„Konstelacje”

Czerwiec i wrzesień 2020 r. oraz (w planach) luty 2021 r., TEATR POLONIA w Warszawie.

Wystąpili: Maria Seweryn jako Marianne i Grzegorz Małecki jako Roland wraz z Zespołem Muzycznym na żywo

Reżyseria (co niezwykle dla mnie w tym przypadku istotne, dlatego nadmieniam): Adam Sajnuk

https://www.youtube.com/watch?v=IxaO6Goy2Bk&fbclid

„W kwantowym meta wszechświecie każda decyzja, którą podjąłeś lub której nie podjąłeś istnieje w niewyobrażalnie wielkim zbiorze paralelnych, równoległych światów.” – Marianne (Maria Seweryn), fragment Spektaklu „Konstelacje” –

Stało się to po raz pierwszy ponad pół roku temu, powtórnie „trafiło mnie” trzy miesiące później i „trzyma” po dziś dzień, co sprawia, że kiedy tylko okazało się, że przynajmniej na dwa tygodnie lutego Teatry mogą otworzyć podwoje – to nie jestem w stanie sobie odmówić ponownego „zderzenia” z natężeniem tych bodźców. Cóż, na siłę obronić się przed tym nie da. Ja zawsze powtarzam, że jeśli coś będzie się miało wydarzyć, to i tak się stanie, choćby człowiek opędzał się rękami i nogami jak przed plagą komarów. Nic nie jest dziełem przypadku, a wszystko ma swój czas i miejsce. Raz, drugi, trzeci jesteś człowieku bezpieczny, a za czwartym wystarczy chwila rozprężenia i „pyk!” – impuls trafia w splot słoneczny i rzuca na łopatki. Zachorowałam, choć nic nie wskazywało wówczas na to, że cokolwiek „czai się za rogiem”. Bo tego przewidzieć się nie da, a tym bardziej bronić się przed tym i temu zaprzeczać, gdy już się dzieje, kompletnie nie ma sensu. A zaczęło się w pewien czerwcowy, piątkowy wieczór ubiegłego roku kalendarzowego. Pełne spektrum zarażenia rozpanoszyło się we mnie już w 75 minut po wystąpieniu pierwszych objawów, które utrzymywały się w moim organizmie na stałym poziomie przez kilkanaście kolejnych dni. Najpierw opanowało zmysł słuchu, dobiegającym doń z daleka rytmicznym, choć jednostajnym „pluskanio – mruczeniem”. W dalszej kolejności, zaledwie kilka minut później, rzuciło mi się na wzrok, który chłonął rozpływające się po pomieszczeniu ciepło barw i litery rozmywające się na wielkim ekranie – płachcie, z których naprędce rozbieganymi źrenicami składałam falujące nań wyrazy. Na koniec, rozpanoszyło się bezczelnie po całej mojej propriocepcji i umościło się pod skórą tak głęboko, że rozpiera mnie od wewnątrz jeszcze długo później. Tak. Zachorowałam. Nagle i gwałtownie. Mimo, że nic na to nie wskazywało, a może inaczej – ja kompletnie się tego akurat wtedy nie spodziewałam. Zresztą, czy gdyby zdarzyło się później – to mogłabym być na to należycie przygotowana? Nie sądzę. I już w tamten czerwcowy wieczór 2020 r. wiedziałam z pełnym przekonaniem, że paradoksalnie na moją chorobę będzie tylko jedno lekarstwo, które z innego kontekstu można by zapożyczyć i rzec: „klin klinem”. Pokonanie objawów – ich źródłem. Słowem, kolejne spotkanie z „Konstelacjami”, kiedykolwiek miałoby się wydarzyć – było/jest/będzie NIEUNIKNIONE.

„Chciałbym z Tobą napaść na Czas… Zakneblować go, zepsuć mu cyferblat, urwać wskazówki, związać go jego własnymi kabelkami i sypnąć piachem w tryby. Odebrać mu wszystkie prawa i przywileje, a potem kochać się z Tobą na jego oczach. Niech patrzy i się wstydzi. Niech się rumieni i błaga o litość. My jednak bądźmy okrutni i nieugięci. Chcę z Tobą dokonać zbrodni na czwartym wymiarze. A kiedy zbudzimy się rano (o ile będą jeszcze istnieć poranki), pomachamy mu bezczelnie i uciekniemy. Żeby nikt nie mógł nas już odnaleźć. Nigdy.” – Grzegorz Małecki (Roland), „z listu K. do K.”, wypis z programu Spektaklu „Konstelacje” –

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s