„Matki i Synowie” – Wieczór Piąty i Szósty

„Matki i Synowie”: Wieczór Piąty i Szósty. 16.08–17.08.2019 r., TEATR POLONIA​.
Wystąpili: Krystyna Janda (jako Katharine Gerard), Paweł Ciołkosz (jako Michael Porter), Antoni Pawlicki (jako Will Ogden) i Adaś Tomaszewski (jako Nik Ogden – Porter).

Katharine: „Nie mogę na was patrzeć (…) To jest obrzydliwe, nie rozumiecie tego?!”

Michael: „Chodzi o seks, tak?! O dwóch mężczyzn, razem, pie*****ych się, całujących, kochających, tak, o to chodzi?! O to, co wszyscy robią i nigdy nie przestaną?!”

https://cozatydzien.tvn.pl/wideo,1227,v/matki-i-synowie-krystyny-jandy-w-teatrze-polonia,1528367.html

Wydawać by się mogło, że powiedziałam i napisałam o tym Spektaklu już wszystko, co tylko można, że już nic więcej nie ma i nie będzie do dodania. Bo ileż można o tym samym, prawda?! Uwierzycie mi lub nie, pokiwacie nade mną z politowaniem głowami – bądź nie, ale przez pryzmat moich własnych przeżyć po raz kolejny mówię/piszę z całą stanowczością, że można. BARDZO można. 
Choć to pewnie Zabrzmi nader Ostro, pewnie nawet Butnie w Publicznym Miejscu Sieciowym, które może czytać Każdy, kto chce – to jeszcze coś wam powiem/napiszę: nieszczególnie dbam o to (by nie powiedzieć, że wcale), czy ktoś ROZUMIE moje Powroty na ten Spektakl, czy NIE ROZUMIE. Nie dbam też o to, czy ktoś może mnie uznać z tego powodu za śmieszną, czy może nawet żenująco głupią. Tak, to prawda – żyjemy w Kraju, gdzie Wolność Słowa broniona jest niczym Niepodległość. Ale! Niestety, nader często jest ona mylona z wylewaniem wiadra słownych pomyj na cudze głowy, bez zastanowienia, nierzadko „jak leci”, byleby tylko”zaistnieć”. Tak, to Publiczne Miejsce Sieciowe – wejść tu może Każdy. A ja mogę jedynie Poprosić (bo nie chciałam i nie chcę korzystać z „przywilejów administratora strony”, wśród których jest m.in. „blokowanie użytkownika”), na tyle uprzejmie – na ile jestem w stanie, żeby Odwiedzający moje Strony nie mylili względnej Anonimowości „w internetach” z Brakiem Odpowiedzialności za własne słowa. Raz przeczytałam o sobie, że mam chyba z powodu tego Spektaklu coś w rodzaju „psychozy natręctw”, co nota bene nie jest prawdą również ze względów, nazwijmy to, czysto formalnych – gdyż o tej chorobie mówi się potocznie, że jest „nerwicą natręctw”, a gdyby ktoś chciał być do bólu dokładny, to jej w pełni prawidłowa nazwa brzmi: „zaburzenia obsesyjno – kompulsywne”. A ja nie czuję, bym miała Obsesję w JAKIMKOLWIEK Aspekcie tego Spektaklu, a Natręctwem nie nazwałabym tego tym bardziej, bo zwykle, gdy Grany jest Set kilku Inscenizacji pod rząd, to jestem na jednej z nich. Dopiero teraz przydarzyła mi się „podwójna dawka”, ale to tylko dlatego, że mam końcówkę urlopu i mogłam sobie wyjątkowo pozwolić na taką „ekstrawagancję”. 
Wspominam o tym właśnie dlatego, że to, co działo się w komentarzach pod moim pierwszym tekstem nt. „Matek i Synów” (ten jest trzeci, a „licho nie śpi…”) – przekraczało wszelkie granice Współżycia Społecznego, Wyczucia i Kultury Języka. Miałam nawet taki moment, po niespełna miesiącu „z haczykiem” od Złożenia tej strony w Wasze Ręce, że rzucić chciałam to wszystko w cho***ę i zaczęłam się zastanawiać, PO CO MI TO BYŁO. Dziś już DOKŁADNIE WIEM Po Co. Dziś no je ne regrette rien, a