„Duet, czyli recepta na miłość”

17 lutego 2020 r., Teatr Telewizji TVP Wystąpili: Emilia Komarnicka-Klynstra – Anka, Wojciech Solarz – Daniel i Marta Romanowska – Dziewczynka na karuzeli oraz Muzycy: Konrad Wantrych (instrumenty klawiszowe, instrumenty strunowe, Wojciech Gumiński (kontrabas, gitara klasyczna, syntezator), Szymon Linette – instrumenty perkusyjne, sampler i Michał Lamża (instrumenty klawiszowe, instrumenty strunowe). Reżyseria (co niezwykle dla mnie w tym przypadku istotne, dlatego nadmieniam): Adam Sajnuk

Anka i Daniel. Oboje „po trzydziestce”. Ona – z przeszłością. On – po przejściach. Każde z nich stosunkowo niedawno zamknęło w swoim życiu kolejny rozdział pt. „Związek Miłosny” i samym sobie próbują usilnie wmawiać, że zakończone relacje nie mają już dla nich żadnego znaczenia. Anka i Daniel mimo woli zostają sąsiadami, a ich relacja z początku przypomina podchody dwóch roztrzęsionych, najeżonych stworzeń, albowiem z lęku przed kolejnym w życiu zranieniem emocjonalnym, wściekle bronią się przed tym, że w istocie wciąż trzeba im bliskości drugiego człowieka, który będzie tylko ich – zupełnie tak, jak śpiewała to swego czasu Katarzyna Nosowska jeszcze z zespołem Hey (fragment piosenki „Gdybyś był”): „Gdybyś był, a nie bywał, raz na jakiś czas, byłabym wreszcie czyjaś, a nie bezpańska aż tak. Gdybyś miał, a nie miewał, czas i chęć i gest, byłabym na wyłączność, a nie ogólnie dostępna.”. W istocie zaś uciekają przed zjawiskiem przereklamowanym, ale jednocześnie i takim, w które wciąż niektórzy wierzą, a które także stało się udziałem bohaterów „Duetu…”, a mianowicie… przed tzw. „miłością od pierwszego wejrzenia” (i żeby to wybrzmiało jasno od początku: nie deklaruję w tym momencie, że akurat ja w owo zjawisko wierzę). Uczucie między nimi dwojgiem dopada ich w momencie gdy (pozornie) nie mają zamiaru wstępować w nowy związek i z czasem nawet tacy dumni i zamknięci w sobie oni muszą przyznać, że nie ma co się już dłużej przed tym bronić, bo gdzie by się nie odwrócili, tam będzie z nimi to uczucie i spokoju nie da im za grosz.

To przecudnej urody (zarówno w warstwie gry aktorskiej, jak wizerunkowej i muzycznej – o czym za chwilę) opowieść o ludziach, którzy w istocie cenią codzienne, wspólne drobnostki dzielone z najbliższym człowiekiem. To opowieść o ludziach, którzy pragnąc kogoś przy swoim boku zdają sobie sprawę, że może czasem – na przekór pędzącemu światu – warto po prostu rozwinąć się z tego ciasnego kokonu samoobronnego, położyć kolce po sobie i odpowiedzieć na niepozorne, acz znaczące impulsy wysyłane doń przez drugą osobę, jak choćby: wymowny uśmiech, przeciągłe spojrzenie wstrzymane na nas nieco zbyt długo, czy też badawcze gesty zapraszające do wzajemności. Spektakl ten, od pierwszej do ostatniej chwili wręcz kipi słowną żonglerką drobnych kłamstewek tych dwojga, gdy zaklinają się oni na wszystkie świętości, że związki uczuciowe nie są tym, co obecnie ich interesuje. Do tego stopnia odżegnują się od miłości, odsądzając od czci i wiary swoich byłych partnerów, że pojawiają się między nimi sugestie, jakoby Daniel był mężczyzną homoseksualnym. Ona – nie wiedzieć czemu wysnuwa skądinąd taki wniosek, a on z początku nie wyprowadza jej z błędu. Oboje prowadzą ze sobą w tak osobliwy sposób swoją grę tylko po to, by odganiać od siebie – jak natrętnego insekta, tlące się w powietrzu uczucie wobec nowej sąsiadki i nowego sąsiada, od której i od którego oddziela ich li tylko żywopłot, choć wydaje się, że w życiu właściwie wszystko ich odróżnia. Tyle, że dziwnym trafem (czyżby?) wychodzi na jaw, że oboje zalogowani są na tym samym portalu randkowym, mało tego, ona – „wiosna123” i on – „odrażający drab”, (nie)spodziewanym zbiegiem okoliczności, w zalewie tysięcy nick’ów, odnajdują właśnie siebie nawzajem. Cóż, ja zawsze powtarzam, że w życiu nic nie dzieje się przez przypadek, choć nie jest łatwo ten sens i cel wszystkich zdarzeń odnaleźć. My sami nie zawsze zdajemy sobie sprawę z podświadomie wykonywanych ruchów, czy podejmowanych decyzji, by jakoś biegowi zdarzeń utorować drogę.

