„8 kobiet”

31 maja 2019 r. i 3 stycznia 2020 r., OCH-TEATR w Warszawie.

Wystąpiły: Katarzyna Gniewkowska – Gabi, żona Marcela, Pani Domu; Izabela Dąbrowska – Augusta, siostra Gabi; Elżbieta Jarosik (w Spektaklu w Dublurze z Emilią Krakowską) – Starsza Pani, matka Gabi; Paulina Chruściel – Luiza, nowa służąca, kochanka Marcela; Maria Seweryn – Maria, ochmistrzyni; Anna Smołowik .official – Patrycja, siostra Marcela; Weronika Warchoł – Zuza, starsza córka Gabi i Marcela; Zofia Domalik – Katarzyna, młodsza córka Gabi i Marcela

oraz Zespół Muzyczny w Składzie:

Michał Lamża, Wojciech ”Gumiś” Gumiński, Szymon Linette

Reżyseria (co niezwykle dla mnie w tym przypadku istotne, dlatego nadmieniam): Adam Sajnuk

https://www.youtube.com/watch?v=8uY4syNpLKQ

Odcięty od świata dom na pustkowiu, gdzie nie uświadczy się nawet działającego telefonu. Czas tuż przed Świętami Bożego Narodzenia, środek ostrej zimy. A w samym sercu tych surowych okoliczności przyrody – Babski Tygiel, idealnie wpisujący się w to niezbyt zacne powiedzenie, że z rodziną wychodzi się dobrze przede wszystkim na zdjęciach. Choć ja mam dość poważne wątpliwości, czy te Panie, nawet ustawiając się do wspólnej fotografii, nie wykorzystałyby pierwszej nadarzającej się okazji, by tą czy ową gdzieniegdzie podszczypać, bądź po szczeniacku podstawić tejże nogę.Ten Spektakl, to fuzja kryminału w stylistyce książek Agathy Christie, farsy i komedii. Fuzja, w której każdy z tych gatunków przenika się ze sobą od pierwszej, do ostatniej minuty tej Scenicznej Opowieści. A wszystko to doprawione solidną garścią (bo z lichą szczyptą nie ma to nic wspólnego…) zgryźliwego poczucia humoru, który jest tutaj jako ta smakowita „kropka nad ‘i’ ”. Ten Spektakl, poza intrygą tworzącą oś kontekstową całej Historii (znanej mi wcześniej z francuskiej Adaptacji Filmowej z m.in. Catharine Denevue w roli żony Pana Domu), to również perfekcyjne przemycenie przekazu, co mogą z człowiekiem zrobić pieniądze, jakie demony z nas wychodzą, gdy nominały zabłysną nam w oczach i jaka zaraza może toczyć rodzinę wówczas, gdy w grę wejdą kwestie majątkowe. To Spektakl, w którym (rzekoma) zbrodnia jest tylko, albo i aż pretekstem, by Wyeksponować w Całej ich Pełni osiem Typów Kobiecości, jakimi osiem Aktorek emanuje ze Sceny – jedne bardziej, drugie mniej, lecz mimo wszystko Każda z nich jest Niejednoznaczna i Charakterna. Bo choć z pozoru wątek główny koncentruje się wokół prób wyjaśnienia okoliczności tajemniczej śmierci Marcela, Pana Domu, to się on przed tą śmiercią (której, jak się okaże, wcale nie było) nie materializuje na Scenie ani na moment, jest zaś obecny w rozmowach, docinkach i uszczypliwościach wszystkich Pań, zamieszkujących włości. Sercem Spektaklu są więc Cztery Pokolenia Kobiet:Babcia – teściowa „nieżyjącego” Pana Domu, która „w skarpecie” trzyma wcale niemałą sumę pieniędzy i przed swoimi dwoma córkami broni ich niemal „pazurami”. Gabi – „wdowa” po Marcelu, nieco zblazowana i nowobogacka Damessa, która gdyby tylko mogła, to bez sekundy zastanowienia wydrapałaby oczy swojemu „nieodżałowanemu” mężowi „nieboszczykowi”, zagarniając „pod siebie” jego pieniądze. Uważa, że z tytułu „wdowieństwa” (bo o sfingowaniu tej śmierci z początku oczywiście nie wie) wszelkie finanse się jej automatycznie „po prostu należą” (gromkie brawa i niskie ukłony dla Ekip Teatru Polonia i Och – Teatru za zręcznie wpisywane w treść Spektakli nawiązań do miłościwie nam panującego „polskiego piekiełka” 😉 ) – również te matczyne z racji faktu, że wiele lat temu, jak mówi, „przygarnęła” Starszą Panią pod swój i męża dach i matka za nic płacić nie musi. Gabi