„Flamenco Namiętnie”

Uliczne Granie ma swój Specyficzny Urok, Nastrój, Klimat. Niezależnie od tego, czy jest ono związane z Muzyką, z innymi Formami Artystycznymi, czy z Wszelkiej Maści innymi Pokazami, a na takowe, wykorzystując swoje przeróżne Talenty i Zainteresowania, ludzie mają Multum Pomysłów. Realizują je zaś przy tym z lepszym, bądź gorszym skutkiem, choć w gruncie rzeczy to i tak jest bardzo względne i zależy od tego, co spodoba się Konkretnej Grupie Odbiorców, która akurat na taki, a nie inny pokaz natrafi. Kojarzy się to zazwyczaj z zarabianiem do przysłowiowego „kapelusza”. Charakter „ulicznego grania” ma to do siebie, że zapewnia niemal Osobisty, jeszcze bliższy niż np. ze Sceny kontakt Widza z Występującym i Występującego z Widzem, niemal tête-à-tête, face to face, oko w oko. Przekaz Emocjonalnych Impulsów odbywa się praktycznie z ręki do ręki i dzieje się to w Obie Strony. Bo w dużej mierze to także od Energii Publiczności (pojedynczych jednostek, które „napędzają” resztę, jak również całej Widowni jako ogółu, która bądź Wchodzi w Nastrój, bądź się z niego Wycofuje) zależy to, na ile ten czy inny artysta przed nami się otworzy, czy jego występ będzie płynął z prądem, czy szedł jak po grudzie. 
Nie mówię, że na koncercie, czy w teatrze stacjonarnym tego nie ma, bo gdyby nie było, to nie wychodziłabym z widowni Psychofizycznie Pokiereszowana, nie Śmiałabym Aię i bym nie Płakała razem z Aktorami, nie miałabym Zdartego Śpiewaniem Gardła po koncercie. Chcę tylko powiedzieć, że w takim ulicznym występie Nadawca i Odbiorca są trochę jak mijający się (nie)przypadkiem „na mieście” Przechodnie i to od ich Wzajemnej Energii zależy, czy się przed sobą zatrzymają i tą energię przekażą drugiej stronie czy też nie. Wówczas nie dzieli ich wciąż pewna bariera Sceny Muzycznej bądź Desek Teatralnych, Ekranu, Radioodbiornika, etc. Ten kontakt ma wówczas w sobie Coś Niezwykle Intymnego, daje możliwość bezpośredniej Wymiany Spojrzeń, Uśmiechów, czasem Słów i Podania Ręki, gdy są ku temu Odpowiednie Okoliczności.
Oczywiście są i Zawodowi Artyści, którzy Kontakt z Widzem i Słuchaczem wysoko sobie cenią i można z nimi spotkać się także w kulisie po Stacjonarnym Spektaklu bądź wychodzą oni do Ludzi po Koncertach. W takich jednak przypadkach ma to już formę zdecydowanie bardziej zorganizowaną, zaplanowaną logistycznie „z góry”, by się faktycznie do nich „dobić”. A w takim „ulicznym graniu” wszystko dzieje się jednak bardziej „tu i teraz”, bardziej „na już”, na większym „spontanie”. 
Choć oczywiście ja zawsze powtarzam, że takich momentów Kontaktu z Artystami też nadużywać nie należy, bo wiadomo, że po Występach są zmęczeni (mniej lub bardziej, ale jednak), że jak najszybciej chcą pozbyć się Scenicznego Anturażu i jechać do domu – o tym również trzeba pamiętać, choćby nawet ten czy ów zapewniał, ceniąc sobie kontakt z Publicznością, że „wszystko w porządku i w ogóle nie ma sprawy”. Wszyscy powinniśmy być w takiej Relacji dla siebie po prostu Ludźmi i zachować odpowiedni Balans. 
