Musical „ONCE”

 Teatr Muzyczny ROMA w Warszawie, Nova Scena
Występują:
Marta Masza Wągrocka/Monika Rygasiewicz (jako Dziewczyna)
Adam Krylik/Mariusz Totoszko (jako Facet)
i inni…

13 maja 2018 r.
„Wsiądź w tonącą łódź, weź kurs na dom, wciąż mamy czas…” 
Doświadczyłam Kunsztu Wokalno – Muzyczno – Aktorskiego na absolutnie Szczytowym Poziomie. Jeżeli Twórcy tego Musicalu zamierzali dosięgnąć swoją Sztuką chmur, to śmiało mogę stwierdzić, że udało im się to z Największą Możliwą Klasą. W Adaptacji Teatralnej tak Specyficznej Formuły Filmowej, jaką dla mnie „Once” było, jest i będzie, już Wyżej Wspiąć Się nie da. I gdy piszę to ja, kochając ten film tak, że mam wszystkie Zmysły wyostrzone na każdy nawet Najdrobniejszy Szczegół, to znaczy, że to co wydarzyło się tamtego wieczoru na Scenie Novej warszawskiego Teatru ROMA, to Wielka Rzecz, choć zarazem tak Skromna i Wizualnie Oszczędna. Zatem tak, z Pełnym Przekonaniem piszę te słowa, że Ekipa Teatru Przekroczyła moje Najśmielsze Oczekiwania!
Ale od Początku…
Już sama bardzo kameralna, okrągła scena, która skrzypiała szeptem pod każdym krokiem Muzyków i Wokalistów, stworzyła Niezwykle Intymną Relację między Aktorami, a Publicznością. W odróżnieniu od Sceny Głównej Teatru Roma, Scena Nova stwarza Widzowi wrażenie, jakby Spektaklu nie oglądał, lecz był jego częścią. Ja wówczas, otoczona z każdej strony Fenomenalnymi Artystami czułam się tak, jakbym znalazła się w samym środku Pełnego Radości, Prawdziwego Irlandzkiego Céilí. 
A zatem tak, ta właśnie Surowość drewna Sceny Novej i niezwykle Oszczędne elementy scenografii idealnie oddały klimat Filmu, będącego pierwowzorem tego Spektaklu, w którym również przy użyciu minimum Środków Wyrazu przekazano na ręce Widza maksimum Jakości. 
Tym bardziej to dla mnie Wyjątkowe, że gdy tak Wielbię pierwowzór danej historii, jak jest w przypadku filmu „Once”, to naprawdę niełatwo jest mnie przekonać do innej wersji tej samej opowieści i trzeba się rzeczywiście ogromnie natrudzić, aby mnie zadowolić. 
I właśnie dlatego, że nieprzerwanie od 12 lat tak kocham ten film, to kupując bilet na jego Teatralną Adaptację, aż do ostatniej chwili przed rozpoczęciem spektaklu okropnie bałam się, że moje Zielone Serce mogłoby rozlecieć się na tysiąc kawałków, gdyby choć jedna fałszywa sekunda zepsuła mi tą opowieść.. 
Głupie? Infantylne? Żenujące? 
Proszę, śmiejcie się, ile tylko chcecie. 
A mi jest dobrze z tą moją „skazą” na osobowości, która sprawia, że Muzyka to dla mnie Powietrze, jakie chłonę każdą komórką swojego ciała, nie tylko jej słuchając, lecz także poprzez obrazy, które dźwiękami maluje mi wyobraźnia, interpretując w ten sposób każdą nutę, która mnie Pieści, Utula, Dotyka. 
Lecz moje obawy rozstąpiły się już w pierwszych sekundach Spektaklu, gdy zgasły wszystkie światła, a jedyny jasny snop scenicznego reflektora oświetlił sylwetkę Mężczyzny z gitarą, on musnął struny i wyśpiewał kilka pierwszych słów, to już wiedziałam, że będzie Magicznie. 
A potem Wszystko Popłynęło samo… 
Krystaliczny głos Kobiety, jak i ten bardzo Szorstki należący do Mężczyzny, zarówno w Symbiotycznych Duetach, jak też podczas Wykonań Solowych przeniosły mnie w Całkowicie Inny Wymiar. Zdawało się, jakby Nie Istnieli inni ludzie poza mną, a Wokalistami i Zespołem, którzy stworzyli ze mną Absolutnie Wyjątkową Interakcję. 
A Wszystko to Razem i Każdy Element z Osobna to po prostu… 
Dzieło, Dzieło, Dzieło! – stworzone przez Doskonałą Ekipę Twórców i Wykonawców, czyli…
Wojciecha Kępczyńskiego – Mistrza Musicalowej Reżyserii, który doskonale wiedział, jak w tej historii zbudować Formę, aby nie przerosła Treści. 
Michała Wojnarowskiego – nie tekściarza, nie tłumacza nawet, a Artystę Przekładu, który wykorzystał zarówno Bogactwo języka polskiego, jak i ujął w swoich poetyckich wersjach tekstów to, co było najgłębsze w oryginalnych piosenkach z filmu. 
Monikę Rygasiewicz – Czarodziejkę, która ze swoich strun głosowych uplotła barwę wokalu tak cudownie wierną tej, którą śpiewała w filmie Markéta Irglová, że aż się wierzyć z zachwytu nie chce. 
I wreszcie moja zarazem Największa Obawa, jak i Największe Wokalno – Aktorskie Zaskoczenie tego Wieczoru czyli Mariusz Totoszko. To, jak ten Facet odczarował swój popowy wizerunek wokalisty od lekkich pioseneczek jest NIEWIARYGODNE.

