„Stowarzyszenie Umarłych Poetów” w OCH TEATRZE

Dziś Mój Romans ze Sztuką ZAPRASZA BARDZO GORĄCO (również pod adresem: http://www.facebook.com/mojromanszesztuka) na tekst dla mnie szczególny. Tekst, który Długo we mnie Dojrzewał, Długo Powstawał i Długo Oczekiwał na Swój Właściwy Moment. 
Nieprzypadkowo zamieszczam go właśnie teraz – w dniu dzisiejszym przypada bowiem Piąta Rocznica Śmierci Robin’a Williams’a – pierwszego, Wielkiego (Od)twórcy Roli John’a Keating’a. 
Carpe Diem, Robin! [*][*][*][*][*]

Spektakl „Stowarzyszenie Umarłych Poetów”, OCH TEATR w Warszawie, 31 marca 2019 r. 
Wystąpili:
Wojciech Malajkat jako John Keating
Maciej Musiałowski jako Neil Perry (w Obsadzie w Dublurze z Maciejem Musiałem)
Adrian Brząkała jako Todd Anderson
Radomir Rospondek jako Knox Overstreet
Jakub Sasak jako Charlie Dalton
Aleksander Sosiński jako Steven Meeks
Jędrzej Wielecki jako Richard Cameron
Paweł Pabisiak jako Pan Perry, ojciec Neil’a
Mirosław Kropielnicki jako Nolan, dyrektor Akademii Weltona
Weronika Łukaszewska jako Chris

„O kapitanie, mój kapitanie!”
Ta Słynna Fraza, wybrzmiewająca w Słynnym Filmie, ze Słynną Rolą Robin’a Williams’a – całkiem Świeżym Echem dudni mi w głowie i w uszach od ostatniego dnia marca b.r., odkąd wyszłam z Widowni warszawskiego Och Teatru po ichniejszej Adaptacji tej Wielkiej Opowieści. Tym razem pokazana została w Przejmującej Reżyserii Piotra Ratajczaka, z równie Przejmującymi Interpretacjami Aktorskimi, którym Przewodził Wojciech Malajkat – prowadząc za sobą Grupę Piekielnie Zdolnych, Młodych Aktorów (z Towarzyszeniem kilku Osób więcej, w Rolach Najmniejszych, choć Nie Mniej Znaczących). Spektakl zachował Klasę filmu, zaś Wojciech Malajkat, swoją Kreacją Artystyczną rzucił mnie na ziemię. Oddał on Cześć i Chwałę Robin’owi Williams’owi nie dlatego, że tej Postaci po prostu nie zepsuł, bo powiedzieć/napisać tylko tyle, to byłoby z mojej strony Poważne Nadużycie i Istotna Ujma na Talencie Wojciecha Malajkata właśnie. On Tchnął w tą Postać swoją własną Nową Jakość i swój własny Oddech, a sposób, w jaki to zrobił – jest właśnie Hołdem wobec Kreacji Robin’a Williams’a sprzed 30 lat. Gdy oficjalnie ogłoszono, KTO w Spektaklu zagra Najważniejszą Postać, która wg. mnie była Rolą Życia Robin’a Williams’a – to zrobiło mi się od razu Gorąco na Sercu i jeszcze przed Spektaklem miałam Przeczucie graniczące z Pewnością, że BĘDZIE PRZYNAJMNIEJ DOBRZE, choć pokładałam w Aktorze z tak Wysokiej Półki, jak Wojciech Malajkat, dużo większe Nadzieje. Zaś już podczas samego Spektaklu okazało się, że nie tylko mnie Nie Zawiódł, co te moje Oczekiwania Przerósł po wielokroć. W John’ie Keating’u Wojciecha Malajkata, w Jedną Symbiotyczną Całość łączy się Cholernie Błyskotliwe Poczucie Humoru z Dystansem wobec Świata i Ogromną Wrażliwością – wypływającymi tak z Doświadczenia, jak i z Niegasnącej Miłości do Zawodu, który Uprawiał, traktując go jak Misję. Wojciech Malajkat Idealnie w Punkt połączył ze sobą wszystkie te Cechy John’a Keating’a i Wykreował Postać Spójną, Charakterystyczną, Mocną i Pełnokrwistą, która – śmiem twierdzić – może stać się jedną z Najważniejszych Ról również w jego życiu, choć jest już w zawodzie od ponad 30 lat, a na co dzień przewodzi Akademii Teatralnej im. Aleksandra Zelwerowicza w Warszawie. Wyeksponował w tej Postaci i pewien Pierwiastek Spontanu Młodości i Powagę Dojrzałości.Tak, Wojciech Malajkat w Taki Sposób zagrał John’a Keating’a, że NIE WYOBRAŻAM SOBIE już teraz, by mógł to zrobić Ktokolwiek Inny. Zrobił to Po Swojemu, a jednocześnie w Sposób najbardziej Wzruszający z możliwych Uhonorował Filmową Kreację Robin’a Williams’a sprzed 30 lat. 