Poza tym, wbrew pozorom, dodatkową Siłą Nakręcającą takie Uliczne Występy może być właśnie także to, co związane z Życiem Miasta: Pęd Powietrza, Zapachy, Dźwięki ruchliwych Ulic, co dodatkowo Mobilizuje nas, by Skoncentrować wszystkie nasze Zmysły li tylko na tym, co Dzieje Się na Scenie, wyłączając świadomość tego, co naokoło. W środku miasta, gdzie taki występ staje się niejako Integralną Częścią całej „akcji” płynącego pobocznie swoim rytmem życia, widz czy słuchacz musi wykonać Szczególny (lecz jestem przekonana, że Wart tego) Wysiłek, by tego co wokół – jego Świadomość po prostu nie rejestrowała, by nie dopuszczać do siebie Dystraktorów, które mogłyby to Obcowanie ze Sztuką zaburzyć w jakikolwiek sposób. 
I tak sobie myślę, że m.in. na Idei wynikającej ze specyfiki Ulicznych, Małych Form Artystycznych, dających możliwość bezpośredniego kontaktu Widza z Artystą mogła bazować Krystyna Janda decydując się na ten Projekt, aby TEATR POLONIA i OCH-TEATR, działające Pod Szyldem jej Fundacji Na Rzecz Kultury, rokrocznie w okresie wakacyjnym, przez cały lipiec i sierpień wystawiały „Teatr Pod Chmurką”, co niewątpliwie jest też swego rodzaju Zachętą i Zaproszeniem do Odwiedzenia obu Teatrów Stacjonarnych. A ten uliczne pokazy Teatru Polonia i Och-Teatru to jedynie niewielkich rozmiarów scena, głośniki, drewniane ławki rozstawione dla publiczności i ewentualne, skromne w formie, nieliczne elementy scenograficzne, co absolutnie wystarcza do tego, by w Plenerze w pełni móc obcować z Kulturą na Bardzo Dobrym Poziomie. Poza tym dochodzi tu jednak trochę techniki, bo nie oszukujmy się, że przez gwar miasta przebić się trzeba, a przecież nikt od Aktorów wymagać nie będzie, by korzystając jedynie z własnej Emisji Głosu zdzierali sobie Gardła bez „wspomagania”, nie mogąc potem korzystać z nich na Deskach Teatralnych w zamkniętej sali. Aktorzy występujący na codzień w mniejszych bądź większych Teatrach, grający przed kamerą na Planach Filmowych, nagrywający w Radiu etc. nie mogą pozwolić sobie na to, by podczas Spektakli Plenerowych liczyć na łut szczęścia, że albo zostaną Usłyszani albo nie, bo wówczas kompletnie nie miałoby to sensu i nie byłoby to też zbyt nobilitującą Promocją dla Teatru. Żeby to miało Sens, to powinno wypaść przynajmniej dobrze, bo wiadomo, że w Warunkach Plenerowych nie ma co liczyć na Akustykę taką, jak w Zamkniętej Sali, gdzie jedynym Orężem aktorów do pełnego przekazania widzom ze sceny Emocji jest ich Własny, Goły Głos. Dlatego w takich „ulicznych formach teatralnych” wiadomo, że Zawodowi Aktorzy muszą być bądź podpięci pod mikroporty od mikrofonów „ustnych”, bądź korzystać z tych statywowych. A mimo to, ta specyficzna formuła Grania na „Ulicznym Spontanie” jest tu też, a jakże!, zachowana i wykorzystana w taki sposób, że Kto przyjdzie Pierwszy – przed innymi, Ten zajmie sobie lepsze miejsce, a ponadto nie musi wcześniej ściśle zaplanować terminu, żeby zawczasu dokonać rezerwacji biletu albowiem WSZYSTKIE wakacyjne, plenerowe spektakle Teatru Polonia i Och-Teatru objęte są Niebiletowanym Wstępem Wolnym. Zaś Aktorzy nie „wyłaniają się” ani z mroku przygaszonych chwilę wcześniej świateł scenicznych reflektorów, ani zza rozsuwającej się Kurtyny, a wchodzą na niewielkich rozmiarów scenę niemal „z rozbiegu”, „z ulicy” – możnaby rzec, bądź ze specjalnie dlań ustawionych, najzwyklejszych w świecie namiotów, w których się przebierają i tylko najbardziej bliźniaczy do Teatru Stacjonarnego jest ich Pełen Sceniczny Wizerunek – od Strojów, przez Fryzury, po Makijaże i Charakteryzacje. 
