„Upadłe Anioły”

„Upadłe Anioły”, OCH-TEATR, luty 2019 r. oraz 3 czerwca 2019 r.
Występują:
Magdalena Cielecka (jako Julia Sterroll)
Maja Ostaszewska (jako Jane Banbury)
Marta Chyczewska (jako Saunders)
Tomasz Drabek – 3.06.2019 r. / Maciej Zakościelny – luty 2019 r. (jako Maurice Duclos)
Wojciech Kalarus (jako Willy Banbury)
Cezary Kosiński – luty 2019 r. / Maciej Wierzbicki – 3.06.2019 r. (jako Fred Sterroll)

Obydwa Wieczory z tym Spektaklem były dla mnie Zabawą Absolutnie Znakomitą. Dla wielu Osób zgromadzonych na Widowni chyba również, albowiem co parę chwil Wyśmienitej Grze Aktorskiej, starannie przyprawionej Smakowitym Poczuciem Humoru, towarzyszyły Gęste Salwy Śmiechu i Deszcz Braw. Jak się przekonałam – nie bez powodu można o tym Spektaklu przeczytać, iż jest to jedna z najbardziej popularnych brytyjskich komedii teatralnych, wystawiana na wielu Scenach w całej Europie. 
Atmosfera tego Spektaklu jest Sielankowo Beztroska, a może Beztrosko Sielankowa… Przypomina promienne Słońce w środku lata, które pieści twarz swoim Ciepłem, jest Ulotna jak niezbyt gęsta Mgła osuwająca się na ziemię i Rześka, jak Morska Bryza tańcząca we włosach. Jest to Historia wręcz Rozbrajająco Słodka. Ma w sobie coś z Wewnętrznej Lekkości Duszy, która pragnie chwytać każdą Chwilę i Delektować się nią Do Dna, bez względu na Konsekwencje.
Na scenie dzieje się mnóstwo, zwłaszcza z każdym kolejnym kieliszkiem „alkoholu” wypitego przez Julię i Jane, którym Obie Panie się raczą, a tenże rozwiązuje języki, uwalnia tłumione frustracje, wydobywa zza pazuchy skrywane żale i pretensje, tak jednak osadzone w kontekście Spektaklu, że bawią do łez. Tempo Przedstawienia jest zawrotne i nie zwalnia ani na moment. Główne Bohaterki „nawijają” bez wytchnienia jak szalone i w gruncie rzeczy można by się śmiać niemal non stop, bo prawie każde zdanie naszpikowane jest Błyskotliwymi Dwuznacznościami, Aluzjami i ich Cennymi Ripostami wobec siebie wzajemnie. 
Jane (Maja Ostaszewska): „A co ty myślisz?! Że twoja osobowość, to jest koszyczek z rumiankami?!”
Julia (Magdalena Cielecka): „Lepszy koszyczek z rumiankami, niż pusta puszka sardynek z dwoma ośćmi na dnie.”
Bohaterki sztuki są Dorosłymi Kobietami, pozującymi na Reprezentacyjne Damy u boku swoich Statecznych, Brytyjskich Mężów, które dzierżą wciąż w sobie Skrywane Namiętności, jakie już dawno, ich zdaniem, samoistnie wygasły przy ich wręcz „ę,ą – pod linijkę” mężach. One Obie są w swoim Sposobie Bycia dość mocno Pretensjonalne i aż nadto Swobodne, jak Nieopierzone Dzierlatki, które dopiero co zaczęły używać Życia i się nim zachłysnęły. Jest w tym jednak Urokliwa Moc tego Przedstawienia.
„Upadłe anioły” to bowiem Zmysłowa Komedia, która jest Emanacją dwóch skrajnie różnych typów Kobiecej Osobowości.
Julia: z nich dwóch zdecydowanie bardziej Powściągliwa – przynajmniej z pozoru. Filigranowa Blondynka w dobrze skrojonych, podkreślających jej Żeńskie Atuty sukniach. Każdy jej ruch jest ekspresją trochę pozowanej Żeńskiej Klasy, z ogromnym, jakby wrodzonym i mimo wszystko nieudawanym Wdziękiem.