John Keating, zarówno w Interpretacji Filmowej Robin’a Williams’a, jak i w tej Teatralnej – Wojciecha Malajkata, żył wedle tego, w co Wierzył i co go Pasjonowało, a przy tym Myślał swoimi Własnymi, nienarzuconymi przez nikogo Ścieżkami. Miał umysł otwarty na Świat i na Ludzi, a jednocześnie, choć krzewił zasadę „Carpe Diem!” – to dokładnie wiedział, gdzie należy przystopować „dla dobra sprawy”, nie tracąc przy tym własnego „ja” – by, jak mówił, umieć odróżnić Odwagę od Brawury, które wg. niego nie miały ze sobą nic wspólnego. 
I choć przed podaniem Imienia i Nazwiska Aktora, który się tej Roli w Spektaklu podjął, miałam „kilka typów” – to chcę to już zostawić w tym miejscu za sobą i tej kwestii nie przywoływać. Powiem zaś tylko tyle, że gdyby miał to zagrać Aktor od p. Wojciecha znacznie młodszy – to wówczas musiałby w całej swojej Ekspresji Artystycznej zaprezentować się nader poważnie. I ktoś taki również w mojej głowie się pojawiał przed ujawnieniem Obsady. 
Jestem również wcale NIE MNIEJ Pełna Uznania dla dwudziesto- i trzydziestokilkuletnich Absolwentów Uczelni Aktorskich w całej Polsce, którzy zagrali w tym Spektaklu Nastolatków – Uczniów Akademii Weltona, w Sposób z jednej strony Lekki, Beztroski i Totalnie Bezpretensjonalny, więc Nieskażony Hipokryzją tego świata i dla mnie, jako widza, weszli w te Postacie w całości, oddali się bez reszty ich Radości, Idealizmowi i Spontaniczności, ale też Głęboko Osadzonej w Trzewiach Wrażliwości, Lękom, Kompleksom, Wątpliwościom. Poza Interpretacją Postaci Neil’a przez obecnego wtedy na Scenie Macieja Musiałowskiego (13 października wybieram się na Spektakl po raz drugi i z tego co mi na dzień dzisiejszy wiadomo – ma wówczas zagrać Maciej Musiał), który jest Poza Wszelką Konkurencją i którego to Neil’a traktuję w Całkowicie Odrębnych Kategoriach – Największe Wrażenie zrobili na mnie Jakub Sasak w Roli Charlie’go Dalton’a oraz Aleksander Sosiński jako Steven Meeks, którzy zagrali tych Chłopaków, jako „rozpychających się łokciami” i „butnych” Młodych Ludzi. 
Ta Słynna Fraza z początku mojego tekstu, o Ogromnym Znaczeniu dla Przesłania tej Historii, to swego rodzaju Zawołanie do Autorytetów, których w dzisiejszym świecie dotyka coraz większy Kryzys, krzycząc do nas zewsząd: Bycie REAL jest passe, be more DIGITAL! A John Keating był dla tych Młodych Ludzi w tym sensie Przywódcą, że przede wszystkim ich Słuchał i Zwracał Uwagę na ich Przeżycia i Potrzeby. 
