„Kto się boi Virginii Woolf?”

Sierpień 2018 r. i 11 lipca 2019 r., Spektakl „Kto się boi Virginii Woolf?”, TEATR POLONIA
Wystąpili: Ewa Kasprzyk jako Martha, Krzysztof Dracz jako George, Agnieszka Więdłocha jako Skarbie (wcześniej w Dublurze z Agnieszką Żulewską – nie miałam jednak okazji słuchać i oglądać tamtej Pani na Scenie), Antoni Pawlicki jako Nick (wcześniej w Dublurze z Piotrem Stramowskim – nie miałam jednak okazji słuchać i oglądać tamtego Pana na Scenie)

oraz
Film Produkcji Amerykańskiej: „Who’s Afraid of Virginia Woolf?”, Rok 1966.
Wystąpili: Elizabeth Taylor jako Martha, Richard Burton jako George, Sandy Dennis jako Honey, George Segal jako Nick

Akcja tej Historii (w oryginale Tekst Teatralny, którego Autorem jest Edward Albee) w obydwu Adaptacjach (tj. zarówno tej Filmowej sprzed ponad pięćdziesięciu lat, jak i tej wystawianej od 2016 r. na Deskach warszawskiego Teatru Polonia w Ostrej Reżyserii Jacka Poniedziałka) toczy się na terenie kampusu amerykańskiej uczelni. I tu, i tu jest środek nocy. Para małżeńska w średnim wieku wraca do domu po suto zakrapianym alkoholem przyjęciu, na którego czele stał Rektor uczelni. Zarówno ta Kobieta (Martha), jak i ten Mężczyzna (George) dość konkretnie chwieją się na własnych nogach, lecz szybko okaże się, że w zamiłowaniu do napojów wysokoprocentowych przoduje ona.
Od momentu zaś, gdy tylko Para przekroczy próg swojego domu – okazuje się, że ich Relacja Uczuciowa jest dość, nazwijmy to delikatnie, Specyficzna.
Ona, Martha, jest Obrzydliwie Wulgarna, Lubieżna i Bezczelna, Ekspansywna i Hałaśliwa. Pomiata mężem w sposób najbardziej prostacki z możliwych, a to w jej Przekonaniu swego rodzaju Sposób na Zmotywowanie go do Działania, które to jednak ONA – nie ON, uważa za Słuszne. 
On to raczej Introwertyk, zdaje się nie pić dla samego picia – lecz po to, by Przetrwać, by jakoś znosić Psychiczno – Emocjonalne Kołki, ciosane mu na głowie przez żonę. Choć również nie szczędzi jej Wątpliwych Słownych Czułości, to czyni to jednak w Bardziej Zawoalowany Sposób, możnaby rzec – Zachowuje w swojej Podłości większą (pozorną) Klasę, niźli ona (choć zdaję sobie sprawę, iż użyta w tym momencie Figura Retoryczna jest dość Osobliwa). 
W Spektaklu, już od pierwszych chwil, Temperatura jest Odkręcona na Full, gęsto sypią się Epitety, rozpoczyna się Litania Wypominania sobie nawzajem dosłownie wszystkiego, „do żywego”, „do kości”. W Filmie zaś toczy się to nieco Innym Rytmem, akcja rozkręca się powoli, ich Okrutna Gra nabiera tempa stopniowo. 
Szybko dowiadujemy się, że Martha – mająca się za Wielką Panią, jest po prostu Nieprzyzwoicie Bogatą, paskudnie (w sensie mentalnym) starzejącą się „córeczką tatusia” – Rektora tejże uczelni, na której z kolei jej mąż – George, Wykłada na wydziale historii (nie zaś nim Kieruje, co Martha bez przerwy mu wytyka, zarzucając mężowi to, że zatrzymał się w Samorozwoju, ją tym samym Pociągając za sobą). A kiedy tylko w jakiś czas później, Młodzi Goście (nowy Wykładowca na wydziale biologii i jego żona) zaproszeni w środku nocy po przyjęciu przez Marthę – a bez wiedzy George’a, przestępują próg ich domostwa, wówczas momentalnie zostają Wciągnięci w sam Środek Piekła, które wyprawiają sobie wzajemnie Martha i George. Starsi państwo, Gospodarze, zaczynają wówczas natychmiast swój Sadystyczny, Półprywatny Spektakl w Trzech Aktach*:
– gra „w wykończenie Gospodarzy”
– gra „w wykończenie Gości”
– gra „o dzieciaku”.