Wszystko, co Dzieje Się w moim życiu w ostatnich kilku miesiącach – jest Efektem tego, iż zacisnęłam zęby i powalczyłam jak lwica o młode, by stało się to Miejsce Spotkań osób lubiących/kochających Sztukę w różnych jej Odmianach, między którymi toczy się Wymiana Myśli pełna Ludzkiej Życzliwości. Od tamtej pory minęły ponad trzy miesiące i (odpukać!) póki co zapanowała tu Harmonia Dyskusji i Wymiany Poglądów, a ja mam nadzieję, że tak już zostanie i będzie nam tutaj – w tym Całkiem Niemałym Gronie, po prostu ze sobą Po Ludzku Dobrze.
Nie sposób objaśnić Emocje – Rozumem, a ja nawet tego nie chcę i nie zamierzam próbować. Tłumaczyć się z tego co czuję i w jaki sposób to czuję nt. Tego Spektaklu – nie będę. Ja mogę CO NAJWYŻEJ Podzielić Się tym z wami i raz na jakiś czas, albo częściej – doświadczyć czyichś słów, dających mi do zrozumienia, że dla tej czy innej osoby Ważne jest to, co piszę, a może nawet w jakiejś mierze te emocje Podziela. Jeśli nie – to wcale nie musi tak być. Jest w tym miejscu tak wiele spisanych Refleksji i Wrażeń nt. Spektakli, Filmów, Koncertów, etc. (a będzie wciąż więcej), że wierzę, iż (prawie) Każdy, komu cierpnie skóra na widok nagłówka na mojej stronie: „Matki i Synowie” – TEATR POLONIA, który Powraca tu Co Jakiś Czas – byłby w stanie znaleźć tu również coś dla siebie. Sensu prowadzenia strony nie obliczam według „zasięgów”, nie oczekuję uznania. A inaczej niż Szczerze i Wprost nie potrafię, ani nie chcę. Zresztą, od początku założeniem tego miejsca pojawiających się tu tekstów było to, że będę kierowała się w dużej mierze swoimi Osobistymi Odniesieniami, które nie raz i nie dwa były, są i na pewno będą jeszcze Bardzo Bezkompromisowe. Mam ponad 30 lat i jestem „za stara” na taką naiwność, że zbierając przemyślenia, porozrzucane w głowie tu i ówdzie, i wystukując je później na klawiaturze rzędami liter, które składają się w sylaby, sylaby w wyrazy, a wyrazy w zdania – jestem w stanie zadowolić wszystkich. 
Ja już poprzednio napisałam, dlaczego ten Spektakl jest dla mnie tak Ważny i dlaczego wraz ze Wzruszeniem, spływa ze mnie podczas niego również mnóstwo Złości na naszą wciąż aktualną rzeczywistość: bo NIE GODZĘ SIĘ na dzielenie ludzi na „lepszych” i „gorszych”, na „ważnych” i „ważniejszych”, na bardziej i mniej „zasłużonych” i dla społeczeństwa „bardziej użytecznych” – TYLKO DLATEGO, bo komuś innemu nie podoba się to, że Dany Człowiek ma tzw. „odrębne życie” od tzw. „większości”, która jest niczym więcej, jak zwykłą „umową społeczną”. Bo gdzie nie spojrzeć – tam Każdy z nas jest Inny. I jeśli w swoim życiu nie robimy nikomu krzywdy – to z daleka innym od tego, Kogo Pragniemy i Czego nam Potrzeba! Bo prawie nigdy nie wiemy tak do końca (a jeśli nie znamy Drugiego Człowieka – to wcale nie mamy o tym pojęcia), czym jej/jego Droga do Szczęścia wcześniej była Okupiona. Bohaterowie tego Spektaklu, z powodu właśnie tego, KIM BYLI – Przejść musieli Niejedno, a i tak nie udało im się Pokonać wszystkich swoich Demonów. A Tacy Ludzie to nie „fikcja artystyczna”, wokół nas jest ich mnóstwo i nigdy nie wiemy, czy człowiek, którego spotykamy codziennie w pracy, w sklepie, na ulicy, etc. – nie „podpada” pod tak ochoczo głoszoną i haniebnie odmienianą przez wszystkie przypadki „tęczową zarazę”.

