„Znaki”

„Znaki”, Teatr Telewizji TVP, 1 kwietnia 2019 r.

Wystąpili: Przemysław Stippa (Pisarz Jan), Grzegorz Małecki (Urzędnik Państwowy) i Marta Ścisłowicz (Alicja, żona Jana)

Wstrząsający Spektakl o cenzurze, o daleko idącej ingerencji „aparatu państwowego” w Wolność Słowa, wyrażaną poprzez Kulturę i Sztukę. Spektakl pokazuje, jak głęboko Artysta może być „zakorzeniony” w swojej Twórczości, bo oddaje weń światu jakąś część siebie, bądź jego „wewnętrzne życie” jest jedynym odzieniem, w którym jest w stanie ten świat przetrwać. Tak, jakby tylko w tym swoim „życiu wewnętrznym” był odarty ze wstydu, szczery „do bólu”.Spektakl o tym, jak Artysta, który nie umie się „odnaleźć” w „zwykłej” codzienności u boku żony, gdy oderwany jest całkowicie od swojej Twórczości, „biczuje się” własnym Talentem i (nad)Wrażliwością. Spektakl pokazuje więc, co się dzieje bądź stać się może z takim Artystą stale „rozdygotanym emocjonalnie”, kipiącym duszonymi w sobie przeżyciami, gdy ktoś brutalnie wedrze się w jego „życie wewnętrzne”, zakładając mu przysłowiowe kajdany na ręce, by nie mógł pisać, co myśli i symbolicznie kneblując usta, by nie był w stanie wypowiedzieć, co czuje. A właśnie to „życie wewnętrzne” Artysty, które rozpaczliwe poszukuje „drogi ujścia” jest źródłem wszystkiego, co potem my: słuchacze/widzowie/czytelnicy etc. odbieramy za pośrednictwem Sztuki danego człowieka i bądź się z tym identyfikujemy, bądź nie. W każdym razie na pewno bierzemy udział w czymś niezwykle Intymnym, co Prawdziwi Artyści poprzez swoją Sztukę zdają się składać na nasze ręce, jakby powierzając nam jakąś cząstkę Samych Siebie. Spektakl o tym, że najchętniej uczyniono by z tych „nieprzeciętnych”, jakkolwiek wyróżniających się „jednostek ludzkich” – sterowalne marionetki, „ludzi bez twarzy”, „szarych”, czy wręcz „wyblakłych”, którzy nie będą się nijak „wychylać”. Spektakl o tym, jak usiłuje się wszystkich wepchnąć na siłę w przeciętność i nie pozwalać samodzielnie myśleć.Spektakl uświadamia, że zbyt daleko posunięte „wkraczanie w kompetencje” przynależne Kulturze i Sztuce odziera je z prawdy, a Artyście ogranicza, bądź zupełnie odbiera Autentyczność, narażając go na powolne „obumieranie”, na sukcesywną Agonię w Sztuce, co ma także potem niebagatelne znaczenie dla jego Relacji Międzyludzkich, w tym w dużej mierze z Osobami dla niego Najbliższymi. W Spektaklu mamy właśnie takiego Artystę – znanego Pisarza Jana, który staje przed wyborem tak niemożliwym do dokonania, że w którąkolwiek stronę by nie poszedł, każde z tych rozwiązań oznaczać będzie przegraną. W sposób arcymistrzowski wykreował go Przemysław Stippa. Towarzyszył mu w tej ekwilibrystycznej konfrontacji bardzo przekonujący jako „obrzydliwie śliski” wysłannik „aparatu państwowego” – Grzegorz Małecki, czyli kolejne „aktorskie dziecko”, tym razem syn Wybitnej Anny Seniuk. Fakt, on to zdecydowanie nie ta „półka” artystyczna, co jego matka, lecz zarazem jest to już nie pierwszy Spektakl Telewizyjny, w jakim go widziałam i uważam, że świetnie sprawdza się właśnie w tej formule, która łączy w sobie filmową konwencję pracy przed kamerą z atmosferą „desek teatralnych”, choć taki akurat Spektakl, to rodzaj „małej fabuły” zrealizowanej