Kompletnie Niepojęte wydaje się to, z jakich pobudek Martha i George w ogóle się wiele lat temu pobrali, choć wydawać by się mogło (co w pewnym momencie zaczynają sugerować), że u Obojga zadecydował w różnym stopniu przede wszystkim Niezdrowy Pęd do Zaspokojenia Własnych, Materialno – Ambicjonalnych Celów. Fakt, Martha nie kryje się raczej z tym, że upatrywała w George’u następcy jej „tatusia” (jak jest on Ironicznie nazywany w czasie Spektaklu), lecz tylko dlatego, by dla Podbudowania Własnego Ego chełpić się tym, iż ma męża „na stanowisku”. 
Z kolei George… czy on faktycznie ożenił się z nią, bo z góry założył, że na jej plecach szybko wespnie się na Najwyższy Szczebel Kariery? To nie jest dla mnie jednoznaczne. Należałoby zadać sobie pytanie, dlaczego Tych Dwoje od tylu lat jest razem, choć każde na swój sposób, ale nawzajem mają siebie za Własną Życiową Porażkę – bo PEWNE jest to, że utknęli w Miejscu i Czasie, gdzie ich Życiem rządzi Lodowata Pustka i OBOJE są Przeraźliwie Samotni.
Czy czerpią jakąś Dziką, wręcz Zakrawającą na Podniecenie, Satysfakcję z NISZCZENIA Współpartnera? Marthę i George’a wydaje się ponadto Chorobliwie Nakręcać wywlekanie na wierzch przy ludziach wszystkich swoich „małżeńskich flaków”, co być może decyduje też o tym, że i Młodym „puszczają hamulce” i okazuje się, że ich Małżeństwo oparte było na Kłamstwie, Żądzy Pieniądza, na poczuciu Winy i Obowiązku, a zawarcie tego Związku wydawało się czymś całkowicie naturalnym, bo „przecież znali się od zawsze”. Jak się zaś okazało – należeli do dwóch totalnie Różnych Światów. 
Dlaczego związek Marthy i George’a przetrwał, skoro ich Główną Relacją jest nieustający Festiwal Wzajemnej Odrazy, która Toczy ich jak Zaraza? Może to dlatego, że Niczego Innego od lat nie znają? A zatem, może ta Ciągła, Brutalna Gra Psychologiczna stała się czymś, co ich Napędza, będąc niczym Zastrzyki stale uzupełnianej w żyłach Adrenaliny i zdaje się stanowić dla obojga Jedyny Życiowy Cel, Zapewniając im przy tym swego rodzaju Indywidualne Spełnienie i Poczucie Mocy?
A może jest to Sposób na Wygłuszanie własnych Kompleksów? 
Możliwe, że po trosze to Wszystko. A może coś jeszcze Zupełnie Innego. 
„My nic nie przeżywamy. My uprawiamy taki sport.” (George do Nick’a)
On nie daje rady już wytrzymać ciągłych Upokorzeń z jej strony, samemu jednak nie pozostając jej dłużnym, lecz mam wrażenie, że to, jak on nią Pomiata – jest czynione nie tyle z Ewidentnej Zjadliwości, jaka zaś buzuje w jego żonie, lecz jakby w ochronie Własnej Godności, niejako w Odruchu Obronnym na to, co wyczynia z nim ona. 
Ją z kolei wiecznie Mentalnie Mdli na widok męża, którego uważa za Nieudacznika, nazywa go kpiąco m.in.”małym Dzordżykiem”, bądź „złogiem wydziału historii” (choć są to jedne z łagodniejszych „łatek”, które mu ochoczo przypina, czym budziła we mnie jako w Widzu SKRAJNĄ GROZĘ).
Zarówno w przypadku oryginalnego filmu, jak i adaptacji scenicznej Teatru Polonia – Rola Marthy jest jakby Wprost Skrojona dla Aktorek, które się w nią w każdej z tych produkcji Wcieliły. Obie, m.in. ze swoim Egzaltowanym Sposobem Mówienia i Artystycznie Wyuzdanym Physis Kobiety Epatującej Mało Gustowną Seksualnością – idealnie wpasowały się w Rolę Prowokacyjnej, Zblazowanej Żony, która Łaknie „świeżej krwi”, niczym kania dżdżu. 
