„Matki i Synowie” – Wieczór Czwarty

Drodzy!
Pisałam już o tym Spektaklu z perspektywy Trzech spędzonych z nim dotąd Wieczorów w jednym wpisie. Dziś zaś całkowicie odrębnie chciałabym potraktować mój Czwarty Wieczór z Tą Czwórką Aktorów i ich Opowieścią, czyli 24 maja b.r. 
To było i jest silniejsze ode mnie. Lecz nie zamierzałam i nie zamierzam się przed tym bronić. Tym bardziej, że bardzo mi służy wyrzucanie z siebie tych Przeżyć. Za każdym razem też spostrzegam w kolejnych Inscenizacjach (choć w tym samym Teatrze, z tą samą Obsadą, w tej samej Reżyserii) coś Innego. Coś, co wcześniej nie Wybrzmiało aż tak wyraźnie i stało bardziej w Cieniu bądź nie było tego wcale, bo Aktorzy mogli się do tego w Sobie później „dokopać” i dopiero wtedy podzielili się tym z Widzami ze Sceny. Albo to ja stopniowo nabieram Gotowości, by niektóre Myśli i Odczucia przekuć w Słowo Pisane. 
Z kolei właśnie od 24 maja nieprzerwanie Wirują mi w głowie zupełnie Nowe Przemyślenia, Skoncentrowane bardzo mocno wokół Reakcji wszystkich Postaci, wokół ich Słów, ale i tego, co Niedopowiedziane Między Nimi… Chcę więc dziś Skupić Się głównie na Tym, Co Aktorzy mi o swoich Postaciach uświadomili po ponad 4 miesiącach przerwy od dnia, w którym poprzednim razem Spektakl „Matki i Synowie” był Obecny na Deskach stołecznego Teatru Polonia. 
A zatem…

„Matki i Synowie”, 24 maja 2019 r., Teatr Polonia
Wystąpili: 
Krystyna Janda (jako Katharine Gerard)
Paweł Ciołkosz (jako Michael Porter)
Antoni Pawlicki (jako Will Ogden) 
Adaś Tomaszewski (jako Nik Ogden – Porter)

Michael Porter (Paweł Ciołkosz): „Andre powiedziałby, że (…) zinternalizowana homofobia, to znaczy, że tak bardzo przyzwyczaiłeś się do bycia niekochanym z powodu tego, kim jesteś, że nabrałeś wprawy w niekochaniu siebie z powodu tego, kim jesteś…”

Tym razem, na samym początku, chcę BARDZO WYRAŹNIE PODKREŚLIĆ Jedną, Najważniejszą Kwestię: Spektakl „Matki i Synowie” w Adaptacji Teatru Polonia i w Reżyserii Krystyny Jandy NIE JEST W ŻADNEJ MIERZE obliczony na Szokowanie: Kogokolwiek – Czymkolwiek i Jakkolwiek. Nie jest ani trochę nastawiony na Epatowanie Seksualnością, Nie Emanuje choćby cieniem Egzaltacji. Bohaterowie nie są ani w ćwierci Przerysowani, są zaś Rasowymi Mężczyznami. 
Co więcej, Michael i Will ani przez moment nie chwytają się za ręce, nie przytulają, nie całują (co przecież jest całkowicie Naturalnym Odruchem w KAŻDEJ Relacji Uczuciowej, nieprawdaż?) – w przeciwieństwie do Adaptacji Amerykańskiej, której niektóre fragmenty oglądąłam na kanale Youtube. Mnie, tak czy inaczej, by to w żaden sposób nie bulwersowało, bo Miłość – Miłością jest i basta! Myślę jednak, że Krystyna Janda zrezygnowała, być może, z pokazania jakichkolwiek przejawów Fizycznej Bliskości między Męskimi Bohaterami dlatego, by skupić uwagę Widza przede wszystkim na tym, co niesie Miłość, która kocha Człowieka, nie zaś jego Płeć. Myślę, że wiedziała, iż sam Przekaz Uczuciowy „Matek i Synów” jest na tyle Silny, iż nie musi dodatkowo przyciągać doń czymś więcej, że ta Prostota Ludzkiej Wrażliwości powinna Obronić się Sama, bez podkreślania jej taką Oczywistością, jaką jest Fizyczne Przyciąganie Dwóch, kochających się Osób (której i tak w różnych przekazach medialnych nierzadko jest aż nadto – we WSZELKICH „Konfiguracjach Płciowych”). Myślę, że Krystyna Janda dobrze wiedziała, iż niczego więcej nie potrzeba, by jeszcze bardziej Uwiarygodnić Przekaz, który wg. mnie – TAK PRZYPUSZCZAM, chciała uzyskać i który, również moim zdaniem, UZYSKAŁA. W jednym z wywiadów nt. Spektaklu, jeden z Grających w nim Aktorów – Paweł Ciołkosz (Michael Porter) powiedział zresztą: „Pomyślałem, że trzeba zagrać temat miłości, po prostu, że nic więcej nie trzeba tutaj grać i zastanawiać się ‘jak wygląda miłość homoseksualistów’. Nie inaczej, niż heteroseksualistów. Dlatego kiedy razem jakoś wspólnie to odkryliśmy, to popłynęło, było łatwo.” (https://www.youtube.com/watch?v=uVlkclcAXAI) – i uważam, że również te słowa są Kwintesencją