Na swój sposób Mistyczna Aura plenerowych spektakli Teatru Polonia i Och-Teatru zawiera się także w tym dziejącym się w Jednym Miejscu i o Tym Samym Czasie kontraście między tętniącym pędem zatłoczonego miasta naokoło, a małą Wysepką Sztuki w samym środku tego pędu, wokół której cała Akcja Codziennego Zabiegania zdaje się zatrzymać na tych kilkadziesiąt minut Interakcji aktorów z widzami, którzy – co w tym wszystkim Najciekawsze i Najbardziej Intrygujące, nie tylko przyszli tam świadomie i celowo, chcąc dany Spektakl zobaczyć, ale też to, co dzieje się na scenie Przyciąga co parę chwil niejedną osobę, która gdzieś szła, coś załatwiała, gdzieś biegła, z kimś innym rozmawiała i wówczas ten czy ów również przystaje, by zaczerpnąć nieco tej Akcji Dziejącej Się na Niewielkiej Scenie. Plenerowe spektakle Teatru Polonia i Och-Teatru cieszą się niesłabnącym zainteresowaniem, co było ewidentne również tamtego popołudnia, o kórym dziś chcę napisać, bo choć Pracownicy Teatru zawsze rozstawiają ławki z określoną liczbą miejsc dla widzów, to finalnie osób zainteresowanych pojawiło się tam znacznie więcej – i byli to zarówno ci, którzy na spektakl ewidentnie przyszli planowo, ale zbyt późno, bo miejsc siedzących zabrakło, bądź właśnie ci drudzy, którzy postanowili nieco Zmienić swoje Plany i na chwilę Przystanąć w tym swoim Zabieganiu.
W Repertuarze Wakacyjnego, Ulicznego Teatru pod Opiekuńczymi, Artystycznymi Skrzydłami p. Krystyny Jandy, co roku znajdują się propozycje dla Kilku Pokoleń Widzów:
– od tych najbardziej Dojrzałych, np. „Lament” (https://teatrpolonia.pl/event-data/1315/lament-na-placu-konstytucji), czy Związek otwarty” (https://teatrpolonia.pl/event-data/1358/zwiazek-otwarty)
– przez tych wchodzących w Okres Dojrzewania – „2 000 000 kroków” (https://teatrpolonia.pl/event-data/3481/2-000-000-krokow)
– po Najmłodszych – takie Klasyki Gatunku w Literaturze Dziecięcej jak „Czerwony Kapturek” (https://teatrpolonia.pl/event-data/1390/czerwony-kapturek).

Ja zaś w tym roku, w pierwszej kolejności, postanowiłam sięgnąć po Propozycję Taneczno – Muzyczno – Wokalną, którą „wytropiłam” w „rozpisce” teatru na wakacje już w ubiegłym roku, jednak nie pamiętam zupełnie, co takiego się zdarzyło, że wówczas na to nie poszłam – ale podejrzewam, że zadecydować o tym mogła po prostu „kolizja terminów” z jakimś innym Wyjściem Teatralnym 😉 A było to, uwaga…

11 lipca 2019 r. „Flamenco Namiętnie”, Spektakl Plenerowy Teatru Polonia, Plac Konstytucji w Warszawie.