Jane: równie Piękna, o Pełniejszych Kształtach. Ekspansywna, głośna, wszędzie jej pełno. Jest trochę jak Kura na Grzędzie, która nieustannie stroszy piórka, broniąc drugiej Samicy dostępu do jej Podwórza, które uważa za li tylko swoje własne. Żeby nie było wątpliwości: ta ironia ma z mojej strony wydźwięk zdecydowanie POZYTYWNY. Uważam bowiem, że ten Spektakl to jest Hołd dla Żeńskiej Różnorodności, z jednoczesnym zdemaskowaniem ich Słabostek i Wewnętrznego Neurotyzmu, przy których Namiętności mamy, przynajmniej często, bardzo podobne. Tym, co więc ściśle łączy ze sobą Julię i Jane jest fakt, iż Obie są Seksualnie Rozbuchane i Owładnięte Pożądaniem, które obudziło się w nich ponownie ze zdwojoną siłą, jak w Wygłodniałych Kocicach, które łakną należnej im porcji Pieszczot. 
A obie te Postacie brawurowo grają Cudowne (wg. mnie) Aktorki Magdalena Cielecka oraz Maja Ostaszewska, które znam z innych Ról i wysoko cenię już od dawna, lecz dotychczas mi wiadome Postacie, które kreowały, miały przede wszystkim Charakter Dramatyczno – Obyczajowy, a podczas „Upadłych Aniołów” dobitnie udowodniły mi także, jakież są z nich Komediowe Pożeraczki Sceny!
Magdalena Cielecka dotychczas dość mocno, za sprawą ekspresji wielu swoich Postaci (jak choćby w „Oficerze”, „Magdzie M.”, czy obecnie w „Chyłce. Zaginięciu”) wrosła w Artystyczną Skórę Naczelnej S**i Polskiego Aktorstwa Kobiecego, lecz muszę przyznać, że takie właśnie, Posągowe Kobiety o Porcelanowej, Surowej Urodzie, Modliszki pożerające wszystko, co się nawinie po drodze, według mnie do niej aktorsko pasują – i jest to dla niej OGROMNY ARTYSTYCZNY KOMPLEMENT z mojej strony!
Maję Ostaszewską z kolei znałam dotąd z Ról, w których przede wszystkim ujmowała mnie z jednej strony swoją Niewymuszoną Delikatnością, z drugiej Głęboką, Rozedrganą Emocjonalnością (ostatnio Anna Leśniewska w „Diagnozie”). 
Dlatego tym bardziej zacierałam ręce na samą myśl o tym, że zobaczę i usłyszę Obie Panie Razem, na jednej Scenie, w Gatunku tak odległym od tego, co dotąd znałam w ich Wykonaniu, a fabuła mnie zaintrygowała, bo „podchodziła”, jak mi się przed pójściem na Spektakl wydawało (i co się potem potwierdziło) zarówno pod Komedię Pomyłek, jak i Wysmakowaną Farsę. Jakiż był zatem mój zachwyt, gdy okazało się, że Panie w Sposób Arcymistrzowski sprawdziły się w tych Żartobliwie Rozhisteryzowanych Postaciach.
Towarzyszyli im Doskonali Panowie, choć jakby na to nie patrzeć, stanowili oni dla ich Aktorskich Wyczynów tło, lecz niezbędne dla ukazania Poplątanych Relacji Damsko – Męskich, w które wkrada się rutyna, wojująca „na boku” z Hulającymi Zmysłami.
Przepływ Artystycznej, Niewymuszonej, Lekkiej, Kobiecej Energii jest między Obiema Paniami IMPONUJĄCY. Ani na chwilę nie zwalniają tempa w Czarowaniu Publiczności, w żonglowaniu Impulsami Kobiecości. 
„Upadłe Anioły”, to Koronny Dowód na to, że często między Dwoma Kobietami nie ma czegoś takiego jak „odcienie szarości”, lecz tylko Dwa Skrajne Bieguny, gdy albo wielbią się w przyjaźni „do grobowej deski”, bądź się szczerze nienawidzą. Jest takie niezbyt eleganckie polskie powiedzenie, że „kobiety dlatego się do siebie uśmiechają, bo się nie mogą pogryźć” i ja, jako Kobieta, której wprawdzie różne „gierki interpersonalne” są obce stwierdzam, obserwując rzeczywistość, że chyba jednak Coś W Tym Jest. 
Historia uwita na potrzeby tego Spektaklu i tak a nie inaczej wyreżyserowana przez Krystynę Jandę, to także dowód na to, co chyba dosyć często się dzieje, że choćby nawet nie wiem jak dwie przedstawicielki Płci Pięknej przyjaźniły się „na śmierć i życie”, to gdy wkracza między nie Mężczyzna, którym na domiar złego Obie są Erotycznie Zaintrygowane, wówczas ich Przyjaźń zostaje wystawiona na solidną próbę.