Znaczenia Obrazu, który poprzez swoją Reżyserię pokazała widzom Krystyna Janda. Myślę też, że p. Krystyna dobrze wie, iż jest to Temat – choć Szalenie Ważny, o którym trzeba Mówić Głośno, to jednak Drażliwy, Bolesny i Dotkliwy. Myślę, że ma duże Wyczucie Społeczne i choć jest w swoich Teatralnych Opowieściach zwykle dosadna, to jednak mogła zdawać sobie sprawę, Reżyserując tą Historię, że trzeba ten Temat podawać Polskiemu Społeczeństwu mimo wszystko „małymi łyczkami”. Potraktowała go więc z Subtelnością i Klasą, pokazując CO TAK NAPRAWDĘ jest Miarą naszego Człowieczeństwa. Za sprawą swojej Reżyserii złożyła na ręce widzów Prostą, Nieprzekombinowaną, Szczerą Opowieść o Miłości, o Szczęściu, o Bólu, o Cierpieniu, o Stracie, które Każdy z nas Przeżywa Indywidualnie i NIE MA na to wpływu Orientacja Seksualna.
Za każdym razem Uświadamiam sobie Coraz Bardziej, na jak Rozedrganych i zarazem Dyskretnych Nutach Uczuć pp. Krystyna Janda, Paweł Ciołkosz i Antoni Pawlicki oraz Adaś Tomaszewski (wcześniej w Dublurze z Antkiem Zakowiczem) Grają tą Opowieść – uważam, że Przekaz tego Spektaklu, w tej Inscenizacji, jest przez nich Artystycznie Pielęgnowany z Wielką Starannością i Uważnością. Co więcej, mnie jako widza wręcz PESZY Intymność tej Adaptacji. Zawsze czuję się tam tak, jakbym właziła brudnymi buciorami w Cudze Życie. Za każdym razem, gdy patrzę na nich i ich słucham, jak Opowiadają, Wyszeptują, Wykrzykują tą Szeroką Paletę Przeżyć swoich Bohaterów, to wciąż mam wrażenie, jakobym nie doświadczała napisanej na potrzeby Teatru Opowieści o Katharine, Michael’u, Willu, Nik’u i o Obecnym tam Duszą Andre, tylko jakbym obserwowała Totalny, Psychiczno – Mentalny Striptiz, zwłaszcza Trojga Dorosłych Aktorów. Nie mogę Wyjść z Podziwu nad tym, co jest Ogromną ich Zasługą, że Mocą tego Spektaklu jest właśnie to, iż Dorośli Państwo Krystyna Janda, Paweł Ciołkosz oraz Antoni Pawlicki Grają tak – jakby NIE GRALI, tylko jakby Na Oczach Widzów rozliczali się MIĘDZY SOBĄ z WZAJEMNYCH RELACJI
Od tamtego dnia zastanawiałam się również szczególnie nad tym, co w istocie sprawia, że Postać Will’a tak w moich oczach w pewien sposób odstaje od Katharine i Michael’a (choć przecież dla całej Opowieści jego Obecność jest NIEZBĘDNA), i czy aby na pewno Główną Przyczyną jest fakt, że nie przepadam za Ogólną Ekspresją Aktorską p. Antoniego w INNYCH ROLACH. Bo nie Przedstawił przecież Will’a w moim odczuciu ani Pusto, ani Bezbarwnie, ani Nijak. Był tam też Kimś, był Jakiś. Co więcej, ostatnim razem odkryłam (być może sprawiła to ta ponad czteromiesięczna przerwa) w jego Interpretacji Postaci Will’a MASĘ CIEPŁA, z jakim opowiada o byciu ojcem, MASĘ ZROZUMIENIA wobec Przeszłości i Bólu Mike’a, którego Tamten doświadczył. Nawet pomimo tego, iż nieżyjący od 16 lat Partner Michael’a, za sprawą swojej Matki wciąż poniekąd stoi Między Nimi, a Will w Reakcji na niespodziewaną wizytę Katharine mówi, że nie spodziewał się, iż jeszcze kiedykolwiek będzie musiał konkurować z duchem mężczyzny, którego nigdy nie poznał. Przemawia przez niego Pewna Doza Zazdrości, jednak myślę, że może być ona podyktowana Lękiem, iż Niedomknięte Sprawy między Katharine a jego Mężem mogą Michael’a mu odebrać, albo przynajmniej odsunąć ich od siebie. Will zdaje się jednak być takim Człowiekiem, który nie przyzna się do tego, że się Boi. Jest od Michael’a Młodszy, wywodzi się z Późniejszego Pokolenia Gejów (wg. moich przypuszczeń, w odniesieniu do dat, które padają w Spektaklu, Michael może mieć ok. 42 lat), które już aż tak nie musi Walczyć o Godność i Prawo do Wolnej Miłości, jak to było w przypadku Michael’a i Andre ponad 20 lat wcześniej. Will to Luzak, który nie musi zabiegać o Akceptację swoich Bliskich i który jest mocno Zakorzeniony w Samym Sobie. Jest też cholernie Inteligentny i Dowcipny, ale i Złośliwy. Ma się wrażenie, że on i Mike to Dwa zupełnie Inne Światy, które nie wiedzieć Jak i Czemu SIĘ SPOTKAŁY – może za sprawą Zasady o Przyciąganiu Się Przeciwieństw? 