Wystąpił Zespół Corazón Flamenco w Składzie:

Anna Iberszer (także jako: Anna Iberszer – Drabek) – Taniec Flamenco
Magdalena Navarette – Wokal + Taniec
Andrzej Lewocki – Gitara Flamenco
I Pan, który Grał na Instrumentach Perkusyjnych, ale jego Imienia i Nazwiska nie zapamiętałam – nie był to w każdym razie Marek Fedor, który zasadniczo jest wymieniany w Składzie Zespołu.
“Music is a language that doesn’t speak in particular words. It speaks in emotions, and if it’s in the bones, it’s in the bones.” – Keith Richards

https://vimeo.com/348041862?fbclid=IwAR3Cq2hIZ09mlQXZ8wAO9Lk0pYbwU6P1gq8puocSOnpITq_s9nGYgPQGHz8

Jest to Wyreżyserowana przez p. Krystynę Jandę Opowieść o Miłości, Czułości, Pożądaniu, Namiętności,Tęsknocie i Cierpieniu. A wszystko to bez choćby jednego Słowa Mówionego. 
Jak dla mnie i z Tego też Głównie Powodu na ten Spektakl poszłam, jego Mocą Napędową jest Silny Pierwiastek Taneczny, czyli jak wskazuje tytuł – Flamenco, z elementami Tanga na koniec w Wykonaniu Świetnej Tancerki tego właśnie Gatunku, czyli Anny Iberszer (także jako: Anna Iberszer – Drabek), która jest również Aktorką na Deskach Teatru Polonia i Och-Teatru, gdzie w tym pierwszym Występuje jako Maria w Spektaklu „Boska!”. Charakterystyczna Uroda tej Artystki (ostre rysy twarzy, ciemna karnacja i oprawa oczu, ciemne włosy) wraz z dość nietypowym dla Polski nazwiskiem panieńskim mogą sugerować, iż ma coś ona z urodzenia wspólnego z Półwyspem Iberyjskim, choć są to tylko moje dywagacje (Życie Prywatne Artystów jest czymś, w co kompletnie nie wnikam, bo to nie moja sprawa). Gdy jednak patrzy się na nią, jak oddaje ten konkretny Charakter Tańca CAŁĄ SOBĄ, to nie można oprzeć się wrażeniu, że w jej Żyłach musi Płynąć nie tylko Polska, lecz również Hiszpańska Krew. Już niejednokrotnie wcześniej, choć nie „na żywo”, widziałam p. Annę w „Tanecznej Akcji” i muszę przyznać, iż moim zdaniem jest ona do tego stylu STWORZONA i Wygląda w nim tak, jakby była weń Cała Przyodziana, bądź jakby był on jej wręcz Drugą Skórą, którą zrzuca wyłącznie wtedy, gdy zagrać ma inną, bardziej Aktorską, Mówioną Rolę (choć taniec flamenco w jej wykonaniu nie jest tej Gry, choć bezsłownej, również pozbawiony). Gdy patrzyłam na nią na scenie Tamtego Popołudnia, to emocje malujące się wówczas na jej twarzy mówiły ni mniej ni więcej jak to, że Flamenco to jej Żywioł. Powiem więcej, moim zdaniem ona ma w posiadaniu Pełen Pakiet tego, co dla mnie składa się na Autentyczność i Siłę artysty, czyli Technikę, Interpretację i Oddanie, a bez któregokolwiek z tych elementów można wg. mnie mówić jedynie o odtwórczym, działającym jak „taśma produkcyjna”, rzemiośle. A to przecież o to właśnie chodzi, ażeby Artysta był Indywidualnością, a nie „odlewaną od sztancy”, mniej lub bardziej wierną kopią kogoś innego. To jest coś, co nie dla każdego może być identycznie Uchwytne, a co należy nazwać Sceniczną Osobowością, która nie tylko Przyciąga, ale i Zatrzymuje wzrok i słuch Widza oraz Słuchacza. I w moim Rozumieniu, jak i Odczuwaniu, p. Anna Iberszer (kolejna, po Ani Sroce – Hryń piekielnie zdolna Anna, plaga jakaś 😉 ) tą Sceniczną Osobowość w Tańcu MA. Włada w swoim występie Bogatą Paletą Nastrojów i Przeżyć, a bez tych właśnie Wyraźnie Nacechowanych Emocjonalnych Skrajności – flamenco by moim zdaniem nie istniało. Przepięknie Mocne Linie Ciała, prowadzone pod bardzo dużą kontrolą w dużej Zmienności Zwolnień i Przyspieszeń Choreograficznych są wg. mnie ważnym elementem eksponującym Siłę tkwiącą w tym (choć nie tylko w tym) Gatunku Tańca. Każdy Krok p. Anny, każdy jej Gest, czy Wybicie Rytmu obcasami o drewnianą mini – scenę stawia Akcenty dokładnie tam, gdzie mają one Podbijać Napięcie, płynące z tańca. 