*Wracając do Bezlitosnego Spektaklu Podłości, który Martha i George rozgrywają na oczach przybyłych do nich Nick’a i Skarbie (Honey – wg. wersji filmowej), to…
W Grze Pierwszej, Żywą Tarczą staje się przede wszystkim Pan Domu, w Drugiej George konfrontuje Nick’a z jego Hipokryzją i Chorobą Intelektualno – Emocjonalną, która toczy również jego Związek z żoną, zaś w Trzeciej, najbardziej Drastycznej ze wszystkich Grze (która zresztą stanowi także cały Finał Opowieści), pojawia się temat Tajemniczej Postaci Dziecka, które teoretycznie jest, ale jakoby go nie było, Jest to EWIDENTNIE Temat Tabu, którego George poruszać nie pozwala, a które to Tabu Martha na przekór mężowi łamie przy pierwszej nadarzającej się okazji, gdy zdradza Skarbie (Honey), że oto mają oni 21-letniego (w filmie 16-letniego) Syna, który nazajutrz wróci do domu na swoje urodziny. Interpretacja tego Wątku, w programie opracowanym na potrzeby Spektaklu w Teatrze Polonia sugeruje, iż pragnienie i zarazem brak dziecka oraz zakłamana Relacja Bohaterów – są metaforą Ameryki tamtych czasów, z drugiej zaś strony Niespełnionym wówczas Marzeniem o jej Imperialnej Potędze, a Martha i George to Alter Ego (ze względu na swoje imiona) pierwszej Pary Prezydenckiej w USA. Ja jednak w swoim Sposobie Odczuwania tej historii za bardzo NIE CHCĘ podążać w tym właśnie kierunku nacechowanym politycznie, lecz skupiam się po prostu na Ludzkiej Emocjonalności Bohaterów. 
Tak, Martha i George twierdzą, że mają syna. Na samym początku tego wątku pada Sugestia, że George nie jest biologicznym ojcem chłopaka, która potem odwrócona zostaje „do góry dnem”, gdy George zaczyna brnąć z kolei w totalnie przeciwstawne stwierdzenie, że Martha nigdy NIE MOGŁABY BYĆ W CIĄŻY. George też sugeruje zaś najpierw, że syn się wyprowadził, bo matka wykorzystywała go seksualnie. Na koniec z kolei, George mówi Wpadającej w Amok żonie, że ich syn miał śmiertelny wypadek komunikacyjny i że otrzymali telefon w sprawie konieczności identyfikacji zwłok. Lecz w gruncie rzeczy nic nie jest oczywiste. Nie wiadomo, czy ten syn w istocie w ogóle kiedykolwiek istniał, a jeśli tak – to co mu się właściwie przytrafiło, czy może jest to kolejny Wytwór Chorej Wyobraźni Obojga po to, by się Wzajemnie Zagnębić niespełnionymi marzeniami i tym, że w istocie to małżeństwo im się nawet w życiu nie udało.
Naczelną Siłą Napędową interakcji między Czworgiem Bohaterów błyskawicznie staje się Autokreacja i Bezpardonowa, Obopólna Destrukcja. W Spektaklu kluczowa jest Gra Pozorów, Totalna Sekcja Żywych Zwłok – a nic, co widoczne z wierzchu, nie jest w istocie tym, czym się wydaje. W obu małżeństwach KAŻDA z Osób jet na swój sposób Przemocowa:
– Martha, bo nieustannie kpi z George’a i uważa, go za „mniej niż zero”:
„Przysięgam, że gdybyś istniał, to bym się z tobą rozwiodła.” – i traktuje go jak swój Niespełniony Plan na Życie.
– George, nieco też Autoagresywny, pozwalając na to, by Martha kawałek po kawałku odzierała go z Człowieczeństwa, nie pozostaje jednak Obojętny wobec tego, jak ona go obraża i dokładnie wie, jak i gdzie uderzać w nią słowem, by trafić w Czuły Punkt. George jest na swój sposób okrutny nie tylko dla samego siebie, nie tylko wobec Marthy, lecz dla Młodych również.