I niestety, choć to Historia o amerykańskiej szkole, to z ciężkim sercem piszę, że tak jak szkoła w różnych przypadkach nie przygotowywała niegdyś Uczniów do Samodzielnego Myślenia, do Dokonywania Świadomych i Własnych Wyborów Życiowych, wedle Osobistych Przekonań, Pasji oraz Marzeń – tak nie robi tego do dzisiaj. Przynajmniej w Polsce i jak pokazuje Historia opowiedziana w Filmie, w Książce i w Spektaklu „Stowarzyszenie Umarłych Poetów” – szkołą amerykańską przed laty mogły rządzić w konkretnych przypadkach Identyczne Mechanizmy odtwórczego wtłaczania Młodym Ludziom do Głów ton formułek, które rozpychają się po synapsach, a w dalszym życiu są w większości w ogóle nieprzydatne. I ja w tym miejscu, w odniesieniu do tych mechanizmów, pozwolę sobie na dygresję nt. pewnych aspektów kondycji polskiego szkolnictwa, które powodują właśnie to, że te Autorytety upadają. 
Szkoła w Polsce do dziś, tak jak amerykańska szkoła opowiedziana przez pryzmat Akademii Weltona w „Stowarzyszeniu…” – kształci, trzeba to sobie powiedzieć, Jednostki całkowicie Niejednostkowo, bo do bycia przeciętnymi, takimi jak inni, do wpisywania się w tłum, do niewychylania się i niemówienia głośno o tym, o czym się myśli, co się czuje i czego się w życiu oraz od życia chce. Szkoła w różnych przypadkach wciąż nie uczy, tak jak nie uczyła w Akademii Weltona – BYCIA SOBĄ. Uczy zaś BYĆ NIJAKIM, bo jak się będziesz wyróżniał – to cię „zjedzą” (na każdym możliwym polu). A do pogłębiającego się Kryzysu Autorytetu Nauczyciela w Polsce i niegdysiejszego Kryzysu Autorytetu Nauczyciela w Innej Części Świata na przykładzie Akademii Weltona, pociągającego za sobą popadanie w Rutynę Zawodową – przyczyniły się według mnie różne Aspekty.
Jako, że znam problem „od wewnątrz”, to zaryzykuję tu stwierdzenie, że w konkretnych przypadkach Kryzys Profesji Nauczyciela, pociągający za sobą Utratę Renomy Zawodu Zaufania Publicznego generuje w dalszej konsekwencji Syndrom Wypalenia Zawodowego wielu Przedstawicieli tej Grupy. 
Kiedyś, choćby w Polsce, Zawód Nauczyciela cieszył się Poszanowaniem, a Bycie Pedagogiem było swego rodzaju Nobilitacją. O tym, jak to się Diametralnie Zmieniło na naszym „krajowym poletku” decyduje już na starcie cały system szkolny, rodzący mniejsze bądź większe frustracje tych Nauczycieli, którzy wykonują swoją Pracę z Pasją i Powołaniem. System szkolny, który co i rusz, na swoją modłę, chcą przemodelowywać kolejni, coraz więcej pozostawiający do życzenia i przynoszeni „w teczkach” rządzących partii – Ministrowie Edukacji Narodowej. A to zupełnie nie na tym polega, by po trochu „skubać tu i tam” włącznie po to, by być jak ten „Jasio”, który „na złość babci odmrozi sobie uszy” – czyniąc na przekór poprzednikom, nierzadko prześcigając się przy tym w nieudolności. Tu trzeba rozp*****czyć cały system w drobny mak – aż do fundamentów i zbudować go od nowa: by chodzenie do pracy w szkole nie polegało przede wszystkim na galopowaniu za przeładowaną Podstawą Programową (jak mobilna meta na Wings For Life niemalże – tyle, że tam się to dzieje w Szczytnym Celu); by chodzenie do szkoły przez Młodych Ludzi (jak w Akademii Weltona również) nie polegało na faszerowaniu własnego, Dojrzewającego Umysłu (który NAPRAWDĘ POTRAFI Samodzielnie Wyciągać Wnioski!) jak tucznika pokarmem teorii, z którego ¾ będzie potem przez nich kompletnie w dorosłym życiu niewykorzystane. Bo to „nie matura, lecz chęć szczera…” itd., itp. … Bo cyferki w dzienniku w dużej mierze nie świadczą o faktycznie posiadanej przez Uczniów wiedzy – o umiejętnościach już nie wspominając, bo są to dwie zupełnie różne sprawy, których mylić nie należy. 