nieustannie kłóci się ze swoją siostrą i z matką, dając im na każdym kroku do zrozumienia, jakoby była od nich lepsza, mądrzejsza, atrakcyjniejsza, a jak się z czasem okazuje – te rysy na samozwańczym krysztale jej charakteru są wcale nie tak płytkie. Na drugim, siostrzanym biegunie pokolenia najstarszego „od góry” jest Augusta (nazywana przez Starszą Panią „Augustynką”), wieczna malkontentka i chroniczna hipochondryczka, która za sprawą swojego wizerunku, na jaki składają się wielkie okulary korekcyjne, przyciasny sweterek, zapięta pod szyję biała bluzka i krótka, plisowana spódnica – wygląda niczym hybryda podstarzałej pensjonarki z ubogą krewną z prowincji.Między Starszą Panią, a Gabi i Augustą rozpoczyna się niemal natychmiast słowne „dzielenie skóry na niedźwiedziu”, zaczynają toczyć dziką batalię, zanim jeszcze Pan Domu zdążyłby „ostygnąć”, o to której z nich, co i w jakim zakresie należy się finansowo i o to również, która z nich (spośród Członkiń Rodziny) miałaby najbardziej jednoznaczny motyw, by zabić Marcela.Do rodziny (wziąwszy pod uwagę „więzy krwi”) należą także dwie córki Gabi i Marcela – starsza Zuza i młodsza Katarzyna. Pierwsza z nich wydaje się być chlubą rodziców, „grzeczną dziewczynką”, która opuściła Rodzinne Gniazdo, by się dalej kształcić na studiach. Gdy przyjeżdża na czas Świąt Bożego Narodzenia, sprawia z początku wrażenie najbardziej „układnej”, jednak obrazek „idealnej córeczki” rozsypuje się w drobny mak, gdy z walizką zjawi się na progu domu i w końcu wyzna, że ona i jej chłopak „zaliczyli wpadkę”.Druga córka Gabi i Marcela, młodsza Katarzyna – to ta, której nikt w tym domu nie wydaje się traktować zbyt serio (no, może poza ochmistrzynią Marią, ale o niej za chwilę), a która namiętnie zaczytuje się w powieściach kryminalnych i poniekąd dzięki temu, mając smykałkę do knucia intryg, odegra na koniec kluczową rolę w wyjaśnieniu „śmierci” ojca. Od pierwszej chwili. na Scenie obecna jest także, choć z początku siedząc tyłem do pozostałych Pań i zmysłowo wokalizując do wtóru muzyce, kobieta w czarnej, mieniącej się kusej sukience i mocnym makijażu, której głos i gesty aż kipią wybujałym, choć nienachalnym sexappeal’em, a ona sama okazuje się być niemile widzianą w progach domu Patrycją – siostrą „nieżyjącego” Marcela. Nie ma doń wstępu, bo nieaprobowany jest jej „styl prowadzenia się”: zarabianie na życie własnych ciałem i śpiewanie w wątpliwej sławy klubie. Cóż, pozostają jeszcze One Dwie, wcale nie mniej Zadziorne, pracownice domu: ochmistrzyni Maria i pokojówka Luiza. Ta pierwsza, można by rzec, wychowała „od maleńkości” obie córki Gabi, które traktuje i owszem – jak własne dzieci. Wydaje się być z całego tego Babińca (poza niemieszkającą w domu na co dzień Zuzą) najbardziej neutralna, najbardziej „z boku”, bardziej „obserwująca” dziejące się zdarzenia, aniżeli aktywnie w nich uczestnicząca, ale… nie dajmy się zwieść pozorom, drodzy Państwo. Jak się bowiem okazuje, również Maria ma swoje „grzeszki” na sumieniu, ta Postać także dzierży własny sekret. Ukrywa przed resztą Pań szemraną znajomość (również nawiązaną z pobudek finansowych) z wyklętą Patrycją, albowiem One Obie „pod osłoną nocy” grywają ze sobą w karty na pieniądze. I w końcu i czas przychodzi na nią… Luiza… piekielnie uwodzicielska i podniecająca, buzująca erotycznym głodem, a przede wszystkim, jak wychodzi na jaw, kochanka Pana Domu, z którym zna się i spotyka już od kilku lat i której Ów (by mieć ją blisko siebie) załatwił w ich domu pracę po odejściu dotychczasowej pokojówki. Gdy Pan domu zostaje rzekomo znaleziony w sypialni „w kałuży krwi”, to rozpoczyna się Szaleńczy Maraton