w teatralnym stylu, często w naturalnych wnętrzach i plenerach (ale tych studyjnych także), z zazwyczaj rozbudowaną scenografią, jak w mini – filmie. Poza Teatrem Telewizji, kojarzę Grzegorza Małeckiego jak dotąd z mało skłaniających do refleksji, lekkich produkcji filmowych, lecz całkiem niedługo, bo już pod koniec marca będę miała okazję doświadczyć jego Teatralnego Wcielenia na „żywych deskach” w Spektaklu „Konstelacje” Teatru Polonia (gdzie partneruje li tylko Marii Seweryn), a to może też być intrygujące, albowiem moje dotychczasowe doświadczenia w zetknięciu ze Sztuką wskazują na dwa bardzo mocne przykłady Panów Aktorów, którzy w swoich telewizyjnych czy filmowych Kreacjach kompletnie mnie „nie brali”, a kiedy „spotykałam się” z nimi z perspektywy Sceno – Widowni, to wychodził z nich Artystyczny Diabeł. Najpierw taki „wstrząs” zafundował mi Bartosz „dr Latoszek” Opania, który na Scenie Teatralnej okazał się Pełnokrwistym Artystą, a w ostatnim czasie również, co jest dla mnie TOTALNYM ZASKOCZENIEM, rozbraja mnie teatralnie także… Borys Szyc, który w filmach był i jest dla mnie kompletnie „niestrawny artystycznie” Do domu Jana, cenionego pisarza, przychodzi nagle nieznany mu wcześniej urzędnik państwowy i w pozornie uniżony, lecz w gruncie rzeczy nie pozostawiający wyboru sposób, przedstawia mu dyrektywę likwidującą polskie znaki diakrytyczne. Jan staje wobec wyboru: albo zgodzi się przyjąć nowe zasady i będzie mógł tworzyć dalej, albo pozostanie wierny ojczystemu językowi, ale przestanie istnieć jako pisarz. Tu nie ma miejsca na dyskusje i kompromisy. Trzeba podjąć decyzję ze świadomością, że w każdym wypadku będzie to decyzja zła.Kolejny Spektakl, w którym kogoś ODKRYWAM. I to na tyle mocno, że po tym pierwszym odkryciu chce się takiego Człowieka Artystycznie doświadczać więcej i jeszcze. Przemysław Stippa. Genialny w Roli pisarza „na rozdrożu”. Później widziałam go jeszcze w kilku innych Produkcjach Teatru Telewizji, o których tu jeszcze nie pisałam i w każdej z nich stworzył Wyśmienitą Kreację. „Znaki” to miejscami zabawna, choć w swojej istocie groźna tragifarsa, ostrzegająca nas przed totalitarną „ingerencją zewnętrzną” w Kulturę i Sztukę. Spektakl to dalece Dosadny, miejscami wręcz Psychodeliczny w swojej ogólnej Formie Przekazu. Spektakl o tym, że cenzura jest jak sito, które oddziela to, co dla rządzących wygodne, od tego, przed czym zdają się z jakichś powodów uciekać. Zupełnie tak, jakby dopuszczając coś do emisji/do druku, pośrednio obnażali coś innego, co za wszelką cenę chcieliby ukryć, jakby czuli zagrożenie dla swoich karier, „stołków”, awansów, jakby godząc się na przepuszczenie czegoś na afisz/na mały bądź duży ekran/na scenę/etc. w nieocenzurowanej formie, godzili się na upublicznienie czegoś, co mogłoby jakkolwiek zdemaskować słabostki i różnej maści „grzeszki”, które przypadły im w udziale. Spektakl to zarazem znaczący wobec nawiązania do „czasów słusznie minionych”, które jednak na naszym „rodzimym podwórku” znów niebezpiecznie ocierają się o teraźniejszość. Spektakl, który dobitnie pokazuje różnice między tym, co jest Artyzmem, a co Chałturą i Rzemiosłem.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s