Michael do Katharine: „Andre po prostu nie miał szczęścia. Nasz przyjaciel, którego zdiagnozowano dwa lata po śmierci Andre, dziś jeździ na nartach w Park City.(…) Dzisiaj Andre by żył. Pewnie nie mielibyśmy syna, ale za to na półce stałaby Nagroda Tony’ego, bo on był naprawdę dobry. Tego też pani nie wiedziała. Obchodzilibyśmy 21 rocznicę i robilibyśmy wszystko, żeby godnie razem się zestarzeć.”

W obydwa wieczory, zarówno 16-go jak i 17-go sierpnia b.r., przed Spektaklami i w trakcie ich trwania, coś Pulsowało w Powietrzu jakieś Totalnie Ostre Napięcie. Może to dlatego, że Spektaklu po raz kolejny nie było na Afiszu przez niespełna trzy miesiące. Może to było coś jeszcze innego, nie potrafię powiedzieć. Wiem natomiast, że zarówno w piątkowy, jak i w sobotni wieczór coś „czaiło się za rogiem”. A dziś, gdy już ochłonęłam, to wiem też, że to jak skończył się dla mnie sobotni wieczór – tak skończyć się musiał, żeby to wszystko, Dosłownie i w Przenośni, ze mnie Spłynęło (choć zdecydowanie nie jak „woda po kaczce”).
Rok temu, swój pierwszy tekst o tym Spektaklu (który potem połączyłam z dwoma kolejnymi i który znaleźć możecie m.in. TU:https://mojromanszesztuka.com/2019/05/04/matki-i-synowie/) zaczęłam od słów, że Tamtego Wieczoru PO RAZ PIERWSZY w swoim 33-letnim wówczas życiu – PŁAKAŁAM W TEATRZE. Teraz mija rok + kilka dni od Tamtego Wieczoru właśnie i dziś powiem, że… 17 sierpnia 2019 r., mając już lat 34, na TYM SAMYM SPEKTAKLU, spłakałam się tak i tak mnie „ścięło”, jak ZA PIERWSZYM RAZEM, o ile nawet nie bardziej – choć tego ni zważyć, ni zmierzyć się przecież nie da… Wiem jedynie, że kiedy zbliżały się takie Momenty w Spektaklu, przy których Czułam, że nieuchronnie docieram do jakiejś uchwytnej jedynie odczuwaniem Granicy, od której przestaję być Spokojna (bo to tak „przychodzi” i „odchodzi”, jak „wezbrana fala”), to właśnie sobotniego wieczoru kompletnie przestałam się pilnować. Zapominałam, że tuż obok mnie, w Niebezpiecznie Bliskiej Odległości, siedzą dwie inne osoby – choć raz czy dwa miałam jednak wrażenie, majaczące gdzieś pod skórą, że na chwilę bądź dwie spoczął na mnie wzrok jednej z tych osób, która BYĆ MOŻE wcześniej z żadną taką Reakcją w Teatrze się nie spotkała. A ja zwyczajnie czułam, że muszę Pozwolić się Temu ze mnie Wydostać…

Michael do Katharine: „Andre musiał przejść przez piekło, żeby utrzymać się przy życiu. Nie chce pani… nie chce pani tego wiedzieć. Lekarze szukali lekarstwa, ale nie interesowało ich jakim kosztem. To nie było fair.”