Oskarżeń siedmiu Pań wobec siebie nawzajem, sypanie sobie w twarz piachem inwektyw, zręczne żonglowanie potencjalnymi motywami, którymi ze sporym (wyłącznie w ich mniemaniu) prawdopodobieństwem mogła kierować się każda z nich. A w tym właśnie snuciu domysłów i podejrzeń, mających na celu ni mniej ni więcej, jak dowiedzenie własnych racji i sprawienie by „jej było na wierzchu”, jak się finalnie okaże wszystkie one się zapętliły, tak były zapiekłe we własnej nienawiści wobec pozostałych. Nie zauważają bowiem, że Ósma z nich – nastoletnia Katarzyna, z powodów tylko sobie wiadomych, zdaje się temu wszystkiemu przyglądać z dystansu. Tak się miotają, w swojej wzajemnej nienawiści, w sączeniu jadu i w wylewaniu hektolitrów pomyj, że żadnej z nich w ich zawziętości nie przemknie nawet przez myśl, iż to właśnie ta najmłodsza jest tą najsprytniejszą i że cały spisek, z samym ojcem zresztą, uknuła właśnie ona. Nawet nie przyjdzie im do głów, że to Katarzyna i sam „nieboszczyk” mogli z nich tak zakpić, by obnażyć ich „mentalną m(i)ał(k)ość”, a także by sprowokować je do zrzucenia „masek” i do ujawnienia, że w gruncie rzeczy on sam traktowany jest przez każdą z nich jak „dojna krowa”, bądź – jak kto woli – „żywy bankomat”. I to właśnie Najmłodsza z Kobiet obecnych na Scenie jest jedyną, która przejawia szczere intencje wobec ojca, albowiem jej siostra, za sprawą swojego przyjazdu również chce zrealizować własny, ukryty przed pozostałymi cel. Klimat całej historii „opakowany” jest w dość ostre, mocne dźwięki serwowane publiczności przez Trzyosobowy Zespół Muzyczny, co zapewne podbijać ma napięcie. Nowoczesność inscenizacji w Szalonej Reżyserii Adama Sajnuka dopełniana jest przez swego rodzaju „schematyczne wstawki” Ruchu Scenicznego wszystkich Pań, które do taktu muzyce bądź gwałtownie przemieszczają się wokół scenografii, bądź nagle zatrzymują się w swoich pozach, co moim zdaniem miało w pewien sposób uchwycić ten klimat niepewności, znaków zapytania dryfujących w powietrzu nad głowami Bohaterek. Adam Sajnuk już wcześniej dał mi się poznać nie tylko jako Świetny Aktor, ale też Charakterystyczny Reżyser, za sprawą wykreowanych przez siebie Inscenizacji takich Spektakli jak „Happy now?” (zagrawszy weń również rolę „śliskiego typa” Michael’a) w Teatrze Polonia w Warszawie (o którym pisałam m.in. tu: https://mojromanszesztuka.com/2019/07/13/happy-now/), jak również „Garderobiany”, czyli w historii zdecydowanie bardziej klasycznej (warszawski Teatr Narodowy), którą miałam potężne szczęście oglądać, lecz jeszcze nie nastał jej Właściwy Moment, bym o niej napisała. Fakt, że każda z tych Trzech Sztuk w jego reżyserii, to całkowicie odmienne Gatunki Sceniczne, daleko od siebie odbiegające nastroje, lecz wyraźnym punktem stycznym między nimi jest powiązanie wyrazistej muzyki, która podkręcać ma zapewne poczucie niepokoju a miejscami wręcz grozy ze schematycznym, wpisanym w tą muzykę i wtopionym w całą akcję Ruchem Scenicznym, o którym nadmieniałam już powyżej w kontekście „8 kobiet” właśnie. Tworzy to swego rodzaju „przerywniki”, które jednak nie wstrzymują biegu zdarzeń, gdy Aktorzy przemieszczają się po scenie wespół z muzyką w sposób, który ma podkreślić ogólnie panującą na Scenie nerwowość drzemiącą w Bohaterach, bądź nie wychodząc ze swoich ról, osobiście przestawiają ruchome, kompaktowe elementy scenografii (jak choćby umeblowanie sceny w „Happy now?”, czy w „Garderobianym”), co w dalszej części akcji zmienia nieco aranżację przestrzeni na potrzeby kolejnych, dziejących się w innych „okolicznościach przyrody”, fragmentów Spektakli.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s