„Mój pierwszy raz”

 TEATR POLONIA, wrzesień 2018 r.
Występują: Agnieszka Krukówna, Natalia Berardinelli, Kamil Maćkowiak (w Dublurze z Mirosławem Haniszewskim) i Antoni Pawlicki.

Po raz pierwszy po samym wyjściu ze Spektaklu nie tyle zabrakło mi słów, co zwykle dzieje się wówczas, gdy głęboko ten czy ów przeżywam, lecz właściwie… nie wiedziałam, co myślę i czuję… Nie chodzi o samą treść, bo mnie „takie rzeczy” i „takie słownictwo” nie bulwersują (nic, co ludzkie, itd. …). Ja przede wszystkim nie wiem, czemu ma służyć taka, a nie inna formuła całego Przedsięwzięcia, jaką Krystyna Janda jako Reżyser przyjęła w najnowszej Premierze, pod jaki właściwie Target zostało to Przedstawienie stworzone – bo np. moją Mamę i mnie dzieli przepaść pokoleniowa, a obie miałyśmy i mamy odczucia właściwie bliźniacze i czy ten przekaz faktycznie dla mnie, jako widza, cokolwiek nowego wnosi… 
Fakt, podczas „Mojego pierwszego razu” były takie momenty, które rzeczywiście mną wstrząsnęły: prawdziwe historie o kazirodztwie, bliskości homoseksualnej (i męskiej i kobiecej), o seksie osób z niepełnosprawnością, czy w końcu przejmujący, emocjonalny opis zbiorowego gwałtu z perspektywy ofiary i gdyby całość szła właśnie w takim kierunku, który uzmysławiałby odbiorcy, jak wielu osobom coś niszczy, zeszmaca ten moment w życiu, który dla innych jest najpiękniejszy, przeżyty „ot tak”, czy tylko dlatego, że „inni mają to już za sobą” – mogłoby z tego wyjść coś naprawdę wielkiego. A tak, w kontekście tamtego wieczoru w Teatrze jako całości, kołatała mi się po sercu najbardziej znienawidzona przeze mnie emocja… OBOJĘTNOŚĆ. Nie ma dla mnie nic gorszego – ani w Życiu, ani w Sztuce… Co więcej, z czworga Aktorów występujących na Scenie, sytuację jako tako ratowały panie Agnieszka Krukówna oraz Natalia Berardinelli, przy których Panowie Kamil Maćkowiak i Antoni Pawlicki wg. mnie WYSIEDLI…
Czy wybiorę się na to kiedykolwiek raz jeszcze, by „przetrawić” to w sobie po czasie, z dłuższego dystansu? BARDZO WĄTPIĘ… A wręcz mam przeczucie graniczące z pewnością, że NEVER EVER i NO WAY… Wiele sobie po tamtym wieczorze obiecywałam, bo z zapowiedzi, wywiadów, fotorelacji z prób itd. miało być ostro, mocno, bezkompromisowo o czymś, co dotyczy (prawie) nas wszystkich… Wyszedł, niestety i z przeproszeniem (MOIM ZDANIEM) klasyczny „fakap” – coś na co, pomimo bardzo Specyficznej Formuły Muzyczno – Choreograficzno – Mówionej, mimo wszystko w moim odczuciu zabrakło Pomysłu, a przez to wkradła się tutaj jakaś Rażąca Niespójność…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s