykonując telefon do swojego partnera w interesach (z rozmowy wyczuć można, że, być może, NIE TYLKO w interesach) i z pierwszorzędnie rozegranym poczuciem znudzenia opowiada mu, jak to stracił cały dzień na przeróżne, bzdurne zadania, aż w końcu zaproponowali mu stanowisko, ale… ON GO NIE PRZYJĄŁ. Zapowiada również, że niedługo dołączy do niego i jego biznesowych gości zagranicznych, z którymi jego rozmówca prowadzi właśnie jakieś twarde negocjacje. 
Znamienne dla pełnego uchwycenia Istoty tej Historii jest tutaj zdanie jedynej w tym gronie Kobiety, wypowiedziane przez nią w jednej z ostatnich scen Spektaklu: 
„Nie szukamy dobrego człowieka, który udaje sk******na, tylko sk******na, który udaje dobrego człowieka.”. 
I o tym właśnie jest „Metoda”. O tym, jak odwracana „do góry nogami” i wykorzystywana jest wiedza psychologiczna do tego by Jednostką manipulować, choć z założenia powinna tą Jednostkę wspierać i chronić. To bezwzględnie okrutna opowieść o tym, jak dalece ludzie potrafią się posunąć dla osiągnięcia własnych celów, włażąc brudnymi buciorami w czyjeś życie. Tak, „Metoda” jest zdecydowanie o prawidłowościach jakimi rządzi się „wyścig szczurów” w wielkich korporacjach. 
Gdy wychodziłam z Teatru, to… zabrakło mi słów.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s