Jest to zatem także historia zadająca niezwykle istotne pytanie, czy w dobie emotikonów, krótkich wiadomości tekstowych, tweetów itd. – jeszcze ktokolwiek potrafi być prawdziwy, bez choćby cienia ściemy, która staje się coraz bardziej (i najczęściej) barierą ochronną przed tym, co człowiek czuje naprawdę, a czego panicznie się boi. To opowieść uzmysławiająca nam, że kreujemy się „w internetach” po to, by mieć poczucie kontroli (nad sobą, nad życiem, nad drugą osobą) i nie dawać się notorycznie ranić, ale również, wcale nie tak rzadko, uwaga! – przyodziewamy maski i prezentujemy fasadowe zachowania „dla sportu”, „dla zabawy”, dla „chwili zapomnienia” i wreszcie dla poczucia, że możemy być jeszcze – choćby przez moment, Pan(i)ami Sytuacji.

Tej zaś opowieści, która wręcz cała pulsuje wdziękiem, towarzyszy niezwykle z nią spójna scenografia, jakby pejzaż namalowany oczami beztroskiej wyobraźni. Fakt, niejeden odbiorca w pierwszym odruchu pewnie rzec mógłby, że jest to pretensjonalny widok wyjęty wprost z tekturowych, pomalowanych farbą dekoracji uświetniających przedszkolne występy „naszych milusińskich”. Dla mnie zaś to nasycone barwami, przenikające się odrealnione światy, jakby wizerunkowy mariaż „Alicji w Krainie Czarów” z filmową adaptacją „Charlie’go i Fabryki Czekolady”. To taki trochę „obłąkańczy sen wariata” i muszę przyznać, że gdyby się tak bliżej przyjrzeć, to różne wizje reżyserskie Adama Sajnuka, których miałam okazję doświadczyć w teatrach (zarówno na żywo, jak i w telewizji), niosą w sobie nieco szaleństwa i dziwactw Szalonego Kapelusznika, bo nic weń nie jest jednoznaczne. Tak samo w „Duecie…” ma się wrażenie, jakby przenikały się weń (nie)rzeczywistości na granicy jawy i snu, jakby myśli podążały jedna za drugą z prędkością światła, kreśląc wyrywające się do widza i prężące się kolorami ruchome obrazy wraz z przewrotnie uwodzicielskimi wyznaniami, które po brzegi wypełnione są ukrytymi znaczeniami.

Cała ta ekranizacjo – inscenizacja płynie lekko i swobodnie, jakby puszysty obłok po błękitnym, nasłonecznionym niebie w letni dzień, aż ma się ochotę w tą miękkość zanurzyć. Fabuła spektaklu w takiej, a nie innej swojej formule unosi się, jakby nic nie ważyła, niczym bańki mydlane odbijające barwy, które zresztą w spektaklu się pojawiają i jest ulotna jak rozpylane oddechem w powietrze dmuchawce. Fakt, ktoś mógłby rzec, że wraz z wielokolorowym, acz delikatnym zarazem anturażem bohaterów i ich nieskrępowaną niczym, czułą swobodą – ten spektakl to od pierwszej do ostatniej sekundy „lukier, miód, liryczne cuda” (również cytując słowa rzeczonej już Katarzyny Nosowskiej z fragmentu piosenki „Mimo wszystko”). Fakt, w powietrzu dryfowała nieznośnie lekka, nieważka wręcz beztroska, splatająca się jak warkocz z fasadowym zawstydzeniem obojga bohaterów i owszem była w tym swoista słodycz całego przekazu, lecz odpowiednio „prowadzona za rękę”, a więc taka, która nasyci, ale się… nie „cofnie”.

Powiem zatem tak: w tym kontrolowanym kiczu jest według mnie metoda. A jak już wspomniałam, skoro reżyserował Adam Sajnuk – to samo przez się jest zrozumiałe, że nie może być ot tak, „zwyczajnie” i „typowo”, cokolwiek to znaczy. Ja jestem bardzo wyczulona na przesadę i klimat pokryty grubą warstwą nieprzyzwoicie słodkiego lukru. Ale w tym spektaklu to wszystko było dla mnie na odpowiednim miejscu i we właściwym czasie.

Jeszcze zaś jedną, solidną wartością dodaną (zawsze i od zawsze – uwielbiam!) spektaklu i jednocześnie klasą samą w sobie były piosenki ponadczasowego Duetu (przypadek?) Wasowski – Przybora, które dopełniały ową historię, będąc wplecionym weń bardzo zręcznie, z inteligentnym mrugnięciem oka – swoistym komentarzem do dziejącej się akcji. Słowem, dośpiewywały to, co zostało niedopowiedziane.

Recepta na miłość według Autorki Spektaklu Magdaleny Wołłejko i Reżysera Adama Sajnuka? Nie pogrywać z Drugim Człowiekiem. Nie udawać. Nie uciekać. Nie chować się. Wyjść naprzeciw. Sobie. I temu Drugiemu Człowiekowi. Być Prawdziwym i Prawdziwą, ot co. Tylko Tyle. I AŻ TYLE. https://teatrtv.vod.tvp.pl/46322958/duet-czyli-recepta-na-milosc

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s