Oto bowiem przyjeżdża do Londynu Francuzik – Lowelas, któremu niegdyś Julia i Jane oddały swoją Intymność. Playboy, który pięć lat wcześniej Uwiódł i Roznamiętnił je obie słodkimi, choć oklepanymi komplementami, w których to charakterystyczne, francuskie „r” wibrowało paniom z podniecenia pod skórą w jego obecności. Umiał je on mamić pseudopoetyckimi, bo pustymi w istocie tekstami. Pozer był z niego pierwszej klasy.
I choć poznały go ZANIM obie wyszły za mąż, to po upływie tych pięciu lat, gdy już Wolne nie były, a on powracał do Anglii, one z mężami nie czuły już tak trawiącego od środka żaru pożądania jak swego czasu właśnie przy nim. I gdy dowiadują się, że ów ma się po latach znowu pojawić, a „grunt jest czysty”, bo mężowie (którzy także się przyjaźnią) wyjechali wspólnie na weekend grać w golfa, to spotykają się Obie w domu Julii i obmyślają plan… co zrobić, by swojemu niegdysiejszemu kochankowi ponownie NIE ULEC. Jednocześnie zaś… szykują kolację, na której zamierzają owego podjąć, albowiem zapowiedział on wcześniej swoją obecność. Oczekując go, kobiety usiłują same siebie i jedna drugą przekonać, że nic już do niego nie czują, że mają swój Honor, bo przecież od dawna są Żonami. Z drugiej strony, na każdą wypowiedzianą na głos wzmiankę o nim zaczyna w każdej z nich Kipieć Uśpiona Burza Hormonów, a z trzeciej… czują jak straszną nudą wieje w ich związkach, dlatego jego największym atutem wciąż zdaje się być to, że nie jest on mężem żadnej z nich, więc może nadal Smakować im tym bardziej Świeżo, Ożywczo i Wybornie. 
Gdy jednak, choć tak zapowiedział, Mężczyzna przez całą noc się nie zjawia, to Przyjaciółki obficie raczą się „trunkami wysokoprocentowymi” – czapki z głów za zapewne wyczerpującą fizycznie ekwilibrystykę, by prześmiewczo, acz zarazem wiarygodnie odegrać Kobiety z mimo wszystko zachowaną pewną Klasą, które ledwie na własnych sztywnych nogach są w stanie się utrzymać, a wręcz kilkukrotnie to się zupełnie nie udaje. Wychodzą wtedy na jaw wzajemne między nimi zaszłości, niedopowiedzenia i typowo babska, zakrawająca o żałosną, zazdrość właśnie z owym mężczyzną związana. Jane, w środku nocy, opuszcza mieszkanie tej drugiej i zjawia się weń z powrotem kolejnego ranka, na kacu – gigancie, zastając Julię w stanie podobnie opłakanym i tryumfalnie oświadcza (co okazuje się wierutną bzdurą), że spędziła z ich obu niegdysiejszym kochankiem Obłędną Noc. Ten w końcu także się pojawia, w kulminacyjnym momencie Spektaklu, niemal równocześnie z oboma mężami, powracającymi z nieudanego, jak się okazuje, męskiego wypadu, albowiem mężczyźni utrzymują, iż doszło do kłótni między nimi. Ostatnia scena zaś to Zwinne, choć kompletnie nieostrożne, Lawirowanie Obu Pań i Maurice’a wokół kwestii kim jest, jak się tam znalazł, co go właściwie, u licha, łączy z Julią oraz Jane i co tam robi ów Fałszywie Czarujący i Czarująco Fałszywy Francuski Goguś. 
Scenografia zaaranżowana jest na wnętrze, w którym raczej głównie dla szpanu stoi fortepian, albowiem ani Pani ani Pan Domu talentem muzyczno – wokalnym nie grzeszą (jak mawiała Maria Czubaszek – melodia im zdecydowanie nie przeszkadza), a ze ścian kuszą portrety wyrazistych kobiet o dużych charakterystycznych oczach, autorstwa Tamary Łempickiej. 
Ubawiłam się za pierwszym razem tak Zacnie, że tej Powtórki z Rozrywki, która miała miejsce 3 czerwca b.r., DAROWAĆ SOBIE NIE MOGŁAM. A gdy stałam na przystanku pod Teatrem, czekając po Spektaklu na autobus, to przed oczami błyskawicznie śmignęła mi, pędząca na rowerze z rozwianymi włosami, Magdalena Cielecka. Tak gnała, że zdążyłam krzyknąć jedynie: „Dobranoc! Dziękujemy!”.

Spektakl „Upadłe Anioły”, OCH-TEATR w Warszawie.
Na zdjęciu (https://ochteatr.com.pl/
2470/pl/presskit/10125
):
Magdalena Cielecka (Julia Sterroll)
Maja Ostaszewska (Jane Banbury)
fot. Luka Łukasiak

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s