Drugi Powód? Kombinacja: dom rodzinny, a więc rodzice + system wychowawczy. I to zarówno w Polsce, realnie i współcześnie, jak też w amerykańskiej, filmowo – teatralnej Akademii Weltona. Tyle, że w Totalnie Przeciwstawnych Kontekstach. 
Primo: system szkolny akurat w naszym kraju deformowany jest coraz częściej przez to, że wielu rodziców traktuje szkołę jako Instytucję o Bezbrzeżnym Spektrum Działania, która ma zarówno nauczyć, jak i wychować oraz spełniać funkcje opiekuńcze, ale też zaszczepić w Młodych Ludziach kulturę osobistą, wykształcić w nich nawyki samoobsługowe, czy w końcu „wytrzeć nosy i pupy”. Zaś w domach mówi się o nauczycielach BARDZO RÓŻNIE, a dzieci te coraz bardziej niestworzone rzeczy chłoną jak gąbka i bądź je powtarzają, bądź odzwierciedlają je w swoim własnym stosunku do pedagogów. Lecz ja stoję na stanowisku, iż to nie uczniów należałoby z tego rozliczyć – bo komu mają oni w pierwszej kolejności wierzyć, jeśli nie rodzicom właśnie?! 
Secundo: w filmowo – teatralnej Akademii Weltona popadano z kolei w drugą skrajność. Tam pojęcie „szacunku” zakrawało wręcz na narzuconą i wymuszoną czołobitność, wraz z całkowitym podporządkowaniem – bo jak nie, „to po łapach”. Tam autorytet wtłaczany był Młodym Chłopakom do głów poprzez jedynie istniejący system zakazów i nakazów, a naczelne zasady szkoły, czyli: tradycja, honor, dyscyplina i doskonałość nie miały nic wspólnego ze skłaniającym do jakiejkolwiek refleksji uczeniem się świata. Posłuch był niezbędną koniecznością, która nauczycielom „się po prostu należała” (nie mogłam się powstrzymać, wybaczcie 😉 ), a oparta była, nie bójmy się tego powiedzieć – na psychicznym terrorze. A to zupełnie nie w tym rzecz, by Poszanowanie Autorytetu zasadzało się na bezrefleksyjnym i ślepym podążaniu za kimkolwiek. Poszanowanie Autorytetu to wg. mnie czerpanie z czyjegoś doświadczenia tego, co w życiu wartościowe i Branie Garściami zeń tego, co potem może takiego wchodzącego w Dorosłe Życie człowieka poprowadzić przez ten świat. Być Autorytetem to wg. mnie nauczyć Młodego Człowieka m.in. umiejętności słuchania i wyciągania wniosków choćby z tego, co nam się przydarza. Ja miałam taki Prawdziwy Pedagogiczny Autorytet, gdy uczęszczałam do szkoły podstawowej, potem dopiero na studiach, a kolejnego (właściwie KOLEJNYCH) doświadczyłam w drugiej (i aktualnej zarazem) pracy zawodowej. 
Fakt, John Keating był Ucieleśnieniem najlepiej pojętych Cnót Pedagoga z Krwi i Kości, lecz jego zamierzeniem nie była w moim odczuciu ani Walka z Systemem, ani TYM BARDZIEJ Zabieganie o ten Autorytet. On w swojej pracy opierał się na Człowieczeństwie, na Życiowej Prawdzie i na Własnych Doświadczeniach – nie zaś na oklepanych, oderwanych od rzeczywistości tonach teoretycznej wiedzy, która narzucała przede wszystkim umysłową odtwórczość. John Keating również był absolwentem Akademii Weltona (którą w Filmie i w Spektaklu, już po latach, parafrazował wraz z Uczniami na „Hellton” od angielskiego słowa „hell” – „piekło”). Po latach tam wrócił, już w roli Nauczyciela – lecz nie uległ presji zdobycia pozycji zawodowej za wszelką cenę i nie udawał Kogoś, Kim Nie Jest, a pozostał Wierny swoim Ideałom. Po powrocie w mury szkoły, ucząc Młodych Chłopaków języka angielskiego – on łamał narzucone przez ówczesny system schematy, wpajając Uczniom przede wszystkim to, czego szkoła wówczas nie uczyła i czego w różnych przypadkach nie uczy do dziś: 
jak kształtować własną osobowość
jak nie być kopią kogoś innego
jak samodzielnie myśleć
jak rozwijać własne zainteresowania. 