Will jest Otwarty na Świat i Ludzi, bardzo dobrze Zna Swoją Wartość i umie z niej korzystać, również w Potyczkach Słownych, w które wdaje się z Katharine, by Uświadomić jej jak Okrutna jest wobec Michael’a, czego Ten Drugi zrobić do końca nie potrafi, nie chcąc jej Urazić, przez wzgląd na Pamięć o Andre. 
Michael z kolei, to Mężczyzna o takiej (Nad)Wrażliwości, która zdaje się Płynąć tuż pod Pierwszą Warstwą jego Skóry, widoczna wraz z żyłami i aż Strach byłoby go Dotknąć, by te wszystkie Cieniuteńkie Unerwienia się nie pokruszyły i by nie zadać mu wręcz fizycznego bólu. Mike sam także boi się skrzywdzić Kogokolwiek i dla Każdego stara się być po prostu Dobrym, Przyzwoitym Człowiekiem, choć ma w sobie mnóstwo Gniewu:
– wobec Katharine, bo ona wciąż go nienawidzi za to, że Michael przypomina jej o tym, Kim był jej Syn
– na Andre za to, że go notorycznie zdradzał: „Nie był zły. Ale nie był też wierny (…) Myślę, że on po prostu nie mógł się powstrzymać (…) Andre spał z kimś innym, a ja musiałem mu wybaczyć. Kąpałem go, ubierałem, mówiłem, że go kocham, kiedy wstydził się tego, co choroba z nim zrobiła.”, a potem zachorował i Odszedł. Za każdym razem gardło Zaciska mi Się w Gruby, Ciasny Węzeł, gdy słyszę Fragment wypowiadany przez Aktora niemal z płaczem, że gdyby nie choroba, to Michael i Andre robiliby wszystko, żeby Godnie Razem Się Zestarzeć. 
– na świat, który jeszcze ok. 20 lat wcześniej skonstruowany był tak, że Mężczyźni Tacy jak on i Andre musieli Żyć w Cieniu: „Nie zasługiwaliśmy na godność zawarcia związku małżeńskiego i może właśnie dlatego pojawiło się AIDS (…) Nasz przyjaciel, którego zdiagnozowano dwa lata po śmierci Andre, dziś jeździ na nartach w Park City”.
Myślę, że Andre bardzo kochał Michael’a pomimo swoich licznych zdrad, pomimo dość nieostrożnego Życia w Wielkim Mieście, którym się Zachłysnął. Myślę, że cenił jego Uczucia i na swój sposób go Szanował, czuł Wdzięczność mając przy sobie Człowieka, który go Nie Opuścił, choć z uwagi na nielojalność Andre miałby ku temu w pełni zrozumiałe powody: „Mike się zmienił. Łyka dużo witamin. Chyba się boi. (…) Mike jest skałą. Jestem błogosławiony.” (z pamiętnika Andre, czytanego na głos przez Katharine i Will’a).
Swoboda w Okazywaniu Siebie i Mówieniu o Swoich Uczuciach jaką ma Will, Michael’owi wcześniej była Obca, przy Will’u dopiero zaczął się tej Otwartości uczyć: „Długo nie mogłem tego słowa z siebie wydusić, mówiłem: ‘To jest mój mmm… mój mmą…’ Może dlatego, że wcześniej przyzwyczaiłem się do ‘przyjaciela’, ‘partnera’, ‘kochanka’.”. 