Nie mogłam oderwać wzroku od tego, jak z Należytą Skrupulatnością wykańczała Każdy Gest i Krok, jak Płynne one były i jak Przenikały Się Wzajemnie. Wiedziałam, że p. Anna jest znana przede wszystkim właśnie z Tanecznej Strony swojej Artystycznej Działalności i że jest w tym Świetna (wg. mnie, rzecz jasna, tylko za własne zdanie mogę odpowiadać), a Oglądanie jej Na Żywo tylko mnie w tym przekonaniu Utwierdziło. Jej Prezencja w tańcu flamenco ma wszystko to, co ważne: Celebrację Kobiecości, Tkliwość i ten Specyficzny „Pazur”. 
A ponieważ „uliczne granie” rządzi się swoimi własnymi prawami, innymi niż w Teatrze Stacjonarnym (co jest dla mnie całkowicie naturalne i zrozumiałe), to tutaj nie było obostrzeń względem możliwości robienia zdjęć, i rejestrowania nagrań (wyobraźmy sobie migające światełka aparatów w ciemnej Sali Teatralnej – oczywistym jest, że wówczas aktorzy nie byliby w stanie Skoncentrować Się na emocjach, które mają nam w swojej Grze do Przekazania; tak samo jestem przeciwna używaniu wielkich „zoomów” i fleszy błyskających w oczy Artystom w pierwszych rzędach podczas Koncertów), to ja pozwoliłam sobie kilka takich nagrań wykonać i wsadzić „do internetów” tylko po to, by móc się tutaj z wami podzielić tym Cudem Tańca Hiszpańskiego. Uzyskałam zaś wcześniej informację od jednej z osób pracujących w Teatrze, iż nie ma przeciwwskazań co do publikowania nagrań ze spektakli plenerowych. 
Całości wizerunku p. Anny na scenie dopełniały Totalnie Zjawiskowe Stroje – trzy, bogato zdobione ornamentowymi haftami suknie (zielona, czarna i ogniście czerwona) oraz męsko – kobiecy, klasyczny, biało – czarny strój, które idealnie wpasowywały się w klimat flamenco. Nawet buty taneczne i kwiaty we włosach zmieniała, by do koloru i charakteru sukienek one pasowały. Nie zarejestrowałam niestety nagrania jednego z jej anturaży, który bodaj najbardziej mnie zachwycił, a było to wspomniane już wyżej Sprytne Połączenie męsko – kobiecej klasyki, czyli wąskich, czarnych spodni z wysokim stanem, dodatkowo przedłużonych aksamitnym pasem imitującym pas smokingowy oraz białej, koszulowej bluzki, której jednak Wybitnie Kobiecego Charakteru dodawały powłóczyste rękawy, pod szyją zaś p. Anna zawiązała, jak rozluzowany krawat, kolorową apaszkę. Poza tym, jej sceniczne stroje nie były moim zdaniem li tylko strojami samymi w sobie, lecz w pewnym sensie również Grały w Tańcu swoją Rolę. Szczególnie ujęło mnie wykorzystanie długiego „ogona” czerwonej sukni, bogato zdobionego falbanami, który w jednej z Choreografii p. Anna ujęła w dłonie i utuliła do siebie tak, jakby było to Wyobrażenie Mężczyzny, z którym tańczy – przynajmniej ja to tak odebrałam, a trzeba sobie powiedzieć, że taniec Odbieram bardzo Plastycznie m.in. dlatego, że sama miałam przez pewien czas Osobisty Kontakt z Parkietem, choć w Zupełnie Innej Stylistyce. 