Nie. Bycie tam, w Niewidzialnej Interakcji, z Perspektywy Sceno – Widowni, między widzem a Aktorami, to nie jest mój Sadystyczny wręcz Masochizm. Ja tego co pewien czas BARDZO POTRZEBUJĘ. Mam bowiem w takich momentach Nieodparte Wrażenie, że całkowicie się wówczas wyłączając – JESTEM w KONTAKCIE z SAMĄ SOBĄ i z Tym, co gdzieś głęboko Dzieje się Wewnątrz mnie, bardziej niż w jakiejkolwiek innej chwili. Jasne, byłam już na całej Masie innych Spektakli, które poruszały mnie bardziej, bądź mniej, na które wracałam – raz, drugi trzeci i każde z Tych Przeżyć traktuję aż nadto Indywidualnie. Lecz z „Matkami i Synami” jest wciąż i nieodmiennie – jeszcze Inaczej. Mam wrażenie, że ta Siła, która weń Tkwi i Odradza się wciąż Od Nowa, za każdym razem w trochę innej Formie, gdy Spektakl wraca na Afisz nawet po kilku miesiącach przerwy – to Siła, która Wybrzmiewa gdzieś z Samego Dna Człowieczeństwa, po prostu. Od początku powtarzam, że Ładunek Energii i Zaangażowania, wkładany przez Aktorów w to Przedstawienie, a zawierający się właśnie w Skrajnych Emocjach – jest weń tak Potężny, iż Noszę to w Sobie zupełnie Inaczej, niż po Każdym Innym Spektaklu.
Wówczas, gdy rok temu po raz pierwszy pojechałam Doświadczyć tego Spektaklu, to wychodząc stamtąd już Wiedziałam, że na pewno będę nań Wracać. Wtedy niemal natychmiast po opuszczeniu Sali – wyszłam na zewnątrz, by zaczerpnąć świeżego powietrza, a po wejściu do auta, przez całą drogę nie odezwałam się ani jednym słowem do człowieka, który mnie wówczas odwoził do domu. A w ostatnią sobotę… w ostatnią sobotę po wyjściu z Sali poczułam się z kolei tak, jakby ktoś przygwoździł mi do ziemi koła wózka, na którym się poruszam – nie pozwalając mi się przemieścić, żebym opuściła Teatr. Odwróciłam się tylko tyłem, by nikt na mnie nie patrzył i stałam tam, plecami do wszystkich podczas, gdy z Sali wytaczał się Tłum ludzi i pomyślałam, że gdyby nie Trzy Osoby, które ze mną przyszły na Spektakl i mnie po nim stamtąd zgarnęły, to nie wiem, jak bym wyszła. Abstrahując zaś od tego, to… z tych Sześciu Wieczorów, podczas Czterech byłam tam z Kimś, zaś Dwa spędziłam sama. Nie chciałabym nikogo urazić, bo sama Te Osoby namówiłam, by ze mną pojechały, lecz mimo wszystko, Drzemie we mnie taka Potrzeba, by BYĆ tam częściej samą… Z drugiej strony, na pewno jeszcze nie jeden raz NIE WYBIORĘ SIĘ W POJEDYNKĘ, bo jest nadal przynajmniej Jedna Osoba, która Następnym Razem chce pójść ze mną i z pewnością ją na to zabiorę. Tak, ja naprawdę jestem Wdzięczna i Dziękuję za wszystkie te Momenty, gdy mogłam Dzielić z kimś te Przeżycia, lecz nie zrozumcie mnie proszę źle, gdy akurat napiszę, że będzie Spektakl, ale że proszę, iż tym czy innym razem chcę zostać z tym sama. Tak po prostu czasem jest…

Michael do Katharine: „Ja go nie zabiłem! Również nie przeze mnie stał się gejem! (…) To nie był wybór! (…) Również NIE JA go zaraziłem!