Michael wręcz chwilami sprawia wrażenie, jakby nie do końca wierzył w swoje Nowe Szczęście, jakby wciąż był Zdumiony tym, co go Teraz Spotyka, mimo wcześniejszych Przejść. 
Postać Will’a odgrywa więc Ogromną Rolę nie tylko w tym, jak Dosadnie Potraktował on Katharine, lecz również ma Niebagatelne Znaczenie dla Zbudowania w Michael’u świadomości Nowego Porządku Świata, który także i jego Dotyczy, którego jest on Częścią, bo ma teraz Rodzinę – Męża i Dziecko, o czym wcześniej on i Andre mogli tylko pomarzyć. Jest Częścią świata, w którym nie musi już udawać Kogoś, Kim NIE JEST, dzięki Will’owi nabiera Przekonania, że znów ma Prawo Kochać i być właśnie Otwarcie Szczęśliwym, na przekór Doświadczeniom z Przeszłości, choć mówi, że gdy Andre żył i zanim zachorował to byli „młodzi, biedni, ale gotowi na wszystko”, a przynajmniej tak im się wydawało, dopóki nie stanęła między nimi śmiertelna choroba.
Dlaczego więc, choć Postać Will’a jest tak Jasna, Przejrzysta, Szczera do Bólu, w kontrze do jego Męża, który wciąż dźwiga na swoich plecach Żal i Ból (a przecież Will jest również Wrażliwym Mężczyzną) – ja Od Samego Początku „wybrałam sobie” akurat Michael’a? 
Cóż… nie jest to proste, by wyjaśnić słowem (czy to mówionym, czy pisanym, wszystko jedno) coś, co plasuje się przede wszystkim na Poziomie Odczuć, ale podejmę się tego samej sobie postawionego Wyzwania i spróbuję – na tyle, na ile będę w stanie…
Nie tylko wydaje mi się, ale jestem PEWNA, że Kluczowe jest to, jak ta Postać, tak a nie inaczej Wykreowana (choć w gruncie rzeczy słowo „kreacja” jest w ogóle w kontekście tego Spektaklu SPORYM NADUŻYCIEM, o czym później) przez Aktora, Okazuje Siebie i jak postrzega swoje Przeszłe i Teraźniejsze Życie. I chociaż ja jestem taka, że często buntuję się przeciwko porządkowi tego świata, często mówię i myślę „pod prąd”, to do Wyzwolonej Postawy Will’a mi raczej daleko, mimo wszystko moja Wrażliwość jakoś bardziej „trzyma sztamę” z Tymi, Którzy Czują i Myślą podobnie, jak Michael. 
Ja, odkąd pamiętam, nie miałam, nie mam i podejrzewam, że jeszcze dłuuugo mieć w sobie nie będę ZGODY na to, by Ludzi dzielić na „gorszą mniejszość”, na „mniejszość” jako taką w ogóle (litery na klawiaturze mi zgrzytają pod palcami za każdym razem, gdy jestem zmuszona napisać to słowo), wypychać na margines, odrzucać wyłącznie z powodu tego, że nie pasują do jakichś tam „ram”, które są tylko i wyłącznie Sztuczną Umową Społeczną. NIE ROZUMIEM i NIE AKCEPTUJĘ tego, że Ktokolwiek daje sobie Prawo, by Komukolwiek insynuować odmienność o wysokim stopniu szkodliwości dla ładu w świecie podczas, gdy My Wszyscy Razem i Każdy z Nas z Osobna czymś Między Sobą się Różnimy. I to jest właśnie Ludzkie i NORMALNE, i nie widzę ŻADNEGO USPRAWIEDLIWIENIA na to, że bardziej bądź mniej jawnie obrzuca się kogoś przysłowiowym błotem za to, że nie odpowiada nam jej/jego Sposób Bycia, Życia, COKOLWIEK. Jeśli Ten, czy Inny Człowiek nie robi Nikomu krzywdy tym, jak Żyje – to Żyć ma Prawo tak, jak mówią mu jego Przekonania, Uczucia, PRAWA CZŁOWIEKA, KAŻDEGO CZŁOWIEKA – po prostu. A Historia z Przeszłości Michael’a (która za sprawą Nieuspokojonych Relacji z Matką jego zmarłego Partnera rozciąga się także w pewnym stopniu na Teraźniejszość) jest osadzona w czasach, gdy Osoby Homoseksualne dość powszechnie były poza ten nawias wyrzucane, stereotypizacji ulegało także to, że to wyłącznie Osoby Nieheteronormatywne chorują na AIDS (w jednej z książek, wprawdzie beletrystycznej, ale traktującej o czasach ogólnoświatowej epidemii AIDS, spotkałam się nawet z określeniem, że ta choroba była nazywana „zarazą homoseksualistów”). I to jest Jeden z Powodów, dla którego ta Postać jest mi tak Bliska, bo spotkało ją takie Odrzucenie właśnie – i nie ma dla mnie ŻADNEGO ZNACZENIA, że to „tylko Bohater Spektaklu”, bo to BZDURA: takich Osób w Realnym Świecie jest wciąż mnóstwo. 