Ale! Flamenco to nie tylko sam taniec! Ażeby ten Styl mógł zaistnieć w Swojej Pełni, muszą doń jeszcze dołączyć i Zaistnieć w Harmonii, i Symbiozie – Muzyka i Śpiew. 
No właśnie.
I o ile we „Flamenco Namiętnie” MUZYCY spisali się według mnie z Należytą Energią, o tyle z Warstwą Wokalną mam… niemały problem. 
Ja wiem, bo to na okoliczność tego tekstu sprawdziłam, że Zespół Corazón Flamenco istnieje już całkiem sporo czasu – bo od 2006 r. i że p. Magdalena Navarette nie jest taką całkiem anonimową Wokalistką tego stylu. Nie jestem krytykiem muzycznym / teatralnym, a jedynie słuchaczką i widzką, która Sztukę odbiera Przeżyciami Serca, dlatego całkowicie subiektywnie pozwalam sobie na to stwierdzenie, że w Interpretacjach Wokalnych p. Magdaleny MI Czegoś Zabrakło. Był w jej wykonaniach piosenek jakiś Dysonans w stosunku do tego, co p. Anna zaprezentowała tańcem, a muzycy grą na instrumentach – choć i tak uważam, że Sercem Spektaklu jest p. Anna. 
W moim odbiorze, wokalne interpretacje Ładunku Emocjonalnego, jaki ta Muzyka ze sobą niesie – były zbyt Zachowawcze, zbyt Stojące w Cieniu. A dla mnie Utwory śpiewane w tym Stylu, podobnie jak Taniec – muszą być równie Namiętnym Komentarzem do tego, o czym Opowiada tancerka. Tu zaś, tej Żarliwości i Zmysłowości mi w wokalu Śpiewającej p. Magdaleny – ZDECYDOWANIE ZABRAKŁO. Dodatkowo, bardzo przeszkadzał mi fakt, że niektóre Piosenki były częściowo śpiewane po polsku – co sprawiło, że mój Zmysł Słuchu zaczynał chwilami Wariować, lecz nie w Euforii, a z Rozpaczy. Umówmy się: język polski i język hiszpański to zupełnie inaczej brzmiące grupy lingwistyczne, a więc Siłą Rzeczy ich Melodia w TOTALNIE INNY SPOSÓB „skleja się” z określonym Stylem Śpiewania. A Wokalistki flamenco dość bogato wykorzystują Różnej Maści Melizmaty, Charakterystyczne Zaśpiewy i takie sposoby tzw. Frazowania, które moim zdaniem z Akcentami kładzionymi na wyrazy w języku polskim, nawet jeśli dotyczy to piosenek – nie „spotykają się” ze sobą prawie wcale. 