Pisałam już we wcześniejszych tekstach o tym, że Siła tego Spektaklu, poza Potężnym Ładunkiem Emocjonalnym właśnie, niosącym Ból, Nienawiść, Odrazę, Samotność, Poczucie Przegranej, ale i MIŁOŚĆ, tkwi w NATURALNOŚCI Aktorów, w tym, że zdają się Grać – nie Grając. Przyznam szczerze, że to Przekonanie, po ostatnich dwóch wieczorach, Umocniło Się we mnie jeszcze bardziej. Masę bowiem w konkretnie tych Dwóch Inscenizacjach było Momentów, w których mogła zatrzeć się widzowi Granica między tym, co było Emocją wyłącznie Postaci, a co Aktorów. Fakt, wiadomym jest, że Aktorzy to Ludzie a nie Maszyny, a Aktorstwo to Sztuka nie Rzemiosło, więc niemożliwym jest, by budując Postać – całkowicie odżegnywali się od własnych Uczuć. Lecz gdy patrzyłam przez ostatnie dwa wieczory na Troje Dorosłych Aktorów na tej Scenie, to taka Myśl przemykała mi przez głowę, gdy widać było, jakby balansowali „na granicy wybuchu” – na ile to Działo się jeszcze „w Postaci”, a na ile już w nich, na ile jeszcze byli „w Roli”, a na ile już w nich coś się tak zwyczajnie Po Ludzku „sypało”. Fakt, zdarzyło się tak już wcześniej, że wraz z jednym z Aktorów płakałam, bo mnie tak w Przeżycia swojej Postaci „pociągnął za sobą”, lecz przez ostatnie dwa wieczory miałam wrażenie, że było przynajmniej kilka takich Momentów, w których ta Granica między Postacią, a Realnym, stojącym tam na scenie Człowiekiem – była Bardzo Płynna. Oczywiście pewna być tego nie mogę, bo w Cudzych Umysłach i Duszach się nie „siedzi”, ja mogę jedynie odpowiadać za Odczucia, które odbieram z zewnątrz, jako widz. I w sobotę szczególnie tak to właśnie czułam. Zaryzykuję stwierdzenie (lecz nie będzie to wcale w negatywnym kontekście, bo Emocje są Rzeczą Ludzką), że jeden z Aktorów prawie „pękł”, gdy w trakcie jednego ze swoich Mocnych Monologów, na parę/paręnaście sekund wyszedł kawałek za scenę, do boku scenografii, jakby chciał odetchnąć, „spuścić powietrze”, bo dosłownie po chwili wrócił do Centrum Sceny. Fakt, te „boki” są również przez nich zagospodarowane w trakcie akcji jako „wyjście” z „mieszkania” z jednej strony i „przejście” do innego „pomieszczenia” w tym „mieszkaniu” z drugiej, ale w Tamtym Konkretnym Momencie, właśnie dlatego, że trwało to tylko chwilę – odniosłam Dość Silne Wrażenie, że to nie służyło akcji, a było właśnie Głębokim Oddechem od Sięgających Zenitu Emocji. Jeśli źle oceniłam sytuację, bo w końcu to tylko Subiektywny Odbiór – to bardzo przepraszam Osobę, której moje słowa dotyczą. Może na Zbyt Wiele pozwoliłam sobie w tym momencie…
Mocą tego Spektaklu są również Detale (tak wcześniej, jak i teraz): w Ruchu, w Geście, w Spojrzeniu, w Uśmiechu, w Grymasie Bólu. Aktorzy tym razem również częściej niż wcześniej, przedłużali Momenty Pauz wypełnionych Ciszą (choć również nie wiem, czy było to zamierzone, czy tak się „po prostu stało”…), które dawały Przestrzeń właśnie na tą Bezsłowną Interakcję między ich Bohaterami. Mocą tego Spektaklu jest też… IMPROWIZACJA, która jest właśnie Świadectwem tego, czemu ten Spektakl za każdym razem Odczuwam Inaczej. Nie chciałabym zostać w tym momencie źle zrozumiana, bo nie mam tu na myśli „improwizacji” pojętej jako totalnie „wolna amerykanka”, która rozwalałaby Spektakl w drobny mak. To są zbyt Doświadczeni Aktorzy, by na coś takiego sobie pozwolić. Przez „improwizację” w tym Spektaklu rozumiem stale odczuwalną Pracę nad Tekstem, bieżące modyfikowanie Kwestii, dodawanie fragmentów, których wcześniej nie wypowiedzieli, choć pewnie były w Scenariuszu, bądź rezygnacja z innych, wcześniej używanych. A wszystko to ma służyć właśnie temu, by Spektakl ewoluował i by za każdym razem Inne Szczegóły wysuwały się na Pierwszy Plan. Ciekawi mnie, gdy ich słucham, na ile to, co zmienia się na Scenie jest efektem Prób przed każdym Spektaklem (o ile Próby są dokładnie przed każdym Spektaklem danego Set’u, ale pewnie tak…) i pewnych „uzgodnień”, że „dzisiaj pójdziemy w taką i w taką stronę”, że „spróbujemy zagrać tak i tak”, a na ile jest to po prostu fakt, że oni z tym tekstem Płyną i się mu w jakimś sensie Poddają „na bieżąco”. Znów mogę być w błędzie bo jestem wyłącznie widzem, który tylko czuje, a nie wie tego, jak jest – ale ja za każdym razem, a w piątek i w sobotę szczególnie czułam to tak, że te wszystkie Niuanse dzieją się „tu i teraz”, że „w dłoniach” mając „szkielet scenariusza” Operują nim już tak, jak Czują to w Dany Wieczór. Chociażby w sobotnim Spektaklu, spośród wszystkich spędzonych z nim dotąd wieczorów, po raz pierwszy usłyszałam, jak Michael mówi, że na pożegnaniu po pogrzebie swojego zmarłego na AIDS Partnera – Syna Katharine, czytał fragment z Aktu IV „Cymbelina” Williama Shakespeare’a („Nie bój się więcej skwaru słońca, ni srogiej zimy śnieżnych burz…”) – pomimo, że ten Autor przewija się przez część Spektaklu ze względu na to, iż zmarły, lecz obecny Duszą na scenie Andre był Aktorem i grał w shakespeare’owskich Spektaklach. Ten fragment z „Cymbelina” jest również załączony do wydanego w 2016 r. Programu do Spektaklu, lecz nigdy nie wybrzmiał on na scenie, a właśnie w sobotę można było usłyszeć pierwszy z tego fragmentu wybrany wers…
