„Ich Czworo”

Kwiecień 2018 r., Teatr Polonia w Warszawie.
Pełna Obsada: Jerzy Stuhr jako Mąż, Sonia Bohosiewicz jako Żona, Maria Dowgiłowicz – Nowicka/Julia Rosa jako Córka Lila, Antoni Pawlicki (wcześniej w Dublurze z Tomaszem Kotem) jako Pan Fedycki, Renata Dancewicz jako Wdowa, Iza Kuna jako Szwaczka, Krystyna Froelich jako Służąca oraz Wojciech Chorąży jako Dorożkarz. Reżyseria, co dla mnie Równie Istotne, jak Rola na samym szczycie listy: JERZY STUHR!

„Ci, którzy są tam, wcale nie są tacy źli. Głupi, niekiedy syntezą głupoty wszystkich głupich są. Zabawni będą… czasem. I będzie śmiech – Wasz.” – Jerzy Stuhr w monologu otwierającym spektakl.

Sama już Gabriela Zapolska określiła swój tekst, na kanwie którego powstała ta i inne inscenizacje – jako „tragedię ludzi głupich”. W istocie rzeczy jest to tragifarsa, której oś fabularną stanowi konflikt Męża i Żony. Początek akcji przypada na Wigilię Bożego Narodzenia, zaś kończy się wraz z nadejściem pierwszego dnia Nowego Roku. Skłóceni ze sobą Mąż i Żona żyją wprawdzie wciąż w jednym domu, ale w praktyce już jako dwa całkowicie odrębne byty ludzkie, próbując zgodnie ze swoimi przekonaniami ukierunkować sobie własne życie według nowego porządku wymuszonego przez rozpadający się związek małżeński. Jego sposobem na przetrwanie zaostrzającego się konfliktu z Nią jest narastające odcinanie się od świata zewnętrznego i koncentrowanie swojej uwagi na pracy. Ona – znudzona życiem u boku Męża, szuka wrażeń w ramionach innego mężczyzny – lekkoducha, będącego całkowitym przeciwieństwem tego Poślubionego. Ich codzienność kreślona jest ironicznym poczuciem humoru, wylewającym się strumieniami z rozmów, jakie ze sobą prowadzą, a które w istocie są permanentnym, otwartym polem bitwy między nimi. I można by rzec, że oto On jest Dużym Chłopcem a Ona Dużą Dziewczynką i jeśli czerpią jakąś niezdrową satysfakcję z nieustannego „żarcia się” wzajemnie to Ich sprawa i wyłącznie Ich problem, jak zmarnują sobie życie, jeśli taką mają ochotę. Można by, gdyby nie to, że niemym świadkiem ciągłych awantur i narastającego kryzysu swojej rodziny staje się Lila, Ich kilkuletnie dziecko, które nie mając możliwości ucieczki z tej sytuacji, musi wbrew własnej woli jakoś odnaleźć się w sporze rodziców. A należy w tym momencie powiedzieć, że Oni oboje – zarówno Mąż jak i Żona (choć Ona w szczególności) wciągają Córkę w swoje gierki małżeńskie, mamy więc do czynienia z wcale nierzadką „klasyką gatunku” w sypiących się rodzinnych relacjach społecznych, gdy dziecko staje się „kartą przetargową” między Ojcem a Matką, gdzie każde próbuje udowodnić, kto jest ważniejszy/bardziej skrzywdzony i zarazem które z nich to lepszy, bardziej zatroskany Rodzic. I choć cała ta opowieść to w gruncie rzeczy „tragedia międzyludzka” wypełniona po brzegi obopólnymi pretensjami, kreślona nieszczerością ale i obawami, to postawy bohaterów w tak a nie inaczej opowiedzianej przez Gabrielę Zapolską i w określony sposób wyrysowanej na scenie fabule – z jednej strony wywołują w odbiorcy śmiech wobec żenujących postaw Głównych Bohaterów, ale z drugiej potrząsają nami solidnie w refleksji nad kosztami emocjonalnymi, jakie wraz z rozpadem więzi między Rodzicami – musi ponieść (i nierzadko w rzeczywistości ponosi – nie tylko w „Ich Czworgu”) niczemu niewinne dziecko.

Inscenizacja Teatru Polonia w reżyserskiej adaptacji Mistrza Jerzego Stuhra i z wyśmienicie stworzonymi, krwistymi rolami Głównych Dorosłych Bohaterów (a mam tu na myśli tak Męża i Żonę, jak i Pana Fedyckiego), to jakby nie patrzeć – klasyk, choć piekielnie aktualny tak w fabule samej w sobie, jak i w mocnej wymowie dziejących się zdarzeń.

Jak się można domyślić, tytuł tejże historii nie bez powodu brzmi „Ich Czworo” dlatego, że to co dzieje się pomiędzy trojgiem (Mężem, Żoną i Kochankiem) Dorosłych – rykoszetem odbija się właśnie na Dziecku, którego Rodziców dzieli praktycznie wszystko: życiowe priorytety, ambicje (a po jednej ze stron wręcz niemal całkowity ich brak), a nade wszystko zaś poziom tak inteligencji, jak i życiowej mądrości (bo należy podkreślić, że są to dwa zgoła odrębne zjawiska, które stosunkowo często w ogóle ze sobą nie współistnieją, a wręcz wzajemnie się wykluczają).