Dlatego tak m.in. muszą się nad tym napracować Tłumacze, czy np. Kierownicy Literaccy w Teatrach Musicalowych, gdy tworzą przekłady Utworów np. na potrzeby Polskich Adaptacji zagranicznych Spektakli Muzycznych. W Polsce ABSOLUTNYM MISTRZEM, jeśli chodzi o Tłumaczenia m.in. piosenek Francuskich Artystów, który stworzył chociażby Małe Dzieła Sztuki Literackiej na płytę Michała Bajora pt. „Od Piaf… Do Garou”, był p. Wojciech Młynarski [*]. Zaś na Polu Musicalowym, taką Osobą w naszym kraju jest Kierownik Literacki Teatru Muzycznego Roma w Warszawie – p. Michał Wojnarowski, który w zeszłym roku z Oryginalnych Perełek śpiewanych po angielsku – utkał własne Perełki Językowo – Literackie na potrzeby polskiej adaptacji Musicalu „ONCE” i jest także Autorem przekładów tekstów do Musicalu „Aida” (z oryginalną muzyką Elton’a John’a), który w Naszej Wersji Językowej wchodzi na Afisz Teatru Muzycznego Roma pod koniec października tego roku. Bo to nie o to chodzi, żeby teksty NAPISAĆ OD NOWA – tak, że będą tworzyły Swoistą Karykaturę, Zupełnie Niegodną Oryginałów, lecz aby Umiejętnie Wykorzystać Bogactwo danego języka, w którym tworzone są Tłumaczenia – przy jednoczesnym zachowaniu Przesłania opowieści niesionych w oryginalnych wersjach Utworów, a już Absolutnym Wyczynem jest to, gdy te właśnie historie tak stapiają się z Melodią Języka, na który są tłumaczone, by brzmiały tak Naturalnie, jakby to również były oryginały. 
Nie mogę z kolei „wyjść z podziwu” (tak, to akurat JEST IRONIA!) nad istniejącą ilością polskich przekładów piosenki „My way” Franka Sinatry (ja znam przynajmniej TRZY: dla p. Michała Bajora, p. Zbigniewa Wodeckiego [*] i Zespołu Raz Dwa Trzy), z których w każdym przypadku ta piosenka wydaje się być KOMPLETNIE (no, może prawie, niech będę sprawiedliwa) O CZYMŚ INNYM. W moim Rozumieniu i Odczuwaniu nie ma to NIC WSPÓLNEGO z Szacunkiem wobec Słowa, jest zaś czymś w rodzaju… nie wiem jak to nazwać… wyścigu Tłumaczy? … popisu Ekwilibrystyki Językowej? 
Fakt, ja NIE WIEM, w jakim procencie (i czy w ogóle) piosenki Zespołu Corazón Flamenco są ich Oryginalnymi Utworami (poza niektórymi, o których z kolei wiem, że na pewno NIE SĄ), a w jakim – tam, gdzie p. Magdalena Navarette śpiewa po polsku – są to Tłumaczenia. Nie doszukałam się tego, ale prawdę powiedziawszy, nie jest mi ta wiedza w tym Konkretnym Kontekście do niczego potrzebna. I to nie Ignorancja – ja po prostu, ze swojej perspektywy uważam, że nic by to nie zmieniło. Albowiem, czy byłyby to Tłumaczone Oryginały, czy ich Piosenki od początku napisane po polsku – to wg. mnie TAK CZY INACZEJ Flamenco’we Ozdobniki Wokalne nijak nie współgrają z melodią języka polskiego i nie wybrzmiewają już wówczas Pełnią Charakterystycznych Atutów tego Stylu, lecz jak „swoista hybryda”, w której silenie się na Zachowanie Formy – przerasta zarówno Treść, jak i Przekaz Emocjonalny. 
Tak, wiem, ilu jest Ludzi – tyle jest Opinii. Dlatego ja zawsze powtarzam, że niczego ani nie polecam, ani nie odradzam, albowiem każdy musi przekonać się na własne oczy i uszy.
Summa summarum, uważam Plenerowe Popołudnie z „Flamenco Namiętnie” za bardzo udane. Te wątpliwości, o których napisałam powyżej – nie zrujnowały mi ogólnego Poczucia Artystycznego Zaspokojenia mnie jako widza i słuchacza…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s