– Skarbie (Honey), bo męża najpierw zdobyła bazując na jego poczuciu obowiązku wobec niej, gdy była w urojonej ciąży, później zaś gdy sprawa wyszła na jaw, nadal na siłę trzymała go przy sobie tym, jak była „chorowita”, a w istocie po prostu dość mocno Niestabilna Emocjonalnie.
– Nick, który żeruje na pieniądzach ojca swojej żony, który choć próbuje zachować twarz to w końcu pęka i okazuje swojej żonie, że uważa ją za głupszą od siebie, co więcej – w zupełnie nieskrywany sposób daje się na jej oczach jawnie uwodzić znacznie od siebie starszej, w sztok pijanej Marcie. Nick jest strasznym pozerem, wynoszącym siebie ponad innych. A tymczasem i Martha, i ona „śpią” na cudzym majątku: on – swojego teścia, ona – ojca. Oboje z Marthą epatują siebie nawzajem swoimi ciałami zakładając, że cokolwiek można w ten sposób załatwić. George nawet „podpuszcza” Młodego Mężczyznę, złowieszczo sugerując Nick’owi w pewnym momencie, że Martha może zapewnić mu przyspieszenie w Karierze, jeśli ten „prze**ci ją jak burą s*kę”. 
Zarówno zaś w George’u, jak i w Skarbie (Honey) drzemie swego rodzaju Zdolność Manipulacji, pozwalająca współpartnera przy sobie zatrzymać – nawet mimo faktu, iż oba związki są ewidentnie „martwe”. 
Z drugiej strony, wszyscy Bohaterowie mają w sobie mniejszy bądź większy pierwiastek pewnej Kruchości i Wewnętrznej Rozpaczy, która każdego z nich po kolei zaprowadza „pod ścianę” – dlatego „odbijają piłeczkę” i wyżywają się na współmałżonku za własne, nieudane życie. 
Skarbie (Honey) to dość Głupiutka Gąska i jak wcześniej wspomniałam – raczej niestabilna psychicznie, skoro „złapała” mężczyznę na ciążę, której nie było („Najpierw spuchła, a potem sklęsła.” – jak ironicznie nazywa to Nick). Twierdzi, że prawie nie pije, lecz gdy już się napije – to szybko „odjeżdża”. W ogóle Nick o niej mówi, że jest „słabego zdrowia”, jakby jeszcze z początku próbował usprawiedliwiać to, dlaczego kobieta najpierw nie była w stanie powstrzymać wymiotów, a później naga skuliła się w pozycji embrionalnej na podłodze w łazience Gospodarzy i nie chciała stamtąd wyjść, co zaś będzie poprzedzone Dramatycznym Momentem, w którym Nick przestanie się kontrolować i jeszcze w salonie Marthy i George’a wrzaśnie na nią, by się zamknęła. Nie można oprzeć się chwilami wrażeniu, że jest on ze Skarbie (Honey) po trosze z rozsądku, po trosze może też z „wygodnictwa”, bo się przy niej nie musi nazbyt wysilać intelektualnie, a w gruncie rzeczy ma ją za Gorszy Gatunek Człowieka. Zarówno w Filmie, jak i w Spektaklu Teatru Polonia ta Młoda, nie bardzo wiedząca co się wokół niej dzieje Bohaterka – została Genialnie Zagrana przez obie Aktorki. Wyłącznie zaś Niuanse Wizerunkowe zadecydowały o tym, że moja Szala Uznania przechyliła się w kierunku aktualnej Polskiej Odtwórczyni tej Roli, czyli Agnieszki Więdłochy. Możliwe, że to z tego powodu, iż Spora Przepaść dzieli jej Kreację sprzed roku od tego, jak Buduje tą Postać obecnie – mam więc poważną Skalę Porównawczą: jej – z nią 😉 Rok temu już było widać w niej i czuć Bardzo Duży Potencjał i Solidną Pracę wykonaną nad tą właśnie Postacią, lecz po 11.07 b.r. zobaczyłam, doznając niemałego szoku, że WTEDY to p. Agnieszka była jeszcze ZACHOWAWCZA, natomiast TERAZ Buzuje i Wybucha, jak lejąca się strumieniami Lawa Wulkaniczna. Tegoroczna Skarbie całkowicie wypuszcza z rąk Lejce jakichkolwiek Przejawów Powściągliwości, Krew jej się Gotuje w Żyłach, a ona na przemian śmieje się i płacze, popisuje się i krzyczy, w końcu histeryzuje, a wszystkiego tego, podczas JEDNEGO WIECZORU, Dokonuje JEDNA AKTORKA. Śmiem twierdzić, że w tym roku p. Agnieszka stała się Równorzędną Partnerką Sceniczną dla p. Ewy i p. Krzysztofa. 