Czerwiec 2018 r. i 6 października 2018 r. 
„Kiedy pewność masz, kiedy pewność masz, to nie ma co z tym walczyć… Kiedy pewność masz, kiedy pewność masz, to nie ma co się stawiać…” 
Gdybym miała porównać mój Drugi i Trzeci Raz z musicalem „ONCE” do jakiegoś zjawiska atmosferyczno – przyrodniczego, to… nie było to GRADOBICIE. To nawet nie było TORNADO. To było istne… TRZĘSIENIE ZIEMI, wespół w zespół z ERUPCJĄ WULKANU. 
Oni są… Totalnym Fenomenem! Znając już ten Spektakl wcześniej i siedząc ponownie na widowni w czerwcu i październiku, miałam zarazem niesamowite poczucie, że Aktorzy, Wokaliści, Muzycy do reszty odrzucili emocjonalne hamulce, że dali Postaciom jeszcze więcej siebie. W moim przekonaniu grali po tych kilku miesiącach na coraz bardziej rozedrganych strunach uczuć, słów, dźwięków. Zwłaszcza, że jedynie trzy osoby z Zespołu Artystycznego spektaklu to zawodowi Aktorzy, pozostali zaś są przede wszystkim Muzykami i Wokalistami właśnie. Tym bardziej należy się wszystkim OGROMNE CHAPEAU BAS! za to, że tak płyną z prądem tej opowieści, że tak dają się ponieść. Aranżacje Muzyczno – Wokalne części Utworów były wg. mnie za trzecim razem trochę pozmieniane – tak, że opowiedziane w tych wyjątkowych piosenkach emocje brzmiały jeszcze głębiej niż dotychczas. 
Słów kilka o Artystach, którzy za drugim i trzecim moim razem z ich Historią wystąpili w Rolach Głównych:
Marta Masza Wągrocka – młody, niesamowity Talent, była w tym musicalu genialna od samego początku i taką pozostała. Nie dość, że wślizguje się w Postać całą sobą, to jeszcze jej Wokal brzmiał i brzmi jak kryształ, a pianino we władaniu jej palców gra niesamowicie subtelnie, choć rozdzierająco boleśnie zarazem. 
Z kolei Adam Krylik, cóż… zawodowym Aktorem nie jest, więc należałoby go postrzegać przede wszystkim przez pryzmat obłędnego wokalu i gitarowego szaleństwa, ale… w „Once” udowadnia także, jak się rozwinął w tej historii aktorsko właśnie. Jego postać, jak w filmie, to był i jest Facet przede wszystkim trzymający ludzi na dystans, skryty, z sercem połamanym na kawałki, z tym, że oglądając jego postać w październiku 2018 r. można to było odczuć jeszcze bardziej niż w czerwcu 2018 r., a jego Bohater stał się też nieco Zadziorny i Desperacki w swojej Rozpaczy, co dodało mu Smaku i Autorskiego Sznytu od Adama. Od początku, jak Marta, był doskonały, ale z czasem zobaczyłam, jak pozwolił sobie emocjonalnie na zdecydowanie więcej niż wcześniej. 
Towarzyszący Dziewczynie i Facetowi pozostali Bohaterowie to również Potęga Talentu i Muzycznej Mocy. Gdy dołączali w konkretnych Utworach do Maszy i Adama, to cała sala trzęsła się w posadach.
Poza tym mam wrażenie, że w przestrzeni dialogów i ogólnego kształtu scen odrobinę „grzebali” w scenariuszu od czasu spektakli przedwakacyjnych, co dodało mu Nowej Świeżości, a jego Surowość w Formie, Niuanse Nastroju i Urokliwa Skromność jeszcze głębiej wsunęły mi się pod skórę.
Wszystko to razem i każdy argument z osobna przemówiły za tym, że zwłaszcza po raz trzeci oglądałam teoretycznie ten sam spektakl muzyczny, co dwukrotnie wcześniej, a jednak ODKRYŁAM GO NA NOWO.
Zaś jeszcze przed rozpoczęciem trzeciej dla mnie odsłony „ONCE”, gdy Artyści rozgrzewali głosy i przygotowywali się do wyjścia na scenę, jeden z nich przechodząc korytarzem spojrzał na mnie, szeroko otworzył oczy ze zdumienia, jeszcze szerzej się uśmiechnął i niemal krzyknął: „PO RAZ TRZECI????”. Cóż, najwyraźniej jestem niemożliwie charakterystyczna, bo bije ode mnie na kilometr, wcale nieukrywana zresztą, miłość do tego musicalu. 
Natomiast na samiuśkie zakończenie wieczoru, tuż po tym, gdy elektryczny podnośnik na wózek wyzionął ducha, Mistrz Adam Krylik w asyście dwóch innych panów wnosił mnie na wózku po schodach. Zażartowałam, że umiem się w życiu ustawić, bo oto jest piątek, weekendu początek, a mnie dzierżą ręce Gwiazdy Spektaklu. Ogromna szkoda tylko, że Masza Wągrocka musiała wówczas szybko z Teatru uciekać, bo nie udało mi się zamienić z nią nawet jednego słowa. Cóż… następnym razem 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s