Pani Krystyna Janda swoim Męskim Partnerom na Scenie daje w tym Spektaklu niezłą „szkołę scenicznego życia” – i ponownie proszę nie odbierać tego, jako stwierdzenia nacechowanego negatywnie. To jest jedynie Wstępna Myśl do tego, co w istocie chcę powiedzieć. Myślę, że ona doskonale wie, iż pracuje z Aktorami, którzy nie dadzą się „zapędzić w kozi róg” i to też świadczy nie tyle o ich Technice i Kunszcie Aktorskim, co dla mnie o tym, że stojąc na Scenie cały czas uważnie Słuchają Siebie Nawzajem, cały czas Dialogują i pozostają w Interakcji – czy to tej wypowiedzianej na głos, czy w reagowaniu na Zachowania Niewysłowione, zawarte właśnie w Dyskrecji Spojrzeń, w Czułości Gestów, w Szepcie ledwie zauważalnego Ruchu, które w tym Spektaklu BARDZO WIELE ZNACZĄ… Wielokrotnie właśnie w te dwa wieczory, szczególnie podziwiałam czujność między Aktorami tam, gdzie Postać p. Krystyny zachowywała się zupełnie inaczej niż wcześniej, gdy używała innych słów, zamieniała miejscami swoje Emocjonalne Monologi, zaczynała zdanie i go nie kończyła, potem zaś do niego wracała. A Panowie na bieżąco na to Reagowali, właśnie w tej swojej Czujności, by Opowiadana Historia wciąż była Spójna i Płynęła ze swoim Silnym Prądem. Wówczas również oni zmieniali wypowiedzi swoich Bohaterów, zręcznie i jak najbardziej W KONTEKŚCIE łącząc Kwestie wcześniej ze sobą niepowiązane, przerywając, gdy p. Krystyna zrobiła coś niespodziewanego, co wywoływało „do tablicy” nieco inny moment w Spektaklu niż ten, który w podobnym miejscu był wcześniej. A potem Zataczali Koło swojej Gry i powracali do tego, co dla Istoty Spektaklu było równie ważne i Nie Mogło Tego Zabraknąć. I choć pewnie widz i Aktor odczuwają to inaczej – ja nie odbierałam tego akurat w te Dwa Wieczory, jako pomyłek, które rażą, lecz jako Profesjonalne, ale też nie tracące nic z Emocjonalności, panowanie nad i tak już na starcie Trudnym w Przeżyciach tekstem. Chylę Czoła i Kłaniam się Nisko nad Nimi Trojgiem, którzy ani przez sekundę nie gubili moim zdaniem nic ze swoich Postaci, nawet jeśli Ktokolwiek z tej Drugiej Strony zachował się w sposób zupełnie inny, aniżeli wcześniej. To dla mnie też świadczy o tym, że oni wszyscy razem i każdy z tych Trojga osobno – nie osiadają w tym Spektaklu na laurach, że nie trzymają się kurczowo tekstu raz zaadaptowanego na potrzeby Polskiej Inscenizacji, tylko czuć weń i słychać, że to jest ciągła praca „na świeżo”, by Spektakl stawał się Inny, Nowy, jeszcze Lepszy. I to jest TYM BARDZIEJ Interesujące. Bo w dłuższym odstępie czasu od jednego Spektaklu do drugiego (gdy np. jest kilkumiesięczna przerwa) – jest dla mnie oczywiste, iż z pewnością muszą do niego przysiąść bardziej niż zwykle, przypomnieć sobie większość Kwestii, bo przecież Grają też masę różnych innych rzeczy (na scenie, przed kamerą, przed mikrofonem, w radiu, w dubbingu, etc.). Zaś wydawałoby się, że gdy Spektakl jest Dzień po Dniu, to będzie Zagrany bardzo podobnie, bo tekst jeszcze z poprzedniego dnia na świeżo osadza się na synapsach, a Emocje również „buzują”. A oni nie – oni zaskoczyli mnie nawet dzień po dniu. I to tak, że wbili mnie w ziemię, a ja jednocześnie słuchając ich uważnie na Scenie – w pośpiechu, po omacku, szukałam w torebce chusteczek, bo czułam wcale niezatrzymywaną, słoną wilgoć w kącikach oczu, na policzkach… A oni tak z Chwili na Chwilę, z Sekundy na Sekundę, ze Słowa na Słowo żonglowali Dwubiegunowymi Emocjami – tak moimi, jak i – być może, własnymi. I właśnie przez to, za każdym też razem, ich Postacie tak w tych Przeżyciach i Reakcjach ewoluują, że nawet w tym samych momentach pokazują nieco Inne Twarze swoich Bohaterów i niemal za każdym razem Inna Emocja wydaje się być Wyeksponowana bardziej od Pozostałych. Udowadniają także, jak Różnie można przeżywać To Samo. Chociażby Michael… w minioną sobotę pełen Goryczy, Poczucia Odrzucenia przez matkę Andre i Niezgody na to, że Katharine nie zaakceptowała nigdy nie tylko swojego Syna, ale również jego: człowieka, który był przy nim do końca i widział go w najgorszych z możliwych momentów, gdy choroba kawałek po kawałku mu go zabierała – wybaczając mu, ale jednocześnie wiedząc o tym, że nie był mu wierny. I z tych wszystkich najbardziej Bolesnych, zarówno Dialogów, Przepychanek Emocjonalnych, jak i przede wszystkim Piekielnie Mocnych Monologów w ustach Postaci – we mnie w sobotę tym razem chyba najmocniej uderzyły te słowa (choć nie tylko one), w których słychać, jak Michael bardzo cierpiał m.in. dlatego, że matka Andre odtrąciła również jego…