Największy problem mam z Postacią Nick’a w Teatralnej Adaptacji. Stało się tak już w ubiegłym roku, a ostatnim razem się to tylko POTWIERDZIŁO. Tak, to prawda: Antoni Pawlicki nie należy do Polskich Aktorów, których Ekspresja Artystyczna by jakoś szczególnie mi odpowiadała, choć w Dwóch, z Czterech granych na Deskach Teatru Polonia Rolach (jako Will Ogden w „Matkach i Synach” oraz jako Pan Fedycki w „Ich Czworgu”:https://teatrpolonia.pl/event-data/1647/ich-czworo) – tworzy dwa całkiem przyzwoite Wyjątki od Reguły. Miałam zaś rok temu i teraz takie poczucie, że gdyby Nick’a zabrakło na Scenie, to ja bym tego wcale nie zauważyła, bo ta Postać zdawała mi się po prostu nijaka, ale że może nie do końca ma to coś wspólnego z samym Aktorem. Dopóki po 11.07 nie obejrzałam Filmu. Okazało się wtedy bowiem, że… Teatralny Nick, to przy tym Filmowym – jednak “mały pikuś”, bezbarwny chłopczyna (poza dwoma, dosyć ostrymi scenami w intymnej interakcji z Marthą). Fakt, nie przepadam również ARTYSTYCZNIE za p. Jackiem Poniedziałkiem, jednakże wydawało mi się też, że w sytuacji, w której jako Reżyser stworzył tak Pełnokrwistą Sceniczną Adaptację „Kto się boi…” – to nie pozwoliłby sobie na Obsadzenie w tej Roli (w obliczu Trzech Pozostałych, Wyśmienicie Zagranych) Kogoś, kto będzie od reszty totalnie odstawał i swoją Postać „centralnie spie*****y”. Kiedy zaś w końcu obejrzałam film i zobaczyłam, jak wyeksponowany przez Aktora został tam parszywy charakterek Nick’a, to… i w tym momencie milknę na ten temat i już wam pozostawiam ewentualne domysły, co jednak wg. mnie okazało się być z Teatralnym Nick’iem „nie tak”… 
Wiadomo, że ta Ryzykowna Gra Psychologiczna, którą potem już podejmują WSZYSCY BOHATEROWIE, skończyć się dobrze NIE MOŻE: bo raz – osłona nocy, a dwa – wypity w zatrważających ilościach, przeróżnej maści alkohol, uwalniają Drzemiące jak się okazuje w Całej tej Czwórce bohaterów – Demony i pewne jest, że po tej nocy ani w jednym, ani w drugim małżeństwie nic już nie będzie takie, jak wcześniej (nie od razu wiadomo, co to miałoby oznaczać dla Marthy i George’a, u których gorzej już być nie mogło). A może w końcu, gdy opadną Maski – to skończy się Hipokryzja i przestaną się wszyscy oni nawzajem Krzywdzić tą Opanowaną do Perfekcji, Psychiczną Formą Przemocy. 