Nie ma co się oszukiwać, ja również swoim Istnieniem na tym świecie trochę „zahaczyłam” o Czasy, gdy obecność Osób z Niepełnosprawnościami w Przestrzeni Publicznej nie była tak Powszechna, jaką staje się krok po kroku w Dzisiejszych Czasach. Dziś Nasze BYCIE poza czterema ścianami własnych mieszkań i domów już AŻ TAK nie szokuje, może czasem tylko zaskakuje, zwłaszcza niektóre Osoby z Najstarszych Pokoleń, od których wciąż zdarza mi się czasem słyszeć, że „taka ładna, a niepełnosprawna” (tak, jakby jedno wykluczało drugie), albo że mnie podziwiają, bo POMIMO niepełnosprawności pracuję, jestem w miarę aktywna i mam swoje pasje, które realizuję – tak, jakby to było czymkolwiek dziwnym, co należy uznać za nie wiadomo jakie Bohaterstwo. Mi również trochę Czasu zajęło, nim Podałam sobie Rękę Na Zgodę z tym, Jaka Jestem i by zrozumieć, że to NIE NIEPEŁNOSPRAWNOŚĆ jest Główną Cechą, która mnie Definiuje (tak, jak Michael mówi w Spektaklu, że Homoseksualizm nie był WYBOREM Andre).
Fakt kolejny jest taki: ja już tak po prostu mam, że gdy na Scenie jest kilkoro Aktorów, Tworzących kilka różnych Postaci, to niemal zawsze Jedni z nich Bardziej, a Inni Mniej Przyciągają moją Uwagę, jedni po moim wyjściu ze Spektaklu ulatują mi z głowy z Prędkością Światła, Inni tygodniami nie dają spokoju moim myślom. I uważam, że podobnie stało się również tutaj: za sprawą tak różnych Cech Charakteru obu Mężczyzn ja po prostu poczułam większą „łączność emocjonalną” z Postacią Michael’a. Może się to Komuś wydać dziwne, Komuś śmieszne, a jeszcze Ktoś inny może to Zrozumieć, że ja najzwyczajniej w świecie Przeżywam tą Postać tak, jakbym to była ja – tyle, że w Męskim „Wydaniu”, jakby wszystko to, co ta Postać mówi, czuje, jak się zachowuje na Scenie było MOJE. 
Nie ma się też co czarować, że ma na to wpływ li i jedynie to, jak ta (czy jakakolwiek inna, w innych Spektaklach) Postać została literalnie zapisana, słowo po słowie, w Scenariuszu. W filmie „Mr. Gaga”, na którym byłam niedawno (będzie tekst na jego temat, oj będzie… za czas jakiś, jak zwykle) usłyszałam mniej więcej takie zdanie (jedno z wielu Ważnych i Pięknych Zdań w tej Produkcji), że Taniec (jako już gotowy, prezentowany na Scenie „produkt”) jest wypadkową Wizji Choreografa i tego, jak konkretny Tancerz tą choreografię Zinterpretuje. Jestem PRZEKONANA, że tak samo jest z Teatrem i Grą Aktorską. Bez Tchnięcia weń Konkretnego, Aktorskiego Ducha, taka czy inna Postać jest jedynie słowem zapisanym w scenariuszu. To, jak KONKRETNY AKTOR, Odczuje i Zrozumie daną Postać (korzystając również, w dużej mierze, a jakże – z WŁASNEJ WEWNĘTRZNEJ WRAŻLIWOŚCI) dopiero jego Rolę Definiuje w Całości. Powiem więcej, dla mnie Pełna Definicja Postaci w rękach konkretnego Aktora jest z kolei Wypadkową tego, co Wypowiedziane i tego, co Pozawerbalne – a niekiedy to, co przekazane właśnie bez Słów jest Znacznie Ważniejsze. Mam taką „manię”, że gdy na Scenie jest kilku Aktorów, to ja bardzo mocno staram się zwracać uwagę także na to, jak zachowują się w swoich Rolach pozostali, gdy jeden z nich, w swojej Postaci – coś mówi, a oni nie. Uwielbiam to. I uważam, że na Głębię Aktorskiego Przekazu w Osobie Michael’a, w Spektaklu „Matki i Synowie” w reżyserii Krystyny Jandy na Deskach Teatru Polonia, składa się właśnie To Wszystko, co ten Mężczyzna Tak a Nie Inaczej zarówno Mówi, jak i to co Robi, co Wyrażają jego Gesty, Wyraz Mimiczny Twarzy, Mowa Całego Ciała. W Michael’u jest wg. mnie cały czas taki Niepokój Ruchowy, ale jakby mimo wszystko Skulony do Wewnątrz, który wyraża chociażby nerwowym zaplataniem rąk na różne sposoby, nikłym poruszeniem nogi w zakłopotaniu, itd. i jest w tym coś Bardzo Ulotnego, coś Nieuchwytnego, co nie dla każdego Widza może mieć Znaczenie. 