Michael do Katharine: „Wtedy, na pogrzebie, powinnaś była mnie objąć. Potrzebowałem tego, chciałem, żebyś mnie zaakceptowała za to, że go kochałem Chciałem, żebyś mi wybaczyła, ale… ale już nie chcę (…) Gdyby mój syn marniał w oczach, bełkotał, moczył łóżko w szpitalu, to zrobiłbym wszystko, żeby przy nim być!”

Pamiętam też, jak w momencie w którym Katharine brzydzi się wymówić imię męża Michael’a bądź w ogóle nazwać go „mężem”, jeszcze do niedawna reakcja Michael’a była spokojnym, acz stanowczym przypomnieniem imienia jego męża, a w te minione Dwa Wieczory to był już rozpaczliwy krzyk, jakby za tym wywrzaskiwanym słowem „WILL!” kryły się również słowa: „Zacznij nas w końcu szanować, kobieto! Jesteśmy takimi samymi ludźmi, jak ty!”.
Nieco mocniej odczułam też moment, tuż po tym jak Will wdaje się w Słowną Bijatykę z Katharine, bo nie może znieść tego, jak ona pomiata Michael’em, lecz w końcu odpuszcza, okazując zrozumienie (choć pewnie i jego wiele kosztuje „konkurowanie z duchem” Andre) i zrezygnowany wychodzi, ze stwierdzeniem na ustach: „Dobrze, to dotyczy was…”
Nie jestem pewna, przyznaję, czy wcześniej Pani Krystyna Janda robiła to w ostatniej Scenie, czy nie, lecz zarówno w Spektaklu piątkowym, jak i w sobotnim zwróciłam uwagę na jej badawcze spojrzenie i gest, kiedy obróciła w rękach szklankę z jogurtem, którą podał jej Adaś, grający Nik’a – syna Michael’a i Will’a, i zawahała się, czy podnieść ją do ust, zupełnie tak, jakby jeszcze w tej ostatniej sekundzie chciała podkreślić, jak Katharine brzydziła się tymi Mężczyznami i ich Związkiem, jakby przez jej zgorzkniały, samotny, pełen poczucia przegranej umysł – przemknęło zastanowienie, czy niczym się od nich nie zarazi…