Postać George’a jest, w moim odczuciu, Stworzona zupełnie inaczej przez Aktora na potrzeby Teatru – aniżeli zostało to pokazane w Kreacji Filmowej. I choć OBIE te Interpretacje są ŚWIETNE, to MIMO WSZYSTKO Szala mojego Uznania chyli się ponownie ku Aktorowi Polskiemu, czyli ku Krzysztofowi Draczowi. Odkąd rok temu ODKRYŁAM tego Aktora na Deskach Teatru Polonia i Och-Teatru, to Artystycznie Go Uwielbiam, albowiem doświadczam Skrajnie Różnych (i mam ogromną chrapkę na KOLEJNE) jego Wcieleń Scenicznych, które pokazały mi, jak Wysokiej Klasy jest to Artysta i wydaje się jakby, zachowując w każdej swojej Kreacji WIARYGODNOŚĆ I AUTENTYCZNOŚĆ – był w stanie Zagrać Każdego. Bo oto jest w Obłędnej Komedii „Pomoc Domowa” (https://ochteatr.com.pl/event-data/2932/pomoc-domowa) niejakim PRZEZABAWNYM Guciem, który zręcznie lawiruje między żoną, a kochanką, to znów w Spektaklu „Dobry Wojak Szwejk idzie na wojnę” (https://ochteatr.com.pl/…/2851/dobry-wojak-szwejk-idzie-na-…) przeobraża się w Obrazoburczego, Zepsutego do Szpiku Kości księdza – alkoholika, czy w końcu w Jadącym całkowicie Bez Trzymanki Dramacie, o którym dziś piszę – staje się gnębionym psychicznie mężem, nie do końca spełnionym pracownikiem naukowym, narażonym stale na obstrzał czujnej „czerwonookiej” kontroli ojca swojej żony (któremu w jej poczuciu i tak nigdy nie dorówna). 
Summa summarum, zarówno Film, jak i Teatralna Adaptacja „Kto się boi Virginii Woolf?” w Reżyserii Aktora Jacka Poniedziałka – wgniotły mnie z całej siły w ziemię. Wyraziste zaś Postacie, wraz z Nieidącą na Kompromisy Fabułą wywołały u mnie gęsty dreszcz na plecach, grubą warstwę gęsiej skórki i przerażenie, aż w końcu żal, że my – ludzie jesteśmy w stanie robić Coś Takiego innym ludziom, nawet tym pozornie nam najbliższym…

A tak Na Marginesie…
Odkąd w zeszłym roku zaczęłam naprawdę intensywnie uczęszczać do teatrów, to z każdym kolejnym spektaklem, jaki świadomie wybierałam, zdawałam sobie sprawę, że Największą dla mnie Wartość niosą ze sobą te Historie, które najmocniej „skopują mnie po sercu” – a „Kto się boi…” jedną z takich Opowieści właśnie jest. Co więcej, ten spektakl wydaje się być Najbardziej Dramatycznym Tytułem spośród tych, które obecnie wystawiane są w Teatrze Polonia. W ogóle w Teatrze Polonia takich „druzgocących emocjonalnie” Spektakli jest znacznie więcej niż w Och-Teatrze, który wg. mnie „stoi” głównie komediami, w wielu przypadkach BARDZO DOBRYMI KOMEDIAMI, które miałam okazję już tam obejrzeć. To jednak jest zupełnie CO INNEGO. 
Również im częściej chodzę do teatrów, tym mocniej zadziwiają mnie i szokują Reakcje niektórych Widzów podczas konkretnych Spektakli. Bo o ile tam, gdzie grany jest mimo wszystko Dramat, ale zawarty weń Dowcip jest swego rodzaju Integralnym, Sarkastyczno – Ironicznym Elementem Stylistyki całego tekstu, o ogromnym znaczeniu dla przekazu treści – o tyle siarczystość i brutalizacja języka zawarta w Adaptacji „Kto się boi Virginii Woolf?” w Teatrze Polonia…z DOWCIPEM nie ma KOMPLETNIE NIC WSPÓLNEGO, zaś „odzywki” Bohaterów wobec siebie budzić powinny raczej grozę nt. Relacji Międzyludzkich, aniżeli śmiech. 
Dziś zwłaszcza w kontekście mojego Drugiego Wieczoru ze Spektaklem „Kto się boi Virginii Woolf?” chciałabym zauważyć, że nie tylko wtedy, ale i wcześniej niejednokrotnie doświadczyłam tego, że były na Widowni takie Osoby, które w momentach tylko pozornie śmiesznych, gdzie przez Fasadowy Dowcip (który nierzadko jest „przez łzy”) trzeba „przekopać się pod powierzchnię” po pełen Sens i Przekaz danej Historii opowiadanej ze Sceny – które w swoim odbiorze Spektaklu wydawały się „ślizgać” WYŁĄCZNIE „po wierzchu” i brały for granted (jako pewnik), że ten czy inny POZORNY ŻART miał rozśmieszyć – a nie dać do myślenia. 