Will ma bardziej Zdecydowaną Postawę, jest Ekspansywny, Ekstrawertywny, Głośny (i wcale nie piszę tego w negatywnym kontekście!) – tak w Ciele, jak i w Głosie. I tak, jak u Michael’a ta Wypadkowa Ekspresji Werbalnej i Pozawerbalnej wydobywa z tej Postaci całą Głębię, która do mnie przemawia, tak ta Głębia Will’a już jest nie do końca „moja” – i nie kłóci się to wcale z tym, co napisałam powyżej na korzyść Postaci Will’a, albowiem to są Dwie Różne Sprawy. Bo sama EMOCJONALNOŚĆ Obu Panów, Will’a i Michaela, jest Ewidentna i Ważna, i ja nie mam co do tego ŻADNYCH WĄTPLIWOŚCI – po prostu jeden ze sposobów WYRAŻENIA tychże Emocjonalności jest mi bliższy, drugi dalszy.
To, co w tym Sposobie Wyrażania Siebie m.in. zbliża mnie do Michael’a jest wg. mnie to, że Michael dusi w sobie Kipiące Emocje, które rozpaczliwie poszukują Drogi Ewakuacyjnej – to także „jestem ja”. To, jak Identyfikuję się z tą Postacią, zarówno gdy Michael’owi drży głos, gdy krzyczy z Rozpaczy i Złości, gdy jest Bezsilny, gdy się Śmieje, gdy jest Wzruszony i Szczęśliwy, jest kolejnym dowodem na to, jaki Autentyzm bije ze Sceny w tym Spektaklu.
Mam również do tej pory Silne Poczucie, że tym, co Szczególnie Charakteryzowało Michael’a wówczas, gdy byłam na „Matkach i Synach” właśnie po raz czwarty w maju tego roku, po ponad czterech miesiącach nieobecności Spektaklu na Deskach, była podkreślona w szczególności, Wrząca w Nim Całym ROZPACZ. Miałam wrażenie, jakby Aktor tej Rozpaczy wtedy NIE ZAGRAŁ, lecz jakby przylgnęła ona do niego jak Druga Skóra i na te wówczas 100 minut Stał Się Cały tą Emocją.
Gdy zaś Katharine odwracała wzrok od Michael’a i Will’a, i z odrazą wyznała: „Nie mogę na was patrzeć!”, to dziś myślę, że to jest nie tylko związane z jej niechęcią (delikatnie to nazywając) do Osób Homoseksualnych jako Ogółu (choć ją ma i od lat konsekwentnie w sobie „pielęgnuje”). 
Dziś myślę, że ona nie mogła patrzeć właśnie na tych Dwóch Mężczyzn W SZCZEGÓLNOŚCI, na ich Wzajemną Relację, bo nie umiała przyjąć do wiadomości, że życie toczy się dalej, że Michael ułożył je sobie na nowo, pomimo Straty jaką przeżył z powodu Odejścia jej Syna, a ona z kolei nie ma już żadnego wpływu na Przeszłość i na swego rodzaju Odkupienie Win (przed którymi wściekle się broni, odsuwając je od siebie), bo Andre już nie ma. Czyni zresztą Michael’owi wyrzut, zadając Rozpaczliwe Pytanie: „Dlaczego twoje życie po śmierci Andre stało się lepsze, a moje gorsze?!”, zaś Michael, łamiącym się głosem Aktora, z równym Żalem odpowiada: „Byłem sam przez siedem lat (od śmierci Andre – przyp.). Przez siedem gó*****ych lat! (…) Czasem budzę się w nocy i wpadam w panikę, bo nie mogę sobie przypomnieć koloru jego oczu!”. Co więcej, myślę, że Katharine nie mogła też patrzeć na samego Michael’a, bo to zmuszało ją do Konfrontowania Się z tym, czego ona nie akceptowała i nie rozumiała w swoim Synu, a co dla Michael’a było Całkowicie Naturalne – i nie mogła tego znieść. A jednocześnie mam takie poczucie, że mimo wszystko Katharine w jakiejś Wewnętrznej Panice uczepiła się Michael’a jako jedynego, pozostałego jej łącznika między nią a jej Synem.