„Ich Czworo” Gabrieli Zapolskiej w adaptacji scenicznej Teatru Polonia to realistyczna, w szalenie wyrazisty sposób pokazująca psychikę bohaterów historia. Zaś naczelną weń, wybraną spośród wielu, skazą na naturze ludzkiej została rzeczona już na samym początku GŁUPOTA. Największym zaś jej wcieleniem jest moim zdaniem Żona, której główną (i w gruncie rzeczy bodaj jedyną) motywacją do zawarcia związku małżeńskiego z Profesorem było ślepe pragnienie podniesienia własnej pozycji społecznej. Jest Ona bowiem z natury Kobietą mało inteligentną (nazywając rzecz stosunkowo delikatnie i dyplomatycznie), której brak elementarnego „obycia” i znajomości podstawowych zasadach współżycia społecznego (bo do innego charakteru współżycia intencji ma w sobie aż nadto) – nie mówiąc już o podejmowaniu jakiegokolwiek wysiłku do stosowania tychże w praktyce. Mąż zaś niekoniecznie panuje nad sytuacją rozsypującego się w drobny mak związku, aż do chwili ujawnienia romansu Żony z Panem Fedyckim. Wtedy bowiem Profesor stawia sprawę jasno i pokazuje, co dla Niego najważniejsze, a priorytetem staje się Dziecko, które wedle przedstawionych przez Niego warunków Żonie i Jej Kochankowi – ma jak najmniej ucierpieć na rozstaniu swoich Rodziców.

Mój Niekwestionowany Aktorski Guru w Polsce, czyli Jerzy Stuhr ma w tej opowieści rolę zdecydowanie najmniejszą, jeśli brać pod uwagę samą warstwę werbalną, jak i obecność na scenie. Jego bohater – Profesor, to raczej „milczek”, przede wszystkim obserwujący i chłodnym okiem analizujący rzeczywistość wokół siebie (dopóki nie przejmują nad nim władzy emocje w kontekście Córki skrzywdzonej przez Jego konflikt z Żoną). Gdy zatem przychodzi co do czego, ten z pozoru zdystansowany i stateczny Mężczyzna umie z całą mocą trzasnąć przysłowiową pięścią w stół, by ojcowskimi pazurami obronić i murem stanąć za istotą najbardziej niewinną, choć Lila i tak z dnia na dzień nasiąka wzajemnymi, przybierającymi na sile kąśliwościami między Ojcem a Matką. Ale za to, jak już Mistrz Jerzy Stuhr w tej swojej z pozoru wycofanej Postaci wyjdzie na Scenę i wyciszonym, zrównoważonym (do czasu!) tonem wyrzeknie choćby jedno zdanie – to wówczas cała scena staje się na tych parę chwil wyłącznie jego własnością.

Sonia Bohosiewicz jest w moim odczuciu absolutną aktorską petardą we wcieleniu zblazowanej Żony profesora, do bólu zapatrzonej w siebie i przekonanej o własnej wyjątkowości… idiotki. Już przed doświadczeniem akurat tej inscenizacji i tej kreacji w Jej wykonaniu, miałam świadomość magnesu artystycznego, jakim przyciąga Ona do siebie. Jej zaś rola na scenie w tym spektaklu tylko to przekonanie potwierdziła, co zresztą dowiodła mi także niejednokrotnie później, jak choćby w epizodycznej (choć zasługującej na naprawdę niskie pokłony odbiorców!) roli woźnej w filmie „7 uczuć” Marka Koterskiego.

I choć na każdym kroku przyznaję się otwarcie do bezgranicznej miłości artystycznej wobec Jerzego Stuhra, to… uwaga…! – bo sama nie wierzę w to co piszę – tym, kto w ten inscenizacji „pożera scenę żywcem” w Męskiej Roli jest nie mój Mistrz, a… chwila ciszy… Antoni Pawlicki. Myślę, że w dużej mierze złożyło się na to physis aktora – poprzez wyraz mimiczny twarzy i dosyć luzacki sposób aktorskiego bycia „na deskach”, dopełnione takimż tembrem głosu. Mam takie poczucie, że najzwyczajniej w świecie akurat ta rola Mu „podeszła” po prostu „po warunkach” zewnętrznych, jak to nazywają sami aktorzy. I choć znowu nie dowierzam temu, co właśnie chcę napisać, choć w spektaklu jest Mistrz Jerzy – to według mnie odtwórca postaci Pana Fedyckiego jest w inscenizacji „Ich Czworga” w Teatrze Polonia niekwestionowaną gwiazdą. Idealnie wpisał się w charakter(ek) i „śliską osobowość”, jakie reprezentuje sobą Pan Fedycki, czyli wiecznie spłukany erotoman – amator, żerujący na pieniądzach kobiet, którym „na lewo i prawo” sprzedaje tanie komplementy i który, nie wiedzieć zupełnie czemu, bo głupota wylewa się z Niego każdym możliwym „ludzkim otworem”, okręca Je sobie wokół palca tak, że gotowe byłyby Mu ofiarnie rzucić do stóp dorobek swojego życia.

Cóż, widziałam ten spektakl już wcześniej, w adaptacji Teatru Telewizji TVP, gdzie w główne role wcielili się: Artur Żmijewski jako Mąż, Małgorzata Kożuchowska jako Żona (zaskakująco ŚWIETNA!) i Mariusz Ostrowski jako Pan Fedycki (przy czym po Dwojgu Pierwszych nie spodziewałam się za wiele, a zwłaszcza odtwórczyni roli Żony naprawdę porządnie mnie zaskoczyła in plus) i choć również tamta produkcja była niezwykle smakowita, to bez mrugnięcia okiem, zdecydowanie wybieram tą, którą w Teatrze Polonia wyreżyserował Jerzy Stuhr.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s