Szczególnie właśnie uderzyło to we mnie 11 lipca b.r. wieczorem. Bohaterowie klną tam, „jak szewcy” – to jest prawda. Obrzucają się błotem bez opamiętania – też fakt. ALE! TO NIE JEST ŚMIESZNE! To pokazuje jak do imentu zatrute są ich Relacje Międzyludzkie. Tymczasem tamtego wieczoru, w pierwszym rzędzie, tuż obok mnie zebrała się grupa osób, które na każdą inwektywę, jaka przecież miała zniszczyć i podeptać Bohaterów – reagowały tak GROMKIM ŚMIECHEM, że aż mnie to przerażało. BYĆ MOŻE, tak sobie to jeszcze PRÓBUJĘ TŁUMACZYĆ, było to coś na kształt Nerwowego Śmiechu, bo właśnie te Osoby mogły znaleźć w związkach tych Bohaterów jakiś Pierwiastek Własnego Życia z Partnerką/Partnerem. A nie od dziś wiadomo, że gdy się czegoś Boimy, Wstydzimy, bądź Nie Chcemy Się do czegoś przed innymi i przed sobą Przyznać – to wówczas niejednokrotnie to Poczucie Strachu i Zakłopotania przykrywamy, nazwijmy to, Reakcjami Tuszującymi. Tak, to bym była jeszcze w stanie zrozumieć. W innych, potencjalnie możliwych, przypadkach – nie mogłabym chyba tego pojąć, proszę mi wybaczyć. 
Nie mówiąc już o tym (a jednak to wspominam tutaj, bo to trochę w kontekście tego i paru innych Spektakli silniejsze ode mnie…), że NIEJEDNOKROTNIE spotkałam się z tym, iż ludzie NIE ZAWSZE ZDAJĄ SOBIE SPRAWĘ z tego, na jaki rodzaj Spektaklu przyszli, bądź na jaki w ogóle Spektakl i dopiero siadając w „widownianym” fotelu zaczynają czytać Program (zupełnie, jakby dostali bilet/voucher w prezencie i nie sprawdzili, czego dotyczy)…
KURTYNA. THE END.

Spektakl „Kto się boi Virginii Woolf?”, TEATR POLONIA w Warszawie.
Na zdjęciu (https://teatrpolonia.pl/
2471/pl/presskit/13177
):
Ewa Kasprzyk (Martha)
Krzysztof Dracz (George
Spektakl „Kto się boi Virginii Woolf?”, TEATR POLONIA w Warszawie.
Na zdjęciu (https://teatrpolonia.pl/
2471/pl/presskit/13177
):
Ewa Kasprzyk (Martha)
Krzysztof Dracz (George)
Spektakl „Kto się boi Virginii Woolf?”, TEATR POLONIA w Warszawie.
Na zdjęciu (https://teatrpolonia.pl/
2471/pl/presskit/13177
):
Agnieszka Więdłocha (Skarbie)
Antoni Pawlicki (Nick)
Spektakl „Kto się boi Virginii Woolf?”, TEATR POLONIA w Warszawie.
Na zdjęciu (https://teatrpolonia.pl/
2471/pl/presskit/13177
):
Ewa Kasprzyk (Martha)
Krzysztof Dracz (George)
Spektakl „Kto się boi Virginii Woolf?”, TEATR POLONIA w Warszawie.
Na zdjęciu (https://teatrpolonia.pl/
2471/pl/presskit/13177
):
Krzysztof Dracz (George)
Spektakl „Kto się boi Virginii Woolf?”, TEATR POLONIA w Warszawie.
Na zdjęciu (https://teatrpolonia.pl/
2471/pl/presskit/13177
):
Ewa Kasprzyk (Martha)
Antoni Pawlicki (Nick)
Spektakl „Kto się boi Virginii Woolf?”, TEATR POLONIA w Warszawie.
Na zdjęciu (https://teatrpolonia.pl/
2471/pl/presskit/13177
):
Ewa Kasprzyk (Martha)
Krzysztof Dracz (George)
Spektakl „Kto się boi Virginii Woolf?”, TEATR POLONIA w Warszawie.
Na zdjęciu (https://teatrpolonia.pl/
2471/pl/presskit/13177
):
Ewa Kasprzyk (Martha)
Krzysztof Dracz (George)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s