Wydaje mi się także, że gdzieś „między wierszami” tej Historii można zawrzeć takie przypuszczenie, że gdyby nie pamiętnik Andre, który z wrodzonej przekory Katharine przyjechała Michael’owi oddać – to mogłoby do tej Ostatecznej Konfrontacji nigdy nie dojść. Wydaje mi się, że to Zderzenie zarówno z Przeszłością i ze Wspomnieniami Michael’a o Andre, jak też z jego Nowym Życiem, Mężem, Synem było w zamyśle Spektaklu pewną próbą Oczyszczenia tych Relacji, a Zakończenie, osnute Jasnym Śmiechem dziecka dawało Nadzieję, że powstało być może jakieś Pęknięcie w Skutym Lodem Sercu Katharine, które to Serce w gruncie rzeczy Cierpiało POTWORNIE i że everything’s gonna be alright. 
Już wcześniej pisałam i to zdanie podtrzymuję, że Rola Katharine Gerard to Rzadkie i Mało Znane Aktorskie Wcielenie Krystyny Jandy, w znaczeniu Ekspresji Artystycznej, jaką w tej Postaci prezentuje na Scenie. Co więcej, bardzo bym sobie życzyła tego, aby Drugiego tak Zbliżonego nie miała w Przyszłości, albowiem Umocniłoby się tylko Znaczenie tego, jak Katharine jest Wyjątkowa, przynajmniej dla mnie. Już wcześniej pisałam, że jej Postać skonstruowana jest na Zimnej Rezerwie, na Dalekim Dystansie, na Oschłości, na Skoncentrowaniu na Sobie i Swoich własnych Przeżyciach, jakby stała za szybą. Zaś 24 maja miałam wrażenie, że ta niemalże Cielesno – Duchowa Nieobecność Katharine została Jeszcze Bardziej Podkreślona niż wcześniej, że p. Krysytna jeszcze Głębiej Skuliła w Sobie tą Postać. Aż można było odnieść wrażenie, jakoby Nie Było jej tam Prawie Wcale, jakby Wysunęła Się z własnego Ciała i obserwowała jak Poturbowana Emocjonalnie, Psychicznie Zbolała, a zarazem Zgorzkniała i Okrutnie Obchodząca Się z ludźmi jest ta Kobieta, na którą patrzy. Miałam wówczas wrażenie, że p. Krystyna JESZCZE WYRAŹNIEJ Pokazała, jak z jednej strony Katharine NIE POTRAFI i NIE CHCE zmienić swojego Rozumienia Świata, a z drugiej strony jak całkowicie jest Samotna i uświadamia sobie, że Przegrała Swoje Życie. Nadal jednak jest zbyt Dumna, by przyznać się do tego, iż stało się to w dużej mierze na jej Własne Życzenie, bo nie wykazała się choćby Cieniem Woli, by Porozumieć Się z Synem i pozwolić mu ją Kochać: „Kiedy wyjeżdżał nie był gejem (…) On nie chciał, żebym go zrozumiała.”. 
Teraz jednak zauważyłam także, że to nie tylko chęć oddania Michael’owi pamiętnika Andre, który Ten Pierwszy wysłał jej z kolei kilka lat wstecz, mogła ją zaprowadzić do jego mieszkania po raz pierwszy od śmierci Andre, po 16 latach. Wydaje mi się także, że to było podszyte nie tylko pełną goryczy zawiścią o to, że Mike ułożył sobie życie od nowa. Myślę, że ona wbrew pozorom mogła nie tylko CHCIEĆ dowiedzieć się tego, jaki naprawdę był jej Syn od Mężczyzny, który Znał go Najlepiej, który był z nim Najbliżej, do Samego Końca, Na dobre i Złe, w Zdrowiu i w Chorobie, Dopóki nie Rozłączyła ich Śmierć. Myślę, że Katharine na swój Własny, „pokręcony” Sposób chciała by wówczas, gdy Nie Miała Już Nikogo, bo straciła również męża, Michael ją Zauważył i Zrozumiał, choćby przez chwilę. 
Sarkazm Katharine TEORETYCZNIE stanowi tu pewien wątek humorystyczny, który jakąś część Publiczności pobudza do śmiechu. Mnie to nie rozbawia, albowiem wydaje mi się, że w istocie jest to także pewien Przejaw tego, że Katharine nie wie, jak ma się zachować, bo nie ma Umiejętności Otwartego Mówienia o Homoseksualizmie: „Czy jest tu jakaś toaleta dla kobiet? (…) Który z was jest PRAWDZIWYM ojcem tego dziecka?”.