Michael: „Chciał, żeby go pani zrozumiała, ojciec też! (…) Wystarczyło, żeby pani go kochała, a nie tylko chciała być przez niego kochaną (…) Na samą myśl o tym, znów robi mi się niedobrze! Nic się pani nie zmieniła, nic!”
Katharine: „Ludzie się nie zmieniają, panie Porter…”
Michael: „Ludzie muszą CHCIEĆ się zmienić.”

Widownia podczas obu ostatnich Wieczorów była Cudownie Przeładowana (szczelnie zajęte były nie tylko miejsca numerowane, lecz także schody, na których w gęstym rzędzie siedzieli Ludzie z wejściówkami), a gdy WSZYSCY podnieśli się do Braw, to aż się za siebie odwróciłam, żeby to zobaczyć. 
I to jest właśnie JEDYNE, czego w Kontekście tego Spektaklu ŻAŁUJĘ – że NIE MOGĘ WSTAĆ DO BRAW. Bo. To. Im. Się. Należy. Mam nadzieję, że przynajmniej moje teksty zastępują takie właśnie Uhonorowanie ich Pracy.
Przez najbliższe dwa miesiące „Matek i Synów” na Afiszu nie będzie, nie wiadomo też, czy znajdą się w listopadowo – grudniowym Repertuarze. I nie patrzę na to w kategoriach „czarne/białe”, „dobrze/źle”, bo wszystko Dzieje się, we Właściwym Momencie i tak, jak Potrzebna mi jest Relacja z tymi Emocjami – tak Separacja od nich także. Otóż to, przerwa. Bo, gdy pojawi się ponownie, to nie podlega żadnej dyskusji, że Będę. Może nie w „podwójnej dawce” dwa dni „pod rząd” tak, jak teraz – a może tak, dziś tego nie przewidzę. A może, jeśli zagraliby następnym razem trzy Spektakle z rzędu, to pojawię się na pierwszym i ostatnim – by ten Set pośrednio razem z nimi Otworzyć i Zamknąć. Wszystko pokaże Czas i Repertuar na ostatnie dwa miesiące tego roku.
Zaś w Wieczór Piątkowy, tuż po Spektaklu, odbyło się także… Spotkanie na Artystycznym Szczycie – choć już Zakulisowo… Ale ciiicho szaaaa… więcej nie powiem, niech tych kilka Serdecznych Minut pozostanie moją Słodką Tajemnicą, której w tym miejscu nie rozwinę – bo wtedy nie będzie już Moja (wie o tym tylko garstka Osób, spośród tych, które czytają moją stronę) 🙂

Katharine: „Ile byliście razem?”
Michael: „Sześć lat.”
Katharine: „Długo.”
Michael: „Nie wiem, czy sześć lat to długo, gdy planuje się z kimś spędzić resztę życia.”

Ps: Tekst jest również na Facebooku: http://www.facebook.com/mojromanszesztuka oraz na Twitterze: http://twitter.com/moj_ze

Kadr ze Spektaklu (https://teatrpolonia.pl/
event-data/2541/
matki-i-synowie
):
Krystyna Janda jako Katharine Gerard
Paweł Ciołkosz jako Michael Porter
Antoni Pawlicki jako Will Ogden
Adaś Tomaszewski jako Nik Ogden – Porter
fot. Katarzyna Chmura – Cegiełkowska

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s