Sam Spektakl ma w sobie Szeroką Przestrzeń – nie tylko Emocjonalną, ale również tą Techniczną, z uwagi na Charakter Scenografii. Ogromna Scena w Och Teatrze została bowiem zagospodarowana w całości, po ostatni jej centymetr, od jednego krańca do drugiego. Na tej jednej, wielkiej scenie była i sala szkolna, i podwórko wokół Akademii, pokój John’a Keating’a w internacie i gabinet ojca Neil’a oraz teatr, w którym zagrał Neil. Jednocześnie, Elementy Scenograficzne były niezwykle Surowe w swojej Formie i było ich zaledwie kilka, a zostały wykorzystane na różne sposoby: 
Tablica szkolna była jednocześnie chodnikiem na dziedzińcu szkoły. 
Ławki szkolne, przestawiane w Ruchu przez Aktorów (co bardzo zręcznie, z wykorzystaniem muzyki wpisane było w Akcję Spektaklu) stawały się również m.in. grotą, w której Chłopcy spotykali się na wskrzeszone przez nich zebrania Stowarzyszenia Umarłych Poetów. 
Zestawione z desek fragmenty umeblowania pokoju John’a Keating’a, na potrzeby jednej ze scen przeistoczyły się w Widownię teatru, w którym Neil miał swój Tragiczny w Skutkach Występ. 
Jedno i to samo biurko było raz stanowiskiem nauczycieli w klasie, a raz elementem wyposażenia gabinetu Pana Perry. 
Akcja Spektaklu została poprowadzona z Silną Ekspresją skoncentrowaną wokół Dynamicznego Ruchu Scenicznego, z wykorzystaniem „przerywników właściwej akcji”, w których dużą rolę odgrywała nowoczesna muzyka, które wypełnione były ruchem aktorów, imitującym schematycznie wykonywane każdego dnia czynności uczniów, związane m.in. z wielogodzinnym zakuwaniem „materiału do przerobienia”. Muszę przyznać, że te właśnie „przerywniki” na początku odebrałam trochę jak „dłużyzny”, jednak wiem, czemu miały służyć – symbolicznie obrazowały one to, w co uczniowie każdego dnia byli na siłę wciskani. Sądzę, że miało to również dodać tej Inscenizacji pewnej nowoczesności pomimo, iż cała historia była bardzo wyraźnie osadzona w charakterze Filmowej Adaptacji sprzed 30 lat. A końcowa, Ściskająca za Serce i Kultowa Scena zachowała w pełni swój Wydźwięk i Formę, wykorzystano w niej nawet tą samą ścieżkę dźwiękową, która została użyta weń w filmie:

A gdy Aktorzy wybiegli ponownie na Scenę, lecz już do Ukłonu, zaś Widownia huknęła Rzęsistymi Brawami, to był to dla mnie tego wieczoru Dźwięk, który odebrał mi na chwilę oddech. Podnosząc wtedy ręce coraz wyżej i klaszcząc coraz głośniej pragnęłam, by Ta Chwila Trwała, abyśmy my – widzowie zatrzymali Artystów na Scenie jak najdłużej. 
Nie mogę być tego oczywiście pewna, bo nie siedzę w głowach tych wszystkich Ludzi, którzy przy Spektaklu pracowali, lecz przeczuwam, że mogła ciążyć na nich spora Wewnętrzna Presja, której jednakże pewnie byli w pełni świadomi, gdy zapadła decyzja, by na Deski Teatralne przenieść tak Kultowy Tytuł – właśnie z nimi w Obsadzie. Lecz nawet jeśli tak się właśnie czuli, to zdali później ten sprawdzian tak – posługując się nomenklaturą szkolną, że w moim odczuciu nie starcza dlań skali cyfrowych ocen, które zresztą i tak są puste, i niewiele znaczące.









Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s