Obecność zaś Chłopca na Scenie czyni tą Opowieść jeszcze bardziej Bezpretensjonalną i ją Dopełnia. 
Według mnie, Adaś jako Nik (podobnie było w przypadku Antka, Grającego również tą Postać wcześniej) jest bardzo Swobodny, Dobrze „Dogaduje Się” z Postacią dziecka wychowywanego przez Męskie Małżeństwo Homoseksualne, a ten Chłopiec w jego Interpretacji jest dokładnie Taki jak Wiele Dzieci, które w Prosty Sposób postrzegają świat, Nie Kombinują, Nie Udają. Nik nie boi się Okazywać Uczuć ani Zadawać Trudnych Pytań i tak łatwo nie daje się zbyć byle odpowiedziami, bo jest Szalenie Dociekliwy. Patrząc na Adasia nie mogę oprzeć się wrażeniu, że Czuje Się on na Scenie „jak ryba w wodzie” i że nie jest Zmanierowanym Starym – Malutkim (mam nadzieje, że to nie tylko wrażenie) mimo, że grał już wcześniej w w różnych produkcjach, również przed kamerą (m.in. w mocnym filmie „Carte blanche”, któremu do połowy z filmową historią Michaliny Wisłockiej poświęciłam jeden z wpisów na mojej stronie). 
Uważam, że niezbędna jest w tej Sztuce nie tylko w Słowach obu Mężczyzn, lecz właśnie Realna, OBECNOŚĆ Dziecka, które Swoją Lekkością i Niczym Niezmąconym Śmiechem pozostawia Widza z Rozlewającym się po Duszy Ciepłem, na przekór Mocnym Przeżyciom (choć Ważnym i Potrzebnym), zaprezentowanym na Scenie przez 100 min. trwania Spektaklu. 
Coraz bardziej Ujmuje mnie również Postawa Wychowawcza Will’a i Michael’a wobec Nik’a, Sposób w jaki Tłumaczą mu świat, jak Uczą go Być Dobrym i Szczęśliwym Człowiekiem, jak zapewniają mu Radosne Dzieciństwo w Domu Pełnym Miłości. Gdy Nik pyta, Kim był dla Michael’a Andre (bo Katharine przedstawia mu się: „Jestem mamą Andre.”), to słyszy wypowiedzianą całkowicie bez żadnej „ściemy” odpowiedź, że Tym, Kim dla Michael’a jest teraz Will, lecz nie byli Małżeństwem i nie mieli takiego Wspaniałego Syna jak on. A ponieważ dla Chłopca to za mało, to zadaje kolejne pytanie: „Ale dlaczego?” i ponownie słyszy z ust Will’a Cierpliwe i Niezwykle Poruszające Słowa, że Świat KIEDYŚ NIE BYŁ GOTOWY na Taką Trójkę, Jaką Są Teraz oni – Michael, Will i Nik.
Tak…
ZMASAKROWALI mnie Po Raz Czwarty… WSZYSCY, Cała Czwórka i może to określenie brzmi „dziwnie”, ale proszę mi Wierzyć, że z mojej strony dla nich, jako Artystów, jest to OGROMNY KOMPLEMENT… 
Nie dość, że Tamtego Dnia świeciło słońce, to jeszcze nad Teatrem Polonia, bez choćby grama deszczu, objawiła się Przecudnej Urody Emocjonalno – Metaforyczna Tęcza, a ja PONOWNIE byłam Głęboko Wzruszona…
Zaś następnego przedpołudnia, gdy otworzyłam laptopa, włączyłam Facebooka, załadowałam Messengera, to wówczas zorientowałam się, że dostałam taką oto Wiadomość, pisaną późnym wieczorem po Spektaklu: „Widziałem Panią dziś. Jak Pani będzie następnym razem proszę napisać. W końcu trzeba zrobić sobie wspólne zdjęcie 🙂 Dziękuję i dobrego wieczoru”.
Powołując do Życia Mój Romans ze Sztuką, byłam w zasadzie pewna, że przyniesie mi ta Strona sporą, Nieskrępowaną niczym Radość z powodu samego jej Istnienia, ale nie przypuszczałam, że moje teksty zaczną Żyć Własnym Życiem, udostępniane na stronach Aktorek i Aktorów, że znajdę „siebie” w „Stronach Polubionych” u Niektórych z Nich i że okażę się wcale nie taką Anonimową Widzką, jak mi się wydawało, że jestem. To jest Piekielnie Miłe. Bo chociaż wydaje się, że wychodząc do braw Aktorki i Aktorzy patrzą przede wszystkim na Widownię na wprost i do góry, to okazuje się, że „boki” również „rejestrują”.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s